Akt oskarżenia skierowany wczoraj do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście liczy około 200 stron, z czego jawnych jest 87. Proces będzie się toczył w tym samym sądzie, gdzie sprawa Piotra Ryby (zgodził się na podawanie nazwiska) i radcy prawnego Andrzeja K., "załatwiaczy", którzy 6 lipca 2007 r. wpadli w ręce CBA.
W sierpniu 2008 r. sąd pierwszej instancji uznał za winnych powoływania się na wpływy w resorcie rolnictwa kierowanym przez Andrzeja Leppera. Za 2,7 mln zł łapówki obiecywali odrolnić 40 ha ziemi na Mazurach. Ale cztery miesiące temu sąd apelacyjny zdecydował, że proces Ryby i K. należy powtórzyć. Uzasadnienie tej decyzji utajniono.
A teraz po ponadtrzyletnim śledztwie Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie uznała, że operacja CBA w ministerstwie była nielegalna. Na ławie oskarżonych usiądą
Mariusz Kamiński, były szef CBA, jego ówczesny zastępca Maciej Wąsik i dwaj byli już dyrektorzy zarządu operacyjno-śledczego biura. Wszyscy byli wtajemniczeni w operację w resorcie rolnictwa.
Kamińskiemu prokuratura postawiła zarzuty tzw. nadużycia władzy. Według śledczych CBA stworzyło fikcyjną sprawę ziemi, choć nie miało "wiarygodnej informacji" o korupcji w ministerstwie. Tylko taka informacja pozwala rozpocząć tajną operację kontrolowanego wręczenia łapówki. Działania funkcjonariuszy były więc - zdaniem prokuratury - podżeganiem do przestępstwa, a Kamiński dał na to zgodę.
Ponadto CBA - jak ustalili śledczy - podrobiło prywatne i samorządowe dokumenty. Kamiński dał zgodę na sfałszowanie dokumentów Urzędu Gminy w Mrągowie i urzędu marszałkowskiego w Olsztynie w ramach tzw. legalizacji działań.
To Kamiński podpisywał wnioski o kontrolę operacyjną, np. podsłuchy. Prokuratura wykryła kilka przypadków ich zastosowania bez zgody prokuratora generalnego i sądu. - Sąd i prokuratur wydawali również zgody na taką kontrolę na wniosek CBA sformułowany, mimo że nie było do tego podstaw prawnych - mówi "Gazecie" Jaromir Rybczak, wiceszef rzeszowskiej prokuratury okręgowej. - Decyzję sąd i prokurator generalny opierali wyłącznie na wniosku bez możliwości wglądu w akta operacyjne CBA.
Kamiński w ub. roku, gdy wychodził z prokuratury z zarzutami, mówił, że są polityczne i absurdalne: - Prokuratura się ośmieszy. Obok mnie na ławie oskarżonych będą musieli zasiąść prokuratorzy i sędziowie, którzy zatwierdzali wnioski o kontrolę operacyjną.
Wczoraj wydał oświadczenie. Twierdzi, że dowiedzie swojej niewinności przed sądem. Napisał też, że postawienie mu zarzutów stało się w październiku 2009 r. pretekstem do pozbawienia go przez Donalda Tuska szefostwa CBA, "w niedługim czasie, po tym gdy przekazał premierowi informacje dotyczące łamania prawa podczas prac nad ustawą hazardową". Kamiński ubolewa, że śledztwa nie objęła nadzorem Prokuratura Generalna. "Aktem oskarżenia zostali objęci trzej podlegli mi funkcjonariusze, których jedynym "przewinieniem" jest to, że rzetelnie i odważnie wykonywali obowiązki na rzecz Państwa Polskiego"- czytamy.
Prokuratura umorzyła wątek śledztwa dotyczący posługiwania się przez CBA dokumentami na fałszywe nazwiska. - Funkcjonariusze mieli prawo posługiwania się takimi dokumentami, bo to wynikało wprost z ustawy o CBA - tłumaczy Rybczak.
- Wszyscy mamy poczucie, że działania CBA w aferze gruntowej były naganne moralnie i nie do końca zgodne z prawem - mówiła dziennikarzom w Sejmie wiceszefowa klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska.
Szef klubu
PiS Mariusz Błaszczak uważa, że w sprawie jest wiele niejasności: - Już przed czerwcowymi wyborami prezydenckimi prokuratura zapowiadała skierowanie aktu oskarżenia wobec Kamińskiego do sądu, a potem się z tego wycofała.