http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent straszy blogera sądem

Sandra Federowicz
2010-09-04, ostatnia aktualizacja 2010-09-04 09:58

"Chłop z Ludowic", który "pokazał swoje buraczane oblicze" - prezydent Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz chce za te słowa pozwać. - To zamach na wolność słowa - odpowiada krytyk prezydenta i ujawnia swoją tożsamość.

Bloger Tomasz Mazur na konferencji
prasowej ujawnił swoje dane
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Bloger Tomasz Mazur na konferencji prasowej ujawnił swoje dane
ZOBACZ TAKŻE
Popularny w mieście blog Stopdombrowiczowi.pl działa od roku. Anonimowe wpisy pojawiały się nieregularnie - za każdym razem jako ostre komentarze dla prezydenckich poczynań. Były narzekania na nieudolność przy pozyskiwaniu inwestorów, wypominanie braku koncepcji rozwoju miasta.

Bloger zazwyczaj wyrażał niechęć do poczynań Dombrowicza. W lutym napisał: "Patrząc na politykę kadrową w bydgoskim ratuszu, można zadać sobie pytanie, w jaki sposób Dombrowiczowi udało się ukończyć polonistykę. Co ma piernik do wiatraka? Otóż, nawet chłop z Ludowic [miejsce urodzin prezydenta] powinien znać znaczenie słów przyzwoitość czy też uczciwość, o honorze nie wspominając".

Dombrowicz startujący tej jesieni po raz trzeci w wyborach prezydenckich postanowił wytropić autora. Skontaktował się z administratorem domeny, na której znajduje się blog i uzyskał jego dane personalne.

Pod koniec sierpnia wysłał do niego przedsądowe wezwanie, w którym domaga się zamknięcia Stopdombrowiczowi.pl, opublikowania na pierwszych stronach bydgoskich gazet przeprosin i zapłacenia 3 tys. zł na cele charytatywne.

W dniu, kiedy żądanie miało być spełnione, bloger ujawnił się.

W czwartek rozesłał do bydgoskich redakcji e-maile zawiadamiające o konferencji prasowej. - Nazywam się Tomasz Mazur, mam 29 lat i jestem z wykształcenia politologiem - oświadczył. - Nie jestem członkiem żadnej partii, moje poglądy są prywatne. Jako mieszkaniec Bydgoszczy mam prawo krytykować władze mojego miasta i nie uważam, bym dopuścił się naruszenia dóbr osobistych czy zniesławienia prezydenta.

Mazur uważa, że zarzuty Dombrowicza są niepoważne i łamią wolność słowa: - To działanie mające na celu zamknięcie mi ust. Prawa nie złamałem. Nie uważam, że prezydenta obraziłem. To człowiek przewrażliwiony na swoim punkcie i bez poczucia humoru. Rozumiem, że mój blog mu po prostu przeszkadzał.

Beata Kokoszczyńska, rzeczniczka prezydenta: - Ten pan usiłuje się teraz kreować na bohatera w walce o wolność słowa. Ale pod tym pojęciem nie mieszczą się określenia obraźliwe. Dlatego mamy zamiar wstąpić na drogę sądową. Te określenia są kierowane nie tylko personalnie do prezydenta, ale także do jego rodziny i wielu Dombrowiczów w całej Polsce. Tak w internecie, jak i w druku, nie można nikogo obrażać.

Kokoszczyńska nie wyklucza podobnych kroków przeciwko innym krytykom prezydenta.

Medioznawca prof. Wiesław Godzic uważa, że zachowanie prezydenta Bydgoszczy narusza swobody demokratyczne: - To ewidentne zastraszanie i próba ograniczania wolności słowa. Prezydent pokazuje też, że nie ma poczucia humoru, bo wymienione w przedsądowym wezwaniu określenia nawet nie są powszechnie uznane za obraźliwe. Rządzącym wręcz trzeba patrzeć na ręce, a prezydent sprawuje funkcję publiczną i w związku z tym podlega mniejszej obronie dóbr osobistych.

Prof. Godzic zaznacza przy tym, że autorzy internetowych wpisów powinni zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności za używane słowa. - Internet staje się śmietnikiem. Należy pamiętać, by nie przekroczyć pewnych granic, umieszczając w nim swoją wypowiedź.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':