Po pierwsze -świadomy swej wyjątkowości. "Bieg historii uczynił nas dziś depozytariuszami wartości narodowych (...) Tylko my możemy przeciwstawić się fatalnemu biegowi spraw". Takich właśnie przywódców - co ego mają, jak trzeba - cenimy. Zawsze dobrze wychodziliśmy na mesjanizmie.
Fatalny bieg spraw to "serwilizm wobec Rosji" i "klientyzm wobec Niemiec". Tę myśl prezesa zgrabnie oddał niegdyś karykaturzysta "Gazety Polskiej", obsadzając Tuska iKomorowskiego w rolach marionetek Merkel i Putina.
Rządzący nie tylko służą ościennym potęgom - oni likwidują Polaków jako naród. Jakaś tam żałoba narodowa, pogrzeb na Wawelu, pomnik na Powązkach, jakieś tam tablice -wszystko to pozory upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej, musi być monument przed Pałacem Prezydenckim. "Zaniechanie starań o uczczenie ofiar katastrofy - pisze prezes - byłoby zgodą na utrwalanie dominacji tych, którzy robią wszystko, aby zepchnąć Polaków do roli narodu (raczej grupy o bliżej nieokreślonej przynależności) uznającego swą niższość".
Do grzechów Platformy prezes dorzuca jeszcze to (wywiad dla portalu Blogpress.pl), że jakiś jej poseł podsiadł posłanki
PiS w sejmowej restauracji. Ciekawe, jak wygląda obieg informacji w PiS. Jest kajecik na donosy? Panie prezesie, dnia tego a tego poseł X zajął mi miejsce w restauracji?
Gdy nastały tak straszne terminy, z których tylko PiS może Polskę wyratować, nasuwa się pytanie - jaki PiS? Ten Kluzik-Rostkowskiej z kampanii prezydenckiej, gdy Kaczyński wzywał do współpracy, końca wojny polsko- -polskiej, czy PiS Ziobry, twardy i skupiony na katastrofie smoleńskiej?
Prezes w liście wymienia z nazwiska dwóch polityków PiS - gani partyjnego liberała Poncyljusza i chwali Ziobrę. Rację miał ten drugi -wkampanii należało mówić o Smoleńsku. Liberałów krytykuje za powtarzanie stereotypów "o skuteczności miękkiej kampanii". I zarzuca im złą wolę, bo kilkoro polityków PiS przyjęło z pewną sympatią krytykę prezesa przez europosła Marka Migalskiego.
To koniec Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyljusza, może paru jeszcze posłów w partii. Prezes Kaczyński wręcza im pistolet, by popełnili polityczne samobójstwo: "Członkowie PiS muszą wybrać lojalność lub pójść własną drogą". A jak nie - partia zrobi to za nich: "Musimy uporać się ze zjawiskiem nielojalności w naszym ugrupowaniu". Bo: "Mamy obowiązek zewrzeć szeregi".
Kaczyński pisze parokrotnie o sondażach - np. że w zamawianych przez PiS, a więc z definicji rzetelnych, poparcie dla PiS jest minimalnie tylko mniejsze od PO, a czasem większe. Wzmianki te są nieprzypadkowe. Mają uspokoić działaczy. W realu PiS przegrywa bowiem wszystko od 2006 r.: wybory samorządowe, do Sejmu, do Senatu, europejskie i prezydenckie.
Kaczyński pisze: "Mojej abdykacji nie będzie". Ile jeszcze porażek wyborczych zniesie? A ile wytrzymają zaniepokojeni o swój byt (posłów, senatorów, radnych) adresaci jego listu?
Na razie musi im wystarczyć, że przywódca nie dopuści, by jakieś chamy z Platformy podsiadały posłanki PiS w restauracji.