Szkoda, że takich europejskich zasad od początku nie wprowadzono do umowy wynegocjowanej w zeszłym roku przez wicepremiera Waldemara Pawlaka z Rosją. Rząd zajął się tym dopiero teraz, gdy Komisja Europejska ostro zaprotestowała przeciw łamaniu prawa UE. Pokazała żółtą kartkę rządowi, który tak ważną dla Polski umowę przyjął w lutym bez najmniejszych dyskusji. A już wtedy Bruksela sygnalizowała o swoich obiekcjach. Mimo to wielu przedstawicieli rządu miesiącami zapewniało, że umowa jest bez zarzutu.
Na renegocjacje umowy trzeba czasu. Tymczasem wicepremier Pawlak straszy, że Polsce może zabraknąć gazu na zimę, jeśli do 20 października umowa nie zostanie podpisana. Dotychczasowy kontrakt nie zapewnia nam dość surowca.
Gazowym kryzysem straszy też
Gazprom. "Głównym instrumentem nacisku Gazpromu na Polskę są dodatkowe dostawy gazu na zimę" - napisał dziennik "Kommiersant". To zdumiewające groźby, bo Gazprom ma problemy ze zbytem na swój surowiec w Europie.
Cóż to byłby za skandal w UE, gdyby Gazprom z politycznych powodów zamroził Polskę. Do kosza trzeba by też wyrzucić deklaracje szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który w zeszłym tygodniu zapewniał, że Moskwie zależy na dobrych partnerskich stosunkach z Warszawą.