Ten zwyczaj wprowadził traktat lizboński. Jednak przewodniczący Komisji nie ma takiej władzy jak prezydent
USA. Bez pomocy 27 rządów krajów UE i pozostałych instytucji nie jest w stanie wcielić w życie swego programu, choćby nie wiem jak był słuszny i potrzebny.
Problemem Europy, którego nie rozwiązał traktat z Lizbony, jest brak silnego przywództwa. Komisja utraciła je na rzecz przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana van Rompuya. Jego władza rośnie dzięki poparciu stolic UE. Sam van Rompuy woli pozostawać w cieniu, ale to on rozgrywa europejskie karty w sprawach gospodarczych. Tradycyjnie rozpycha się też
Parlament Europejski.
Brukseli ta konkurencja między instytucjami nie robi dobrze. Za dużo energii idzie na walkę o wpływy. Barroso słusznie mówił wczoraj: "Albo będziemy płynąć wspólnie, albo utoniemy osobno!".
Europa powoli wychodzi z kryzysu. Wiele rządów zdecydowało się na cięcia wydatków. Czas na wspólne europejskie pomysły. Barroso wymienia kilka - od euroobligacji po lepsze wydawanie wspólnych pieniędzy.
Ostatnia chwila, aby unijne instytucje schowały ambicje do kieszeni i zaczęły bez zgrzytów robić coś razem dla Europejczyków.