http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zasłużony medal dla Helgi Hirsch

Bartosz Wieliński
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-03 21:06

Prezydent Bronisław Komorowski w piątek w Berlinie odznaczył Medalem Wdzięczności Europejskiego Centrum Solidarności Helgę Hirsch, niemiecką publicystkę, która w latach 80. była w Polsce korespondentką "Die Zeit". Ale zanim to się stało, zaprotestowała "Rzeczpospolita", przypominając, że Hirsch na medal nie zasługuje


Fot. Bartosz Makowczynski / AG
Powód? Nieprzychylne wypowiedzi pod adresem Polski, które padały z jej ust po 1989 r. (wypominała nam m.in. niechęć do rozliczenia się z przeszłością i antysemityzm). A także to, że Hirsch zbratała się z Eriką Steinbach, szefową Związku Wypędzonych, która chce rozliczać Polskę za powojenne deportacje Niemców.

"Medal dla Hirsch to pośrednie autoryzowanie działań Steinbach. Kapituła wmanewrowała prezydenta" - przestrzega posłanka PiS Lena Dąbkowska-Cichocka. A "Rzeczpospolita" twierdzi, że zasługi Hirsch dla "Solidarności" to jedynie "przeszmuglowanie drukarki do Polski, a na Zachód polskiej prasy podziemnej".

Te wypowiedzi to dowód niewiedzy albo złej woli. Polska opozycja przetrwałaby bez szmuglowanej przez Hirsch drukarki, trudniej by jednak było przetrwać bez jej korespondencji pisanych dla "Die Zeit" - jednej z najważniejszych europejskich gazet.

To m.in. teksty Hirsch wywołały w ówczesnym RFN zainteresowanie, a potem fascynację Polską i "Solidarnością". Jak wielkie było to zjawisko, obrazuje rysunek z ówczesnej niemieckiej prasy o tym, jak Niemcy widzą świat: na mapie widnieje gigantyczna Polska na tle malutkich kontynentów.

To także dzięki relacjom Hirsch w czasach, gdy część polityków RFN cieszyła się, że 13 grudnia 1981 r. polscy "wichrzyciele" zostali uciszeni, a do bloku wschodniego wrócił spokój, tysiące Niemców zaprotestowało przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego i wysyłało do głodującej Polski paczki z pomocą. Właśnie dlatego Hirsch należą się podziękowania.

Niemka nie jest pierwszą osobą, która czuje się rozczarowana wolną Polską. Nie jest też pierwszą, która wypomina nam ksenofobię, nacjonalizm czy antysemityzm. O tych problemach można, a nawet trzeba dyskutować. Tak jak o tym, jak rozliczyć powojenne deportacje Niemców.

Hirsch w tej ostatniej sprawie za bardzo uderza w nacjonalistyczne tony i zapomina, że wypędzenia to efekt wywołanej przez Niemców wojny. Błądzi, ale nie znaczy to, że powinniśmy zapomnieć o tym, co niegdyś zrobiła dla "Solidarności". Bo jeśli tak miałoby być, to z listy zasłużonych trzeba by skreślić kanclerza Helmuta Kohla oraz innych polityków niemieckiej chadecji, którzy patronowali wypędzonym.

Helga Hirsch napisała kiedyś, że już nie lubi Polski. Prezydent, wręczając jej medal, przypomniał, że Polska jej mimo wszystko lubić nie przestała.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':