Sprawę opisaliśmy w ostatni piątek.
Wojciech Grzeszek, szef małopolskiego regionu "S", powiedział "Gazecie": - W 1990 r. to działacze "S" ustawili Krzyż Katyński pod Wawelem. Mamy więc moralne prawo inicjować upamiętnienie ofiar Smoleńska w tym miejscu. Można by obok istniejących już na krzyżu napisów - "Katyń", "1940" i roku ustawienia krzyża "1990" - wyryć hasło "Smoleńsk 2010". Myślimy też o tablicy w tym miejscu, która upamiętniałaby katastrofę smoleńską.
Innego zdania jest Stanisław Zięba, były działacz "S", który w 1990 r. uczestniczył w przygotowaniach do ustawienia krzyża, dziś wiceprzewodniczący krakowskiej rady miasta z PO. - Chrześcijanie powinni przede wszystkim krzyż czcić, a nie traktować tego symbolu religijnego jak przedmiot doraźnego zadania - mówi Zięba.
Inny inicjator ustawienia krzyża Jerzy Bukowski tłumaczy: - Stojący pod Wawelem Krzyż Pamięci Narodowej ma czcić, wedle naszych założeń, wyłącznie Polaków poległych w walce z komunizmem lub wymordowanych przez jego funkcjonariuszy w latach 1939-89.
Obaj są zaskoczeni, że w sprawie dodania napisu nikt z "S" nie spytał ich o zdanie.
Podobnie zareagowało Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Katynia Polski Południowej. List do prezydenta Krakowa, radnych, wojewody i kard. Stanisława Dziwisza wysłał prezes Zbigniew Siekański: "Mord na ponad 22 tys. polskich jeńców wojennych w roku 1940 - Ofiar, z którymi jesteśmy związani więzami krwi - jest sprawą odrębną i nie można go utożsamiać z tragedią lotniczą, która się wydarzyła w Smoleńsku w 2010 roku".
Małopolska "S" proponuje, by o napisie zdecydowała krakowska rada miasta. Większość ma w niej
PiS wnieformalnej koalicji z radnymi popierającymi lewicowego prezydenta miasta. Przewodniczący rady Józef Pilch (PiS) mówi: - Nie mam nic przeciwko dodaniu hasła "Smoleńsk 2010". To bardzo dobry pomysł.