Według agencji AP w oficjalnym dokumencie amerykańskich służb specjalnych w kontekście tajnych więzień pada słowo "Polska". Nadal nie wiadomo, ilu terrorystów było u nas przetrzymywanych, czy poddawani byli torturom i czy polskie władze wiedziały, co dzieje się na terenie, który został udostępniony Amerykanom.
Bada to prokuratura, która od ponad dwóch lat prowadzi ściśle tajne śledztwo. Jego ustalenia są tak tajne, że gdy niedawno "Gazeta" napisała, że w jego wyniku przed Trybunałem Stanu mogą zostać postawieni wówczas rządzący politycy
SLD, natychmiast wszczęto postępowanie w sprawie przecieku.
Natomiast na temat zebranego materiału prokuratura konsekwentnie milczy. To błąd. Opinia publiczna powinna wreszcie poznać dowody i usłyszeć, co naprawdę działo się w "tajnych więzieniach" i jaki w tym - poza zezwoleniem na ich powstanie - był udział polskich władz i służb specjalnych.
Przy ujawnionych już faktach tajność sprawy, podobnie jak wcześniejsze zaprzeczanie, że więzienia w ogóle były, może tylko Polsce zaszkodzić.
Sprawa "polskich więzień CIA" powinna zostać szybko zamknięta i rozliczona. Jeżeli doszło do złamania prawa, odpowiedzialni za to powinni stanąć przed sądem. Musi on ocenić, czy zezwolenie amerykańskim sojusznikom na działanie na terenie Polski bez żadnej kontroli było przestępstwem.
Tortur w demokratycznym państwie nie usprawiedliwia to, że ich obiektem jest złoczyńca - to pryncypium naszej cywilizacji.
Z drugiej strony - dokonując dzisiaj oceny, pamiętajmy, w jakiej atmosferze podejmowano polityczno-militarne decyzje i w jakim szoku był zachodni świat po ataku terrorystycznym na Nowy Jork, w którym zginęło ponad 3 tys. osób.
Pamiętajmy, że to właśnie jeden z terrorystów odpowiedzialnych za ten zamach miał być przesłuchiwany w "polskim więzieniu".
Za dwa dni rocznica tego wydarzenia. Swój atak terroryści skierowali przeciwko niewinnym cywilom. Pamiętajmy o tym, oceniając - nawet błędne - decyzje ludzi, którym przyszło wtedy stanąć do walki z przeciwnikiem nieuznającym żadnego prawa ani reguł.