O jakie projekty chodzi?
Technikum Elektroniczne w Bielsku-Białej, słabi z fizyki uczniowie mają kłopot z zaliczeniem roku. Nauczycielka Zdzisława Hojnacka stawia warunek: zdadzą, jeśli przygotują jakieś doświadczenie z programu lekcji. Uczniowie w ogródku nagrywają zabawny filmik: z węża leją wodę, zmieniają kąt strumienia, ale trafiają zawsze w to samo miejsce - oto przykład zasady tzw. rzutu ukośnego.
- Bawili się świetnie, w dodatku cała klasa oglądała to wiele razy na YouTubie. Wszyscy utrwalali materiał - mówi Hojnacka.
Gimnazjum Niepubliczne w Niepołomicach: na tydzień
szkoła zamienia się w plan powieści "Krzyżacy". Na historii tematy o zakonie, na polskim - postaci z książki, na wuefie - zabawy rycerskie. Nawet katecheta na religii omawia wojnę papiestwa z cesarstwem.
Andżelika z II klasy tego samego
gimnazjum pamięta inny projekt - jej klasa bawiła się w "Bajki robotów" Lema. - Sama nigdy bym tego nie przeczytała. A tak przypadły mi prace reklamowe: robiłam plakat. Ufff. Moi koledzy przygotowali scenki, czytali nam fragmenty, budowali roboty. No, proszę pani, wszyscy chcieliśmy to robić! - mówi.
I w podobny sposób
MEN chce uczyć gimnazjalistów współpracy, kreatywności i samodzielnego podejścia do problemu. Minister edukacji
Katarzyna Hall już podpisała rozporządzenie w tej sprawie. Nakazała w nim każdemu gimnazjaliście przynajmniej raz w ciągu nauki (trzy lata gimnazjum) zrealizować projekt zespołowy. Obowiązek dotyczy tylko tych, którzy uczą się w gimnazjum według nowych programów, czyli są teraz w pierwszej albo drugiej klasie. Trzecioklasiści są z niego zwolnieni.
Rozporządzenie nie określa, jakiego rodzaju ma być to projekt ani też ilu uczniów ma być w zespole. Szkoła i uczniowie będą decydowali sami. W dodatku projekt nie musi być wcale związany ze szkolnym programem.
Minister Hall zapowiadała zmianę rok temu. Mówiła, że chce uczniom dać możliwość wykonania pracy z "dziedziny, która jest ich pasją". Projekt nazwała wtedy "prezentacją", bo jego realizacja miała przypominać ustną maturę z polskiego. Miała też być warunkiem ukończenia gimnazjum. Zaprotestowała część nauczycieli i związkowcy z ZNP. Jeśli będą oceny, będzie kupowanie projektów jak na maturze - cytował m.in. "Dziennik Polski".
MEN zmieniło podejście.
Nie będzie prezentacji przed komisją egzaminacyjną. Zostało tylko bliżej nieokreślone "publiczne przedstawienie rezultatów". Na świadectwie zostanie wpisany tylko temat projektu. Projekt można zrobić w dowolnym roku nauki, ale zostanie zapisany na jednym świadectwie - ukończenia gimnazjum. Oceny jednak nie będzie widać. Bo ocena za udział w projekcie ma być częścią oceny z zachowania.
I tu szkoły mają problem. „Za nic nie potrafię wymyślić powiązania » udziału ucznia w projekcie «z jego oceną z zachowania! Ocenę z przedmiotu dam, bo umiem, a tego ugryźć nie mogę!” - pisze jedna z dyrektorek gimnazjum na forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Nauczycielka Małgorzata na forum Monitora Edukacji: "Zamiast wymyślać takie bzdety, mogliby przywrócić po dwie godziny na przedmioty przyrodnicze. Brakuje czasu na utrwalanie treści".
Nauczyciel, forum "Perspektyw": "Zamiast kłaść nacisk na nauki mniej lub bardziej ścisłe, faszeruje się uczniów integracyjnymi zabawami. Z gimnazjum robi się przedszkole".
- Myśleliśmy nawet o tym, żeby oceny w ogóle nie było. W jakiś sposób jednak trzeba uczniów motywować - przeczytaj rozmowę z Andrzejem Jasińskim, który koordynuje prace związane z projektem.