Będzin gotowy do odtworzenia scen likwidacji getta. Justyna Płużek-Kuffel, nauczycielka, zdecydowała się wystąpić. - Inscenizacje to fantastyczny pomysł i promocja dla miasta - mówi.
Dawid Kukuryk z V klasy dostał rolę żydowskiego dziecka. Już nie może się doczekać: - To dużo ciekawsze niż zwykła lekcja.
Dawid wie z historii, że wojska niemieckie wkroczyły do Będzina 4 września 1939 r. w poniedziałek po południu, kładąc kres istnieniu miasta nazywanego wcześniej Jerozolimą Zagłębia. 9 września spłonęła synagoga, potem zaczęły się przesiedlenia Żydów do getta. Większość jego mieszkańców hitlerowcy stopniowo wywieźli do obozów zagłady, ostatnich w sierpniu 1943 roku. Z 30 tys. będzińskich Żydów Holocaust przeżyli nieliczni.
Po raz pierwszy zdarzenia z czasów wojny zainscenizowano przed rokiem. W miejscu, gdzie stała bożnica, pokazano, jak wkraczał oddział Wehrmachtu. Były strzały i dym. Nikt nie protestował.
Teraz widowisko przedstawia likwidację getta i wywołuje protesty. Prof. Jan Hartman, etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, boi się, że stanie się swego rodzaju rozrywką dla uczestników i widzów. - W dodatku młodzi wcielający się w rolę oprawców nie mogą w pełni uniknąć niedobrych uczuć, a tego rodzaju emocjonalny eksperyment jest nad wyraz ryzykowny i moralnie bardzo dwuznaczny - mówi Hartman.
Oburzony jest też Jarosław J. Szczepański, prezes Żydowskiego Związku Stowarzyszeń Humanitarnych B'naiB'rith Polin: - Odtwarzanie bitew, przemarszów wojsk jest jednak czymś innym niż odtwarzanie masowego morderstwa. Nie można wykluczyć, że amatorom mocnych wrażeń za chwilę przyjdzie do głowy wynajmowanie obozów koncentracyjnych i uruchamianie w ramach gier plenerowych komór gazowych oraz krematoriów.
Inscenizację w Będzinie organizuje Adam Szydłowski, kierownik miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego, miłośnik historii miasta. Od lat angażuje się w obchody rocznicowe, przyjmuje delegacje z Izraela, pomaga Żydom przyjeżdżającym z całego świata w odnajdywaniu przodków. To dzięki jego staraniom w mieście powstał pomnik Bohaterów Getta.
Szydłowski zapewnia, że inscenizacja oparta na relacjach świadków jest pozbawiona scen drastycznych, jak egzekucje. Odpiera też zarzut o udział dzieci. - Każdy uczestnik naszej inscenizacji zgłosił się dobrowolnie, w czasie prób obecni są pedagodzy. Żadne dziecko nie jest narażone na udział w drastycznych scenach, bo takich w scenariuszu nie ma - podkreśla Szydłowski.
Włodzimierz Kac, przewodniczący Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Katowicach, ufa organizatorom. - To nie są ludzie przypadkowi. Od lat angażują się w opowiadanie historii miasta. Oczywiście ktoś może pomyśleć, że udział dzieci i młodzieży w takim spektaklu może spowodować traumę albo wywołać zarzut o lekkie potraktowanie tematu. Nie może jednak wyrażać opinii ktoś, kto nie zna scenariusza. Ja widziałem. Inscenizacja będzińska nie grozi ani jednym, ani drugim - zapewnia Kac.
Organizatorów będzińskiej inscenizacji popiera także Zeew Leron, emerytowany pułkownik lotnictwa. W będzińskim getcie został zamknięty jako piętnastolatek, przeżył Auschwitz. "Jako były mieszkaniec Będzina, uczestnik tamtych dramatycznych chwil w getcie będzińskim, uważam, że rekonstrukcja historyczna oparta na relacjach ocalałych z holokaustu jest przykładem dawania świadectwa prawdzie tamtych dni, które przeżyłem, których byłem świadkiem. Należy podziękować zaangażowanym w to uczestnikom, że przyjmują na siebie ciężar pokazywania prawdy i przedstawiania historii Będzina i całego Zagłębia" - napisał w liście do władz miasta.
Szydłowski nie zamierza odstąpić od inscenizacji. - Tych, którzy mają wątpliwości, zapraszam do Będzina. Przedstawienie odbędzie się 11 września o godz. 16.
Ambasada Izraela w Warszawie sprawy nie komentuje: - Nie będziemy zajmować stanowiska w sprawie czegoś, czego nie widzieliśmy. Nasz przedstawiciel nie był obecny na próbie.
Przeczytaj komentarz Seweryna Blumsztajna