Walka pomiędzy prorosyjsko nastawionymi politykami ze wschodniej Ukrainy, którzy od kilku miesięcy rządzą w Kijowie, i zachodnioukraińską opozycją przeniosła się do podręczników historii. Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi minister edukacji Dmytro Tabacznyk postanowił bowiem "rozwieść historię z polityką".
Z podręcznika historii dla piątoklasistów wykreślono więc zdania o sztucznie wywołanym przez radzieckie władze Wielkim Głodzie, który w latach 30. XX w. spowodował śmierć co najmniej kilku milionów Ukraińców. Usunięto też stwierdzenia o radzieckiej władzy rozprawiającej się z "ukraińskimi patriotami" w latach 1939-41, gdy zachodnia
Ukraina znalazła się w granicach ZSRR na mocy tajnego układu Ribbentrop-Mołotow. Chodzi głównie o członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA).
Ministrowi nie spodobały się też fragmenty o pomarańczowej rewolucji, czyli masowych protestach w Kijowie na przełomie r. 2004/05 po sfałszowanych na rzecz Wiktora Janukowycza wyborach prezydenckich. Demonstracje zmusiły władze do zorganizowania nowych wyborów, które wygrał
Wiktor Juszczenko. Janukowycz zwyciężył w tegorocznych wyborach prezydenckich, a jego Partia Regionów przewodzi rządzącej obecnie koalicji.
Usuwając fragmenty pokazujące Związek Sowiecki w negatywnym świetle, Tabacznyk chce upodobnić ukraiński system edukacji do systemu rosyjskiego, a co za tym idzie, zbliżyć Ukrainę do Rosji - uważa opozycja.
Wczoraj była premier Julia Tymoszenko zażądała dymisji ministra edukacji. W poniedziałek w liście do premiera Mykoły Azarowa tego samego żądali radni okręgu iwanofrankowskiego, uznając, że Tabacznyk wypacza historię i jest "wrogo nastawiony" do narodu ukraińskiego.
W proteście przeciwko zmianom w podręcznikach działacze zachodnoukraińskiej organizacji Nowa Galicja postanowili umieścić we wszystkich szkołach Iwano-Frankowska portrety dowódcy UPA Romana Szuchewycza. Planują także przygotować portrety innych nacjonalistów związanych z walką o niepodległość Ukrainy.
Tabacznyk jest chyba najbardziej kontrowersyjną postacią w rządzie Azarowa. W 2009 r. wsławił się artykułem "Od Ribbentropa do Majdanu", w którym stwierdził, że "Galicjanie praktycznie nie mają nic wspólnego z narodem Wielkiej Ukrainy" i że w 1945 r. Galicję "można było bez bólu zwrócić Polsce", a współcześni Ukraińcy powinni być wdzięczni paktowi Ribbentrop-Mołotow za to, że przywrócił krajowi terytorialną integralność.
Kilka dni temu Tabacznyk mówił, że nazywanie Wielkiego Głodu "ludobójstwem ukraińskiego narodu" jest wymysłem zagranicznych historyków. Zaproponował, by parlament przyjął rezolucję, w której głód z lat 30. XX w. byłby scharakteryzowany jako ludobójstwo narodów Ukrainy, Rosji, Kazachstanu i Mołdawii. Minister zapomniał, że siedem lat temu jako wicepremier sam nazwał Wielki Głód "świadomym ludobójstwem ukraińskiego narodu".
Zdaniem byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Walentyna Naliwajczenki obecne wypowiedzi Tabacznyka o Wielkim Głodzie są niezgodne z ukraińskim prawem zabraniającym publicznego negowania tamtej tragedii. Naliwajczenko zagroził ministrowi edukacji wniesieniem skargi do trybunału haskiego i zasugerował, że ukraiński rząd powinien wypłacać bliskim ofiar Wielkiego Głodu odszkodowania.
Za prezydentury Juszczenki sprawa Wielkiego Głodu była jedną z kości niezgody z Rosją, która neguje ludobójstwo. Członków OUN i UPA Juszczenko traktował jak bohaterów walki o niepodległość.