List jest długi i pełen pretensji do mediów. Na swoim blogu w salonie24
publikuje go Igor Janke, publicysta "Rzeczpospolitej". Lider PiS pisze w nim, że powraca do zasady stosowanej kiedyś w Porozumieniu Centrum - czyli pisania listów do działaczy partii. - Zarówno wtedy, w latach 90., jak i dziś, chodzi o bezpośredni przekaz pewnych informacji i interpretacji wydarzeń, które albo nie docierają do Koleżanek i Kolegów za pośrednictwem mediów, albo też docierają, ale w formie mocno zniekształconej, niekiedy całkowicie opacznej, przekręconej, i to intencjonalnie. Intencje te z reguły sprowadzają się do jednego celu: zaszkodzić naszej formacji, wprowadzić zamieszanie, zarówno w opinii publicznej, jak i w szeregach członkowskich.
Media szkodą PiS od dziewięciu lat W pierwszej części listu Kaczyński pisze, że od początku istnienia PiS przez większość mediów jest traktowane z dystansem i jednostronnym krytycyzmem. "A od czasu do czasu mamy do czynienia z momentami szczególnego natężenia skierowanych przeciwko nam akcji. Są to akcje o specyficznym charakterze, próbujące całkowicie nas zdezawuować, skłócić, podważyć pozycję kierownictwa partii, doprowadzić do kryzysu. Akcje te występują z reguły w momentach, w których mają miejsce jakieś korzystne dla nas wydarzenia lub zmiany sytuacji. Można powiedzieć, że gdy tylko "zaczerpniemy głęboki oddech", natychmiast następuje próba pewnego rodzaju "przyduszenia" nas - pisze Kaczyński. I wymienia przykłady , które jego zdaniem potwierdzają to.
Szczegóły tutaj.
Kaczyński odnosi się też do ostatnich wydarzeń, czyli listu otwartego Marka Migalskiego i jego wykluczenia z frakcji PiS w Parlamencie Europejskim. Opisuje to jako kolejną kampanię przeciwko PiS, tym razem "z wykorzystaniem członków partii albo ludzi z nią związanych". - Pomijając zachowania całkowicie kompromitujące, których nie będę tu opisywał, Marek Migalski już rok temu złamał ważny zakaz obowiązujący w PiS i wystąpił w dyskusji publicznej z Palikotem, czym ogromnie pomógł temu znajdującemu się wtedy w niełatwej sytuacji politykowi PO. Dziś jego całkowicie bezpodstawne merytorycznie i sformułowane w niedopuszczalnym tonie wystąpienie, ogłoszone w momencie, w którym prowadzone są sondaże partyjne, o czym jako politolog nie mógł nie wiedzieć, stało się elementem potężnej kampanii, której absurdalność jest z jednej strony zabawna, ale z drugiej jednak groźna. Powoduje bowiem zamieszanie w naszych szeregach, a także obniża poparcie społeczne dla nas - czytamy w liście.
Zmiana wizerunku nie przyniosła znaczącego skutku.
Lider PiS apeluje do członków partii, by nie oceniali kampanii wyborczej "na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media i prawd niezweryfikowanych przez jakiekolwiek empiryczne badania". Jego zdaniem podstawą analizy mogą być tylko: liczba głosów, ich rozkład przestrzenny w poszczególnych regionach, miastach różnej wielkości, na wsi, porównania z wynikami poprzednich wyborów, analizy zachowań różnych typów elektoratów.
Daje do zrozumienia, że jego przemiana na czas kampanii wyborczej, nie bardzo się opłaciła. - Skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój wizerunek, a także znaczące ograniczenie tematyki kampanii, np. wykluczenie z niej niemal w całości kwestii związanych z postawą i poprzednią działalnością Bronisława Komorowskiego, nie przyniosło znaczących skutków - pisze. Dodaje, że o tragedii Smoleńskiej nie można dyskutować "w kategoriach innych niż zasadnicze".
Chwali europosła Zbigniewa Ziobrę za mówienie o katastrofie smoleńskiej w czasie kampanii wyborczej, co jego zdaniem opłaciło się. - To sprawa naszej lojalności wobec Rodaków w ogóle, wobec tych, którzy reprezentują polskie państwo, w tym Prezydenta RP. Wreszcie jest to sprawa lojalności wobec naszych Koleżanek, Kolegów, współpracowników, towarzyszy politycznej drogi. Postulat jej wyciszenia ma charakter, który można śmiało określić jako patologiczny, pokazujący głęboką degenerację naszego życia publicznego i niektórych jego uczestników - napisał.
