- Zdaniem prowadzących śledztwo to nie było znęcanie się nad dziećmi, przemoc ani mobbing. Sprawa została umorzona z braku znamion czynu zabronionego - informuje Mirosław Żoch, prokurator rejonowy w Siemiatyczach.
Maria Pajdosz, do niedawna nauczycielka matematyki w SP w Śledzianowie (gm. Drohiczyn), zapowiada odwołanie od tej decyzji. 20 kwietnia była świadkiem, jak dyrektorka kazała uczniom V klasy klęczeć z rękami do góry pod gazetką z religii.
Nauczycielka opowiedziała o poniżającym traktowaniu dzieci burmistrzowi Drohiczyna Wojciechowi Borzymowi. Ten zażądał skargi na piśmie. Przekazał ją do kuratorium. Pajdosz złożyła też do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, napisała też o przywłaszczeniu szkolnych pieniędzy i fałszowaniu dokumentów. Śledczy nie znaleźli na to dowodów. Historię opisaliśmy w tekście "Na kolana!".
- Nagłośnienie i jednostronne przedstawienie zdarzeń odbiło się na pracy szkoły - mówi dyrektorka Barbara Pogorzelska. Ale dodaje , że zrozumiała błąd: - Decyzje, które podejmuję, nie mogą być pochopne. Życzyłabym sobie, bym nigdy nie musiała karać dzieci, ale jeśli zajdzie taka konieczność, działania muszą być zgodne z prawem.
Przeprowadziła w szkole ankiety. Na ich podstawie zaplanowała m.in. szkolenia rady pedagogicznej na temat "Jak radzić sobie z emocjami".
Kuratorium dało dyrektorce upomnienie, że powinna kierować się zapisami konwencji o prawach dziecka i artykułem 40. konstytucji zakazującym stosowania kar cielesnych i mówiącym, że nikt nie może być poddawany poniżającemu traktowaniu.
Burmistrz mówi, że ma zaufanie do dyrektorki: - Jeśli wymyśla się rzeczy, które nie znajdują potwierdzenia (mówię tu o zarzucie przywłaszczenia pieniędzy), to takie zachowanie uwłacza godności nauczyciela.
Z rodziców zareagowali tylko Urszula i Marek Tararujowie. Przenieśli syna Sylwka do szkoły w Drohiczynie. Sylwek klęczał, a dyrektorka obniżyła mu ocenę z plastyki. Tararuj: - Myślę, że więcej rodziców poszłoby w nasze ślady, ale przeniesienie nie jest takie proste. A bilet miesięczny to 120 zł. Umowa nauczycielki Pajdosz nie została przedłużona. Brakuje jej roku do emerytury. Ale mówi, że nie żałuje: - Są rzeczy, na które nie umiem przymknąć oka. Wiem, jakie są zadania szkoły i do czego jako pedagog jestem - choć nie lubię tego słowa - powołana.
Źródło: Gazeta Wyborcza