http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podpalony w majestacie prawa

Dominika Maciejasz, Kraków
2010-09-08, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 15:09

Fiszebrandt: - Co jeszcze musi się stać, żeby ktoś mi pomógł?
Fiszebrandt: - Co jeszcze musi się stać, żeby ktoś mi pomógł?
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Grożono mi śmiercią. Moja firma 14 razy był okradana i podpalana. Od czterech lat słyszę, że policja nic nie może zrobić, a przecież wskazałem prześladowcę

Jerzy Fiszebrandt, właściciel siedmiu hurtowni papierosów na południu kraju. Postawny, silny mężczyzna. Wyciąga opasłe tomy kopii policyjnych i prokuratorskich akt. Dotyczą podpaleń i włamań w oddziałach jego firmy. Gróźb pod jego adresem. Na wszystkich napis: "Umorzone".

Płonie Andrychów. Procesowo wszystko gra

Sierpień 2008 r. W andrychowskiej hurtowni włączają się czujniki dymu. Ogień udaje się ugasić. W październiku znów pożar. Czujniki zawodzą. Straty - milion złotych.

Dwa dni później telefon. Fiszebrandt słyszy: - To dopiero początek, k... jebana!

Rzeczywiście. Kilkanaście dni później włamanie do hurtowni w Mysłowicach. Dzień później kradzież gotówki z jego samochodu.

Jerzy Utrata, prokurator rejonowy w Wadowicach: - W październiku 2008 r. przesłuchaliśmy prawie trzydzieści osób. Sprawdziliśmy zapis monitoringu szkoły znajdującej się naprzeciwko. Zwróciliśmy się o nagrania ze stacji benzynowych. Wszystkie osoby, które tego dnia napełniały kanistry benzyną, miały alibi. W sensie procesowym zrobiliśmy wszystko.

Fiszebrandt domyśla się, kto może stać za podpaleniami. Kilka lat temu zatrudnił Krzysztofa K. Znał go od lat. Ufał do czasu, gdy wykrył, że w kasie brakuje 700 tys. zł.

- Przyznał się. Mówił, że ma długi. Podpisał oświadczenie, że wyprowadził gotówkę i zobowiązał się ją zwrócić do 31 stycznia 2006 r. - wyrzuca z siebie biznesmen.

Termin minął, ale pieniędzy nie było. Fiszebrandt poszedł do prokuratury.

- Miesiąc później, dzień po dniu włamano się do kolejnych hurtowni - opowiada. Doszło też do trzeciego podpalenia w Andrychowie. - I to dokładnie w dniu, w którym kończyła się polisa - zaznacza biznesmen. - Nie miałem wątpliwości, że zleca to osoba wtajemniczona w sprawy firmy.

Odpuść albo kula w łeb. Spraw nie łączymy

Marzec 2009 r. Kolejne włamanie w Mysłowicach. - Potem zaczęli straszyć mnie - mówi mężczyzna. 8 marca w saunie dosiadł się do niego jakiś mężczyzna. - Ostrzegł, że jeżeli nie odpuszczę Krzysztofowi K., to mogę dostać kulkę w łeb - relacjonuje.

Maj 2009 r. W Andrychowie ktoś kradnie siatkę z ogrodzenia. Fiszebrandta alarmuje jego matka, która z mężem śpi w pomieszczeniach nad hurtownią. Wezwany na miejsce policjant odmawia wszczęcia postępowania. - Matka była roztrzęsiona. Policjant podszedł do niej i zapytał, czy są jakieś straty. Powiedziała, że chyba niewielkie. Więc stwierdził, że z powodu znikomych strat nie ma podstaw do wszczęcia postępowania - kwituje biznesmen.

Zrozpaczony przedsiębiorca prosi prokuraturę, by połączyła wszystkie sprawy, które od lat są prowadzone oddzielnie w różnych miastach.

Prokurator Utrata: - Nie można tego zrobić, jeżeli nie ma wyjścia na sprawcę.

Ale prawo dopuszcza inny wariant połączenia spraw - w przypadku tzw. łączności przedmiotowej, czyli podobnych zdarzeń dotyczących tej samej osoby. Wtedy policja może połączyć postępowania i podjąć działania operacyjne. Nie korzysta z tego.

- Formalnie nie było podstaw do łączenia spraw - mówi Elżbieta Goleniowska-Warchał z wadowickiej policji.

Podejrzany jest chory. Pokrzywdzonemu współczujemy

W czasie gdy płoną kolejne hurtownie, sprawą kradzieży pieniędzy dokonanej przez Krzysztofa K. zajmuje się prokurator Grzegorz Payerhin z Olkusza. Idzie jak po grudzie. Od 2007 r., gdy K. przedstawiono zarzuty, mężczyzna odmawia składania wyjaśnień i żąda prawa do końcowego zaznajomienia się z materiałami postępowania. Ale nie może tego zrobić, bo cały czas jest chory - adwokat dostarcza kolejne zaświadczenia lekarskie o złym stanie zdrowia klienta.

Prokuratura prosi o opinię Katedrę Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ. Odpowiedź: K. jest zdolny do udziału w czynnościach procesowych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    64 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':