Krzyż to nie my - Jednym ze sposobów atakowania PiS jest przypisywanie mi organizacji czy też inspirowania akcji obrony krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim. Jest to insynuacja - czytamy w liście. Winą, za sytuację przed Pałacem Prezydenckim, obarcza Bronisława Komorowskiego, rząd, władze Warszawy. - Jako partia polityczna nie jesteśmy w ten spór zaangażowani - podkreśla. Przypomina politykom PiS, by zaangażowanie w sprawę Smoleńska nie było jedyną. Choć zauważa równocześnie, że tak już się dzieje, partia podejmuje inne tematy, ale "trudność tkwi w mechanizmie medialnym, koncentrującym się na wydarzeniach, na które jest zapotrzebowanie".
Dlatego jego zdaniem należy wypracować nowy sposób porozumiewania się kierownictwa partii i klubu parlamentarnego z partyjnymi działaczami. Kaczyński konkretne propozycje chce przedstawić na najbliższym posiedzeniu rady politycznej. - Chcę jednak już tu zapewnić, że wszelkie informacje o mojej "abdykacji" czy dymisji są całkowicie nieprawdziwe. To samo dotyczy informacji o tym, że działam pod wpływem jakiejś mającej przewrotne cele grupy - zapewnia. I zapowiada, że najważniejszą sprawą jest uporanie się "ze zjawiskiem nielojalności w naszym ugrupowaniu, z grami medialnymi prowadzonymi dla własnych celów itp. Członkowie Klubu Parlamentarnego PiS i inne osoby z naszej partii zajmujące eksponowane stanowiska muszą wybrać lojalność lub pójść własną drogą."
Tylko my jesteśmy w stanie się wszystkiemu przeciwstawić Kaczyński czyści i zwiera szeregi, bo "tylko my możemy przeciwstawić się fatalnemu biegowi spraw, z którym mamy dziś do czynienia. Musi uwzględniać cel, tzn. zmianę sytuacji naszego Kraju w wymiarze międzynarodowym i wewnętrznym. Dziś rysuje się przed Polską perspektywa narodu kurczącego się (a wiele narodów europejskich, nie mówiąc już o innych, ma się liczebnie rozwijać), pozostającego daleko w tyle za innymi i wyprzedzanego przez innych, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy, poziom życia i poziom nauki. Wystarczy spojrzeć na to, w jakim tempie rozwijają się kraje, które łącznie mają przeszło 2,5 mld ludzi -
Chiny,
Indie, Brazylia,
Rosja czy
Turcja. Wystarczy uświadomić sobie, że jeśli chodzi o
PKB na głowę jednego mieszkańca, nie tak odległe od Polski są już Brazylia czy Turcja, żeby zrozumieć, gdzie możemy się za niedługo znaleźć."
Atakuje rząd: - Polską nie mogą dłużej rządzić ludzie, których jedynym celem jest pilnowanie interesów establishmentu i którzy są jednocześnie głęboko przekonani, że w naszym kraju nic tak naprawdę zmienić się nie da. Którzy nie potrafi ą nawet wykorzystać środków "leżących wręcz na stole" (środki europejskie po prawie czterech latach, jeśli liczyć uczciwie, są wykorzystane w minimalnym stopniu), ale za to biorący się za zniszczenie tego, co stanowi jedyną moralną podstawę funkcjonowania naszego społeczeństwa, czyli religii katolickiej. Chodzi przy tym nie o kwestie wiary lub niewiary, tylko o świadomość, że to niszczenie jest jednoznaczne z otwieraniem drogi dla nihilizmu, który swoją twarz pokazuje, atakując w odrażający sposób krzyż i jego obrońców. W Polsce nie ma bowiem żadnego szerzej znanego systemu moralnego niż ten wyrastający z katolicyzmu. Dlatego jedyna realną dlań alternatywą jest nihilizm. Tylko my jesteśmy w stanie się temu wszystkiemu przeciwstawić. Dlatego mamy prawo i mamy obowiązek zewrzeć szeregi z całym zdecydowaniem, łącząc potrzebę dyskusji z potrzebą jedności, i zabiegać o to, żeby przyszłe wybory były dla nas zwycięskie - kończy.