W prasie katolickiej jakoś jednak nie strzelają korki od szampana. Wygląda na to, że religia w szkole nie wychodzi na dobre wspólnocie Kościoła. Widać dziś gołym okiem, że młodzież przestaje praktykować. Proboszczowie zauważają, że już po Pierwszej Komunii wyraźnie zmniejsza się liczba dzieci przychodzących na niedzielną Eucharystię. A bierzmowanie, sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, nazywany jest "sakramentem pożegnania z Kościołem - pisze Cezary Gawryś w "Tygodniku Powszechnym". Jego zdaniem katecheza szkolna nie spełnia swojej podstawowej funkcji: nie formuje w młodych ludziach wiary. Z kolei dla wielu katechetów wedle Gawrysia lekcja religii to istna droga krzyżowa.
Coś jest na rzeczy, skoro jak wynika z badań (np. prof. Józefa Baniaka), gimnazjaliści po dwóch godzinach religii tygodniowo mają kłopot z ustaleniem składu Trójcy Świętej. Niektórzy dokooptowali do niej Matkę Boską, a nawet papieża.
Kłopot z katechezą w szkole widzi też "Gość Niedzielny". Bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego, nazywa co prawda powrót religii do szkół "działaniem Opatrzności", ale przyznaje: Błędem dwadzieścia lat temu było całkowite przeniesienie katechezy do szkoły, dziś widać, że część zajęć trzeba było pozostawić przy parafii i prowadzić nauczanie religii dwutorowo.
Cezary Gawryś w "Tygodniku" dopowiada, jak powinny wyglądać te lekcje prowadzone w szkole: Mogłyby wtedy zawierać wiedzę o religii i być otwarte (czemu nie?) także dla uczniów niewierzących. Wiedza taka jest przecież niezbędna nie tylko do zrozumienia polskiej tradycji, ale też do uczestniczenia w kulturze europejskiej.
Tyle że - poza kilkoma wyjątkami - biskupi, jak ujmuje to Gawryś, "trzymają głowę w chmurach" i uważają, że dobrze jest, jak jest. A w młodych niewierzących, którzy na religię nie chodzą - a będzie ich przecież coraz więcej - widzą relikt komunizmu i zagrożenie dla Kościoła. Tych ludzi nie wolno odtrącać, opatrując ich negatywnymi epitetami, lecz trzeba podjąć z nimi dialog - podkreśla Gawryś.
Na razie dla Episkopatu ważniejszy jest dialog z kolejnymi rządami, by religia rosła w siłę. Ale wciąganie jej do średniej ocen czy na maturę to za mało, by odtrąbić sukces.
Źródło: Gazeta Wyborcza