Niedługo nie będzie się miał kto zaopiekować starszymi, chorymi i niesamodzielnymi ludźmi - wynika z diagnozy przedstawionej wczoraj w Sejmie. Autorami "Zielonej Księgi" są ekonomiści i parlamentarzyści. Pomagali eksperci Banku Światowego.
Dziś w Polsce, jak szacuje
GUS, opieki wymaga 2,5 mln osób. To starsi (najczęściej po osiemdziesiątce), młodzi po wypadkach, przewlekle chore dzieci. Większością - aż 83 proc. - zajmuje się rodzina. Jaką mają pomoc? Niecałe 200 zł zasiłku pielęgnacyjnego, który dostaje każdy niesamodzielny Polak oraz każdy po 75. roku życia, coraz dłuższe kolejki do domów pomocy społecznej i mało wolontariuszy.
Wiedzą o tym ci, którzy pomocy potrzebują. Jak Janusz Świtaj - od 17 lat sparaliżowany po wypadku motocyklowym. Uwięziony w mieszkaniu w bloku, skazany na opiekę rodziców, zażądał eutanazji. Gdy dostał sprzęt, który ułatwia oddychanie i poruszanie, zdał maturę i pracuje w fundacji Anny Dymnej: - Niepełnosprawny bez opieki i wsparcia traci sens życia - mówił wczoraj Świtaj.
W ciągu 25 lat liczba osób, które mogą potrzebować pomocy, wzrośnie - 65-latków o ponad 60 proc., a 80-latków aż o 130 procent! Tylko
Słowacja wyprzedzi nas w rankingu najstarszych krajów Europy.
Reforma opieki miałaby dwa etapy.
Pierwszy - od wejścia w życie ustawy, być może już w 2012 r. Potrwa do 2020 r. W tym czasie zmieni się system przyznawania zasiłków. Pomoc dostaną tylko te osoby po 75. roku życia, które są niesamodzielne. Będzie to musiał potwierdzić lekarz. - Dziś tylko 15 proc. uprawnionych naprawdę potrzebuje zasiłku - mówi Mieczysław Augustyn, senator PO, pomysłodawca "Zielonej Księgi".
Uwaga! - emerytom, którzy już dostają zasiłek, nikt go nie odbierze.
Niesamodzielni lub ich rodziny otrzymają specjalny czek, którym będą mogli zapłacić za opiekę pielęgnacyjną, wyżywienie czy rehabilitację.
Eksperci zakładają, że w ten sposób powstanie wolnorynkowy, ale nadzorowany przez państwo rynek usług pielęgnacyjnych, w którym znajdzie pracę nawet 200 tys. ludzi. Będą to firmy prywatne, samorządowe czy tworzone przez
NFZ. Taki system sprawdził się już w wielu państwach: Niemczech, Austrii, Francji.
Po 2020 r., gdy zacznie starzeć się wyż demograficzny z lat 50., pieniędzy z budżetu na pewno zabraknie. I wtedy zacznie się drugi etap reformy. Zostanie wprowadzone powszechne ubezpieczenie opiekuńcze od ryzyka niesamodzielności. Podatek wynosiłby ok. 1-1,5 proc. i płaciliby go co miesiąc solidarnie wszyscy, również rolnicy. Dzięki temu składka będzie stosunkowo niska. Zostanie ściągnięta z naszych pensji jak dziś składka zdrowotna.
ZUS przekaże ją do Funduszu Ubezpieczenia Opiekuńczego, do którego szłyby także pieniądze z budżetu.
Senatorowie piszą projekt ustawy. Chcą go przedstawić rządowi do końca roku.
Szef doradców premiera Michał Boni chwalił wczoraj projekt, ale nie chciał odpowiedzieć, czy rząd wprowadzi ubezpieczenie: - Będziemy nad nim pracować. Sytuacja jest dramatyczna. Potrzebujemy racjonalnych rozwiązań finansowych, ale zgodnych z ideą społecznej solidarności. I empatii.
Prof. Piotr Błędowski, ekonomista z SGH, gerontolog, nie sądzi, by wprowadzenie ubezpieczenia wywołało spór polityczny. Już w 2007 r. Jarosław Kaczyński przedstawił podobny pomysł zespołu ministra zdrowia Zbigniewa Religi. Składka miała wynosić 2 proc., a ubezpieczenie chciano wprowadzić natychmiast. - Spierać się będą ci, którzy zetknęli się z problemem niesamodzielnego, starego lub chorego człowieka, z tymi, którzy nie mają takich doświadczeń. Tych ostatnich nie będzie łatwo przekonać, by się opodatkowali - mówi Błędowski.
-
Podwyżki podatków to jest zło - komentuje ekonomista prof. Krzysztof Rybiński z SGH. - To nie jest jedyne wyjście, by mieć pieniądze na opiekę nad seniorami. Lepiej uporządkować system rent w Polsce. Wyższe podatki od pracy niszczą zatrudnienie.
Wiceminister pracy i polityki społecznej Jarosław Duda: - Mało prawdopodobne, by reforma systemu udała się bez wprowadzenia powszechnego ubezpieczenia.
Podatek opiekuńczy jest nieunikniony - rozmowa z Aleksandrą Wiktorow, b. szefową ZUS
lez