http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cyganie do obozu

Jacek Pawlicki
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 17:46

Romskie dzieci ze szkoły w Bogacs. W ich klasie były tylko dzieci romskie. Takich klas jest na Węgrzech mnóstwo
Romskie dzieci ze szkoły w Bogacs. W ich klasie były tylko dzieci romskie. Takich klas jest na Węgrzech mnóstwo
Fot. GYULA TOTH ASSOCIATED PRESS

W oddalonym o kilka godzin jazdy od Krosna Miszkolcu ksenofobiczna partia Jobbik chce budować obozy zamknięte dla Romów. Uzasadniając swój pomysł, węgierska skrajna prawica przywołuje działania prezydenta Sarkozy'ego

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
- Integracja Cyganów nie powiodła się. W wielu przypadkach segregacja to jedyny sposób na edukację tych ludzi - powiedział przedwczoraj Gabor Vona, szef nacjonalistycznej i ksenofobicznej partii Jobbik, która jest trzecią siłą w parlamencie.

Kilka dni wcześniej jego kolega i kandydat na burmistrza Miszkolca Márton Szegedi na spotkaniu z wyborcami w Miszkolcu zaproponował, aby Romów recydywistów po prostu deportować z miasta. Z kolei wiceszef partii i eurodeputowany Csanad Szegedi uważa, że takich Romów można by wysyłać do specjalnie wydzielonego "obozu porządku publicznego". Tam za wysokim płotem, pod ścisłym nadzorem i z godziną policyjną, Cyganie (jobbikowcy nigdy nie mówią o nich Romowie) nie stanowiliby już zagrożenia, tym bardziej że za bramę mieszkańcy obozu mogliby wychodzić jedyne po uzyskaniu przepustek.

Zdaniem przedstawicieli Jobbiku byłoby to najlepsze rozwiązane czegoś, co węgierska skrajna prawica nazywa "problemem cygańskim". Za tym rasistowskim określeniem ma się kryć szeroka gama występków - od kradzieży rynny z dachu czy kapusty z pola, po włamania, napady i gwałty.

Márton Szegedi przekonywał, że podobne rozwiązania "problemu cygańskiego" stosują władze Francji czy Włoch. Prezydent Nicolas Sarkozy nie tylko deportuje Romów, ale i chce pozbawiać obywatelstwa francuskiego przestępców o korzeniach imigranckich. W Italii niedoszli azylanci zamykani są w obozach z zaostrzonym rygorem.

Propozycja Szegediego została odebrana jako element kampanii Jobbiku przed październikowymi wyborami municypalnymi, ale wielu komentatorów jest zaniepokojona. Jobbik nie od dziś gra na antyromskich resentymentach silnych wciąż w biednych regionach Węgier, takich jak komitat (województwo) Borsod-Aba j-Zemplén, gdzie leży Miszkolc, ale nie posuwał się aż tak daleko. - Nigdy dotąd nie mówili o obozach dla Romów - mówi „Gazecie” Herta Toth, socjolog z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie.

Poza tym Jobbik, którego pełna nazwa brzmi Ruch na rzecz Lepszych Węgier, to już nie jest garstka radykałów i bojówkarzy - w kwietniowych wyborach dostała 17 proc. głosów; też reprezentację w Parlamencie Europejskim.

Zdaniem Toth najgorsze jest to, że Szegedi i spółka, lansując swoje rasistowskie plany, przywołują przykład Francji i Włoch. - Jeśli opowiadają ludziom, że podobne metody stosują prezydent Sarkozy i premier Berlusconi, to coraz trudniej z nimi polemizować - mówi.

Według ekspertów Jobbik postrzegany dotąd jako partia antyeuropejska chce przekonać wyborców, że jeśli chodzi o politykę wobec imigracji, to utrzymuje się w europejskim głównym nurcie. Tak jak prezydent Sarkozy, Szegedi proponuje, by pozbawiać obywatelstwa węgierskiego Romów, którzy po wyjściu z więzień dopuszczają się recydywy.

Toth nie wierzy, że Jobbik kiedykolwiek założy obóz dla Romów. - Mam nadzieję, że Fidesz nie pozwoli na to - mówi. Wszystkie węgierskie partie skrytykowały pomysł Jobbiku, uznając go za niekonstytucyjny.

To wciąż bardzo wysokie notowania rządzącego Fideszu skłoniły zapewne Jobbik do zaostrzenia retoryki antyromskiej. Centroprawicowa partia premiera Viktora Orbána odebrała nacjonalistom sporo głosów w wyborach parlamentarnych, obiecując różne symboliczne gesty, takie jak np. obywatelstwo dla mniejszości węgierskiej ze Słowacji czy Rumunii (już w mocy).

Sondaże wskazują, że w wyborach lokalnych Jobbik poniesie klęskę. Nie ma szans na zwycięstwo w żadnej z dzielnic Budapesztu i pozostaje mu prowincja na północnym wschodzie kraju, gdzie biedę klepie najwięcej węgierskich Romów, których liczbę ocenia się, w zależności od metod liczenia, na 200-800 tys.

Nie bez kozery pomysł na obozy dla Romów pojawił się właśnie w Miszkolcu. Choć Romów jest tu stosunkowo niewielu (15 tys. na 170 tys. mieszkańców), to niemal wszyscy są bezrobotni, co wielu pcha na drogę przestępczą. Bezrobocie wśród Romów z komitatu Borsod-Aba j-Zemplén sięga 70-80 proc., a jedyną szansą pracy są roboty publiczne (czyli np. sprzątanie ulic) przeznaczone dla nielicznych.

Polityka segregacji postulowana przez Jobbik jest na Węgrzech faktem. Przed kwietniowymi wyborami byłem w romskich gettach w okolicach Ózd. Choć nie ma tam zasieków ani płotów, to jednak Romowie właściwie się z nich nie ruszają i nie zapuszczają się tam Węgrzy. Nieoficjalna segregacja ma też miejsce w szkołach, gdzie pod pozorem niższego poziomu romskich dzieci tworzy się specjalne klasy węgierskie i cygańskie. W czerwcu piątka romskich dzieci z Miszkolca reprezentowana przez walczącą z dyskryminacją fundację Szansa dla Dzieci wygrała po 100 tys, forintów odszkodowania za segregację w szkole. Fundacja szacuje, że ofiarami szkolnej segregacji jest 150 tys. młodzieży romskiej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 157 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':