http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bitwa emerytalna Sarkozy'ego

Dominika Pszczółkowska
2010-09-08, ostatnia aktualizacja 2010-09-07 22:59

Prezydent Francji wyrusza na wojnę z dziurą w systemie emerytalnym i zamierza zmusić rodaków, by pracowali dłużej - do 62., a nie do 60. roku życia. W odpowiedzi na ulice wyszły wczoraj setki tysięcy protestujących

Wczorajsza manifestacja związkowców w Marsylii
Fot. Claude Paris AP
Wczorajsza manifestacja związkowców w Marsylii
Nicolas Sarkozy
Fot. Julian Sojka / AG
Nicolas Sarkozy
 0,05MB
0,05MB
Już pierwsza bitwa pokazała, że nie będzie to proste. We wtorek, który dziennik "Le Monde" nazwał dniem prawdy, na ulice Paryża i innych miast wyszło według związkowców 2,5-3 mln osób, według policji - 1,2 mln.

Demonstranci krytykowali rząd nie tylko za proponowaną reformę, lecz także za korupcję i inne grzechy. "Rzekomo nie ma pieniędzy na emerytury" - głosił jeden z plakatów. - To największe demonstracje od lat - cieszył się szef związku CFDT François Chereque. Strajkowali nauczyciele, kolejarze, pracownicy sektora publicznego i prywatnego.

Związkowcy zapowiadają, że jeśli rząd się nie ugnie i wczorajszy 24-godzinny strajk nic nie da, w przyszłości sparaliżują kraj na wiele dni.

Rządowy projekt, nad którym Zgromadzenie Narodowe zaczęło właśnie pracować, ma sprawić, że w 2018 r. francuski system emerytalny przestanie być deficytowy. Aby tak się stało, wiek emerytalny ma być podniesiony, a okres składkowy stopniowo wydłużony z obecnych 40,5 lat do 41,5 w 2020 roku. Pracownicy sektora publicznego będą musieli więcej łożyć na emerytury - 10,55 proc. zarobków zamiast obecnych 7,85 proc. Dziś sektor publiczny jest uprzywilejowany i płaci mniej niż prywatny.

Reforma emerytur była jedną z kluczowych zapowiedzi Nicolasa Sarkozy'ego w prezydenckiej kampanii wyborczej w 2007 r. Francja starzeje się i boryka z coraz bardziej dotkliwym brakiem środków na emerytury - szacuje się, że dziura w systemie emerytalnym ma do 2030 roku wynieść 70 mld euro.

Sondaże wskazują, że Francuzi zdają sobie sprawę z tego, że reforma jest konieczna, ale zaproponowane przez prezydenta Sarkozy'ego rozwiązania najczęściej uznają za niesprawiedliwe. Związki zawodowe biją na alarm, że to na najbiedniejszych spadną największe koszty reformy. Eksperci natomiast obawiają się, że prezydent się ugnie i wprowadzi tak wiele wyjątków, że reforma straci swój sens.

Już w 2008 r. Sarkozy'emu udało się przeprowadzić częściową reformę emerytur w sektorze publicznym, m.in. zrównując okres składkowy z sektorem prywatnym. Niektórzy eksperci zarzucają mu jednak, że pod naciskiem związków wprowadził on tyle koncesji i wyjątków dla poszczególnych grup, że nowy system będzie równie kosztowny jak stary.

Od reformy emerytur może zależeć polityczne być albo nie być prezydenta Sarkozy'ego w wyborach w 2012 r. Może go ona kosztować resztki popularności, ale jej brak także, bo była to kluczowa obietnica z jego kampanii wyborczej.

Powodów do niezadowolenia z prezydenta Francuzi mają bardzo dużo: najpierw zajmował się własnym rozwodem i ślubem, potem spadł na niego kryzys gospodarczy, ostatnio próbuje odzyskać popularność polityką skierowaną przeciw Romom i innym imigrantom. To ostatnie wielu oburza. Pozytywny bilans reform byłby jednym z nielicznych argumentów za Sarkozym.

Rozmowa z Guy Groux, francuskim politologiem

Dominika Pszczółkowska: Przesunięcie wieku emerytalnego z 60 na 62 lata nie wydaje się aż tak ambitną reformą. Skąd taki opór związków zawodowych?

Guy Groux: Wynika to po trosze ze starej francuskiej tradycji kontestacji i strajków. A trochę z poczucia związkowców, że nikt z nimi tej reformy nie negocjował i że jest ona robiona ot tak, byle szybciej. Faktycznie, w porównaniu z poprzednią reformą emerytalną z 2003 r. dyskusji z partnerami społecznymi było mniej.

Na razie nie można mówić o ogromnym oporze. Związki zwołały na razie strajk 24-godzinny, nie mamy paraliżu kraju ciągnącego się tygodniami czy miesiącami, jak to bywało w przeszłości. Choć Francja słynie ze strajków i kontestacji, to jednak ta tradycja się zmienia. Dziś w systemie jest o wiele mniej turbulencji. Jeśli policzyć dni strajków 50 lat temu i teraz, okaże się, że dziś jest ich dziesięć razy mniej.

Czy reforma przejdzie?

- Oczywiście, dlaczego miałaby nie przejść, skoro rząd ma w parlamencie większość? Pod naciskiem związków może jedynie uczynić pewne koncesje np. dotyczące emerytur osób pracujących w trudnych warunkach.

Większość obywateli jest jednak przeciw. Czy prezydent Sarkozy straci z tego powodu resztki popularności?

- Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie - straciłby te resztki popularności, gdyby tej reformy nie przeprowadził. Zreformowanie systemu emerytalnego było jedną z jego najważniejszych obietnic wyborczych. Teraz nie walczy on o głosy lewicy, lecz o utrzymanie poparcia tych na prawicy, którzy liczyli na reformy gospodarcze. Gdyby ugiął się pod presją związków, straciłby i ich poparcie. Także ze względów politycznych ta reforma jest dla niego absolutnie konieczna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':