Umieralność na raka szyjki macicy w Polsce jest bardzo wysoka. W 2007 r. zachorowało prawie 3,5 tys. kobiet, zmarło aż 1907. - W Finlandii, kiedy umiera nawet jedna kobieta, jest wielka awantura w parlamencie, a minister zdrowia musi się gęsto tłumaczyć. Ten kraj przesiewowe badania cytologiczne wprowadził już w połowie lat 60. Wtedy miał taki poziom umieralności jak my teraz - mówi dr Joanna Didkowska z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie.
Rak szyjki macicy wykryty we wczesnej fazie można skutecznie leczyć. - Od momentu zachorowania do pojawienia się pełnych objawów mija zwykle 15 lat. Kobieta ma czas, żeby iść na cytologię. Ale ważne jest, żeby była prawidłowo wykonana - podkreśla dr Didkowska.
Z tym "prawidłowym wykonaniem" jest w Polsce problem.
Cytologia polega na pobraniu przez ginekologa lub położną materiału z tarczy i kanału szyjki macicy. Służy do tego specjalna szczoteczka. Dawniej lekarze korzystali ze szpatułek, ale pobierały one komórki jedynie z tarczy, a to nie dawało pełnego obrazu, bo część nowotworów może się rozwijać także w kanale szyjki macicy. Dlatego tak ważne jest, by materiał pobrany szczoteczką był z obu miejsc. I tu lekarz lub położna mogą popełnić pierwszy błąd.
Drugi - przy rozprowadzaniu próbki na szkiełku. - Trzeba rozmazać go równomiernie, żeby komórki znajdowały się w jednej warstwie i nie nakładały się na siebie. Gdyby tak się stało, byłyby problemy z odczytaniem wyniku - tłumaczy ginekolog dr n. med. Grzegorz Świercz.
Materiał trzeba nałożyć na szkiełku zaraz po pobraniu i zakonserwować odpowiednim preparatem. Jeśli lekarz tego nie zrobi szybko, część komórek nie nada się do oceny.
Próbki jadą do pracowni. Osoba odczytująca wynik zalicza go do jednej z pięciu grup. - Jedynka i dwójka oznaczają, że w badaniu znajdują się tylko komórki prawidłowe nabłonka, czyli kobieta jest zdrowa - tłumaczy dr Świercz. Trójka budzi już niepokój, bo komórki nie są zdrowe. Pacjentka może albo cierpieć na stan zapalny, albo już pojawiły się zmiany przedrakowe. Czwórka i piątka oznaczają zmiany nowotworowe.
Okazuje się, że wiele wyników zatwierdzanych jest przez laborantów i patologów warunkowo. Czyli nie można uznać wyniku badania za stuprocentowo pewny. To oznacza, że kobieta powinna powtórzyć badanie.
Część badań zawsze była kwalifikowana warunkowo, bo ich jakość nie spełniała wszystkich wymagań. Ale dopuszczalny próg to 20 proc, a obecnie średnia krajowa to 26 proc. - W województwie dolnośląskim aż 35 proc. - przyznaje Jolanta Kotowska, kierownik wojewódzkiego ośrodka koordynującego program wczesnego wykrywania raka szyjki macicy we Wrocławiu.
W województwie świętokrzyskim w ubiegłym roku "warunkowych" wyników dostało blisko 6 tys. kobiet na 22 tys. przebadanych w ramach programu
NFZ. - Najwięcej było w wiejskich poradniach. Szpitale pod tym względem wypadły nie najgorzej - mówi dr Arkadiusz Chil, kierownik WOK w Kielcach. W tym regionie są małe przychodnie, gdzie warunkowo zatwierdzono cytologię aż 80 proc. pacjentek.
- Na Podkarpaciu najwięksi rekordziści to 40 proc. - mówi Anna Świeca z WOK-u w Rzeszowie.
Dlaczego niepewnych wyników jest tak dużo? - Sporo pacjentek przychodzi do lekarza ze stanem zapalnym narządów rodnych. Wtedy znacznie trudniej jest odczytać wynik badania cytologicznego, bo cały obraz jest przesłonięty komórkami zapalnymi - wyjaśnia dr Chil. Dotyczy to zwłaszcza pacjentek z mniejszych miejscowości, które zgłaszają się do ginekologa dopiero kiedy odczuwają jakieś dolegliwości. W takich przypadkach lekarze uznają, że lepiej pobrać cytologię mimo przeciwwskazań, bo nie wiadomo, kiedy kobieta wróci do lekarza.
Inny powód: - U części kobiet, szczególnie tych po menopauzie i zabiegach na kanale szyjki, trzeba pobierać materiał dwiema szczoteczkami. Jedną z tarczy, inną z szyjki macicy - tłumaczy dr Chil. I powód trzeci. - Zła technika wykonania badania, szczególnie na etapie nakładania materiału na szkiełko - ocenia dr Świercz.
Z powodu błędów ponad dopuszczalną normę WOK-i z kilku regionów organizują jesienią szkolenia dla lekarzy i położnych.