Wioska Tarnawce w gminie Krasiczyn ma 400 mieszkańców, kościół, jeden sklep. Na słupach ogłoszenia o sprzedaży kur niosek i o tysiącu złotych nagrody za pomoc w ujęciu złodzieja traktora.
Od kilku dni w domu rodzinnym Tomka uwijają się robotnicy, pozrywali podłogi, ocieplają dom od wewnątrz. W miejscu wąskiego korytarza zbudują kuchnię, wyremontują łazienkę, wymienią stare drewniane okna. Dla Tomka przygotują osobny pokój.
W domu były trzy ciasne izby, odrapane ściany, stare meble. Obok stoi stodoła, warsztat i pomieszczenie gospodarcze. Po podwórku biegają kury i gęsi.
Materiały budowlane na remont za darmo przekazują lokalne i ogólnopolskie firmy. Ich przedstawiciele sami zadzwonili do gminy, gdy usłyszeli o Tomku w mediach.
Ludziom majętnym rozgłosu nie trzeba Sześciolatka uratowali lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) w Warszawie. 17 sierpnia przeszczepili mu wątrobę. Dziewięć dni wcześniej Tomek zatruł się muchomorem sromotnikowym. Zabieg przeprowadzono w ostatniej chwili. Dawcą był 25-letni mężczyzna, który zginął w wypadku.
Przeszczepy narządów finansuje
Ministerstwo Zdrowia. Za transplantację wątroby płaci szpitalom prawie 200 tys. zł. Opłaca też 30-dni leczenia od dnia operacji. Dodatkowych zabiegów Tomek miał już sześć. Oprócz przeszczepu wątroby przeszedł m.in. operację dróg żółciowych i zamknięcia powłok brzusznych.
- Tomek będzie należał do rekordzistów w kosztach leczenia pacjenta po przeszczepie. Te koszty już dochodzą do 500 tys. zł - mówi "Gazecie" prof. Piotr Kaliciński, krajowy konsultant ds. chirurgii dziecięcej.
Nikt nie wie, jak długo Tomek będzie jeszcze w szpitalu. - Nadal wymaga bardzo intensywnego leczenia. Nie myślę jeszcze o wypisaniu go do domu. Chciałbym, aby zostały wyleczone powikłania. Żeby nie leżał już na intensywnej terapii, lecz został przeniesiony na chirurgię. Chcemy zacząć rehabilitację - wyjaśnia prof. Kaliciński.
Koszty po 30 dniach od operacji przejmie
NFZ. - I będziemy płacić. Na leczenie pacjentów poza naszym województwem mamy w tym roku przewidzianych prawie 200 mln zł - mówi Marek Jakubowicz z podkarpackiego oddziału NFZ.
W dniu opuszczenia szpitala Tomek nie przestanie być pacjentem. To dlatego remont jego domu jest konieczny.
- Życie domowników i ich priorytety muszą się zmienić. Mama będzie musiała Tomkowi poświęcić większość czasu - twierdzi Agata Gontarz z Poradni Pomocy Rodzinie przy CZD. - Będzie musiał systematycznie przyjmować leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepu. Jego organizm jest dużo bardziej narażony na infekcje, dlatego zachowanie higieny przez wszystkich członków rodziny jest tak ważne. W domu musi być bieżąca ciepła woda, nie może być wilgoci, grzyba, kurzu, lepiącej się podłogi. Chłopiec musi mieć osobny pokój. To istotne, choćby z tego względu, że na początku będzie musiał mieć indywidualny tok nauczania - dodaje.
Poradnia Pomocy Rodzinie kontaktuje się z ośrodkami pomocy społecznej i wydaje zalecenia, jak ma wyglądać życie osób po przeszczepach. W gminie Krasiczyn już to wszystko wiedzą. - Zrobimy wszystko, co trzeba. Będziemy pomagać finansowo rodzinie. Będą pieniądze z ośrodka pomocy społecznej na leki. Jak będzie trzeba, to zapewnimy gminnym
autem dowóz chłopca na kontrole do warszawskiego szpitala. Nie zostawimy rodziny samej - zapewnia wójt Jerzy Kowalski.
Tomek jest jedynakiem. Jego rodzice żyją z niewielkiego gospodarstwa. Nigdy nie korzystali z opieki społecznej. O pomoc dla nich zaapelował z ambony proboszcz. Mieszkańcy zebrali 4 tys. zł. Sąsiedzi codziennie przychodzą i pytają, w czym mogą pomóc.
Pracujących w domu robotników dogląda Henryk Majchrowicz, który w gminie odpowiada za gospodarkę komunalną. - Gdyby historii Tomka nie nagłośniono, to pewnie rodzina nie dostałaby takiej pomocy. Bo ludziom majętnym rozgłosu nie trzeba.
- Chłopak nie musi mieć superpałacu. Po transplantacji ma wrócić do swojego środowiska - chodzić do szkoły, bawić się z kolegami, zdobyć zawód, a nie być rencistą do końca życia - mówi prof. Kaliciński. - Najgorsze, kiedy pacjent zostaje w czterech ścianach. On ma żyć w miarę normalnie. Powinien zachowywać te same zasady, które chcielibyśmy widzieć u innych - umyte zęby, ręce, czysto w domu, ma mieć co jeść.
Urodziny dwa razy w roku Przy Tomku w Centrum Zdrowia Dziecka cały czas jest mama. Obywatelska Fundacja Pomocy Dzieciom finansuje jej hotel, gmina daje pieniądze na jedzenie. - Kładę się spać o 1 w nocy, wstaje po dwóch godzinach. I tak od trzech tygodni - mówi pani Marta.
Ojciec Tomka jest w Tarnawcach. On też zjadł muchomora, w czwartek wyszedł ze szpitala. Nie ma uszkodzonej wątroby. - Ja zebrałem te trzy grzybki, z których jeden był muchomorem - płacze pan Jerzy.
Na grzyby do lasu 10 km od domu wybrali się we trójkę o 7 rano w niedzielę 8 sierpnia. Do domu przynieśli w południe kosz borowików, kozaków i trzy gołąbki. Pani Marta usmażyła gołąbki, zjedli je z chlebem.
Wieczorem Tomek zaczął wymiotować, ojciec myślał, że to po chipsach. Poniedziałek i wtorek minął bez większych objawów. W środę Tomek chodził po domu jak pijany. Najpierw wizyta w szpitalu w Przemyślu, a potem śmigłowiec zabrał chłopca do CZD.
Lekarze mówią, że celowo nagłośnili sprawę Tomka, aby przestrzec rodziców przed podawaniem dzieciom grzybów i pokazać, jakie są tego konsekwencje. Przy okazji coraz więcej mówi się w Polsce o transplantologii, więcej niż w ciągu całego roku.
- Osoba po przeszczepie dwa razy w roku ma urodziny. Bo przeszczep to drugie życie - mówi dr Elżbieta Pietraszek-Jezierska, ordynator oddziału pooperacyjnego w CZD.
CZD na Facebooku apeluje, by przysyłać terapeutyczne bajki, które mogliby czytać Tomkowi i innym pacjentom. 23 października organizuje w Warszawie marszobieg promujący transplantologię. Ma w nim wziąć udział m.in. biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk.