- W trybie pilnym potrzebujemy wykwalifikowanej siły roboczej z zagranicy - oświadczył na łamach "Hamburger Abendblatt" prof. Klaus Zimmermann, szef renomowanego Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką. Jak wynika z jego badań, już za pięć lat w starzejącym się niemieckim społeczeństwie dramatycznie zacznie brakować rąk do pracy. - Co roku będzie ubywać ćwierć miliona pracowników, przez co poziom dobrobytu będzie spadać i w końcu będziemy musieli wydłużyć wiek emerytalny do 70 lat - mówi prof. Zimmermann. Jego zdaniem co roku
Niemcy powinny przyjmować pół miliona wykształconych imigrantów. W taki sposób braki na rynku pracy łatają
Australia czy
Kanada.
Choć przestrogi prof. Zimmermana nie są niczym nowym - o starzeniu się społeczeństwa i braku wykwalifikowanych kadr wiadomo od dawna - wakaty nie znikają nawet w dobie kryzysu i 6-proc. recesji, która w zeszłym roku dotknęła Niemcy. Liczbę brakujących specjalistów - inżynierów, ale również nauczycieli - szacuje się na 60 tys. Tylko w koncernie Siemensa w zeszłym roku brakowało 2 tys. wykwalifikowanych pracowników.
Diagnoza prof. Zimmermana pojawia się w czasie, gdy Niemcy debatują nad książką Thilo Sarrazina, polityka SPD i członka zarządu Bundesbanku. W sprzedającej się jak świeże bułeczki książce pt. "Niemcy wykańczają się same" Sarrazin dowodzi, że imigranci z Bliskiego Wschodu są genetycznie obciążeni lenistwem i małą inteligencją oraz stanowią dla Niemców zagrożenie. Jako bezrobotni obciążają system socjalny, a przez duży przyrost naturalny mogą zdominować cały kraj.
Tezy Sarrazina elity uznały za rasistowskie, ale znajdują one poklask wśród społeczeństwa. Przy okazji okazało się, że nie tylko neonaziści nie chcą w kraju obcych. - W Niemczech tego typu poglądy są mocno zakorzenione w centrum społeczeństwa - mówi prof. Elmar Brähler, psycholog i socjolog z uniwersytetu w Lipsku. Z jego badań wynika, że 37 proc. badanych zgadza się, iż cudzoziemcy osiedlają się w Niemczech tylko po to, by wykorzystywać system socjalny.
Tymczasem według ogłoszonych wczoraj statystyk MSW w 7-mln rzeszy imigrantów (prawie połowa pochodzi z Turcji i Bliskiego Wschodu) ze społeczeństwem nie chce się integrować tylko 10-15 proc. Jedynie co siódmy imigrant nie mówi wystarczająco dobrze po niemiecku.
Jak wobec takich nastrojów ściągać do Niemiec hinduskich informatyków czy inżynierów z Bliskiego Wschodu? Sprawa Sarrazina, który stał się jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci, ma coraz większe znaczenie polityczne. Gdyby założył partię, mógłby liczyć na 20-proc. poparcie. Gotowość do współpracy wyrazili już nie tylko politycy neonazistowskiej NPD, ale też byli politycy CDU. Okazuje się, że otwarte zwalczanie bankiera może zaszkodzić całej partii. Gdy wbrew partyjnym dołom kierownictwo SPD postanowiło wykluczyć Sarrazina ze swoich szeregów, poparcie dla socjaldemokratów w ciągu tygodnia spadło o dwa punkty.
I co drugi Niemiec jest przeciwny wyrzucaniu Sarrazina z Bundesbanku, czego domagają się jego koledzy z zarządu. Ostateczną decyzję ma podjąć prezydent Christian Wulff, który wcześniej zapowiadał, że zrobi to bez wahania. Teraz nie jest już to takie pewne.