Rozmowa z
Rafałem Grupińskim
wiceszefem klubu PO
Kazimierz Kutz mówi o "półzamachu", szefowa komisji kultury Iwona Śledzińska-Katarasińska - o "puczu". A chodzi o to, że PO pomogła ludziom Napieralskiego, Czarzastego i Kwiatkowskiego przejąć TVP. Rafał Grupiński: O żadnym puczu nic nie wiem. Wiem, że w TVP nastąpiły pewne zmiany, w wyniku których ton pro-PiS-owski w telewizji publicznej nieco osłabł. To korzyść dla wszystkich.
Dwaj PiS-owscy prezesi TVP zostali zawieszeni dzięki głosowi przedstawiciela ministra skarbu w radzie nadzorczej. - Minister skarbu wielokrotnie upominał się o zmiany w TVP, której de facto jest właścicielem. Teraz wreszcie mógł mieć jakiś wpływ na telewizję. Będzie mógł żądać np. restrukturyzacji firmy.
Telewizją rządzi tymczasowy zarząd, więc spółki nie zreformuje. Pozostają jak zwykle interesy partyjne: lewica po przegranych przez Kaczyńskiego wyborach prezydenckich zaczęła się dogadywać z PO. Część PO jest oburzona koalicją medialną z ludźmi Napieralskiego, Czarzastego i Kwiatkowskiego. - Nie słyszałem, żeby w tej sprawie było w Platformie jakieś wzburzenie.
Zacytuję panu felieton Kutza: "Kwiatkowski to najbardziej antymisyjny prezes TVP, urodzony politruk w starym guście. (...) Przycichł na kilka lat, by teraz znów wypłynąć i służyć młodemu szefowi SLD w jego politycznych aspiracjach w walce o władzę". - Trudno się z panem Kazimierzem nie zgodzić.
To dlaczego PO dogaduje się z ludźmi Kwiatkowskiego? - Nie mogę oceniać porozumienia z panem Kwiatkowskim, bo o niczym takim nie wiem. Może po prostu lewica doszła do wniosku, że nie ma sensu kontynuować chorego układu z PiS, w który niepotrzebnie kiedyś weszła, a minister skarbu wykorzystał to dla dobra spółki. I uważam, że dobrze zrobił.
Podobno premier nie jest zadowolony, bo - jak od dawna powtarza - PO powinna z daleka trzymać się od mediów publicznych. Mówi się w Platformie, że ta koalicja z lewicą to porozumienie dwóch Grzegorzów - marszałka Sejmu Schetyny i szefa SLD Napieralskiego. - My wszyscy w PO w jednej sprawie się zgadzamy - że trzeba media publiczne uwolnić od partyjnych funkcjonariuszy. To jest cel zmian.
Kiepsko wam to wychodzi. Od wyborów w 2007 r. media są w rękach partyjnych działaczy: najpierw koalicji PiS-LPR-Samoobrona, potem LPR-Samoobrona, wreszcie od roku - PiS-SLD. A teraz PO-SLD. - Nie ma ludzi Platformy w mediach publicznych. To nie my rządziliśmy w nich przez ostatnie lata. Dwa razy próbowaliśmy zmieniać ustawę medialną. Nie udało się, bo PiS wraz z SLD się na zmiany nie zgadzały.
Czy teraz PO zależało na odsunięciu PiS od TVP ze względu na wybory samorządowe? - Kampania samorządowa jest tak rozproszona, że nie sądzę, by antena ogólnopolska mogła odegrać jakąś istotniejszą rolę.