W sobotę w Krakowie świętowano jubileusz 30-lecia "Solidarności". Działacze krakowskiej "S" przy tej okazji postanowili także uczcić 28. rocznicę nielegalnego wmurowania na Rynku Głównym tablicy z napisem: "Nie oddamy Sierpnia". Chodzi o akcję z 25 sierpnia 1982 r., kiedy działacze opozycji Jerzy Donimirski i Antoni Zieliński przebrani za robotników wmurowali w płytę rynku tablicę upamiętniającą podpisanie Porozumień Sierpniowych. Na pamiątkę tamtej akcji w sobotę "S" umieściła na rynku tablicę z identycznym napisem.
Zanim jednak do tego doszło, było burzliwie. Choć krakowskie obchody rozpoczęły się od wezwania kard. Stanisława Dziwisza do zgody narodowej: - Postawy agresji i przemocy wysuwają się na pierwsze miejsce w debatach parlamentarnych i samorządowych, we wspólnotach i środowiskach lokalnych, w mediach i w rodzinach. Zawiści i insynuacje zajęły miejsce bezinteresownej życzliwości. Rodzi się wrażenie, jakbyśmy pogubili się na drogach wolności; jakbyśmy nie wiedzieli, co myśleć, kogo wybierać, jakim wartościom służyć. Wolność stała się dla wielu z nas raczej pokusą niż wyzwaniem - powiedział podczas mszy na Wawelu kard. Dziwisz.
Gdy uroczystości przeniosły się do Teatru Słowackiego, Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „S”, stwierdził, że on i jego koledzy są urażeni słowami Donalda Tuska o „dwóch »Solidarnościach «”, które padły podczas Krajowego Zjazdu Delegatów „S” w Gdyni.
- Należymy do jedynej "Solidarności". My, ludzie "S", działający w niej, budząc się co rano, nie mamy żadnych wątpliwości, do jakiej "S" należymy: pierwszej czy drugiej. Należymy do jedynej. Uszanujcie więc wybory tych, którzy pozostali w "Solidarności". I nie pouczajcie nas, na czym polega solidarność, jak mamy obchodzić swoje urodziny, kogo mamy lubić, a kogo nie - mówił Śniadek. - Pierwsza i jedyna "Solidarność" żyje. Jeżeli umarła, to wyłącznie w sercach tych, którzy tak twierdzą - podkreślał.
Gdy Śniadek słuchał wiwatów zebranych w teatrze działaczy, salę demonstracyjnie opuścili krakowscy posłowie PO Jerzy Fedorowicz i Ireneusz Raś oraz senator Stanisław Bisztyga.
Do Krakowa nie przyjechał
Jarosław Kaczyński, ale przesłał list. Pisał w nim do krakowskich działaczy "S": "Wywalczona wolność jest dalece ułomna, skoro pracownik jest niejednokrotnie traktowany jak przedmiot lub śrubka w maszynie, którą można wyrzucić, gdy się zużyje. Cóż to za wolność, gdy jest reglamentowana według zasobności portfela. Cóż to za wolność, w której poniewiera się krzyż i hańbi pamięć św. pamięci prezydenta RP?