Miejsce akcji - Redzikowo pod Słupskiem. Przedmiot konfliktu - 700 m chodnika. Poszkodowani - 300 uczniów i 60 przedszkolaków z Wieszyna, Redzikowo-wsi i Redzikowo-osiedla. Strony konfliktu - prezydent
USA Barack Obama i radny wiejskiej gminy Słupsk z Redzikowa Andrzej Kotlicki.
- To sprawa polityczna - zaznacza na wstępie Kotlicki.
Jeszcze dziesięć lat temu na lotnisku w Redzikowie stacjonował pułk lotnictwa myśliwskiego. Wojsko dbało o stosunki z mieszkańcami - nie miało znaczenia, do kogo należy grunt, jak trzeba było coś zbudować, to dowódca jednostki wyrażał zgodę. Ale piloci się wynieśli, teren pozostał własnością
MON, a z Redzikowa do Warszawy jest już daleko.
- Kilka lat temu wybudowaliśmy piękną szkołę - opowiada radny Kotlicki. - Podstawówka,
gimnazjum, a od tego roku również przedszkole dla okolicznych wsi. Z osiedla do szkoły droga wiedzie przez wojskowy teren. Jak pada deszcz, dzieci brodzą w błocie.
Odległość od osiedla do szkoły wynosi 800 m. 100 m po gruncie gminy, reszta po wojskowym. Na swojej ziemi gmina wybudowała piękny chodnik z polbruku. I na tym koniec, bo na cudzym gruncie nie ma prawa inwestować. Na dodatek gminne 100 m polbruku leży dokładnie w środku drogi ze szkoły do osiedla i z obu stron kończy się wojskowym klepiskiem.
Słupski wójt Mariusz Chmiel wystąpił do MON z prośbą o przekazanie tych kawałków ziemi gminie. W odpowiedzi usłyszał, że mieszkańcy mogą je użytkować do woli, ale budować nie wolno. Bo zgoda nie zależy nawet od polskiego wojska, ale od sojuszniczej armii USA.
- I tak jest ze wszystkim, o każdy drobiazg pytają Amerykanów - mówi wójt Chmiel. - Jest droga ze wsi Grąsino i Siemianice do naszego "orlika", świetny skrót, ale nie możemy go używać, leży odłogiem. Albo inna droga, na nasz basen, na granicy terenu wojskowego. Skończy się na tym, że wzdłuż istniejącej, nieużywanej drogi, wybudujemy własną, już na gminnym terenie.
- No cyrk - podsumowuje Kotlicki. - Amerykanie nie pozwalają nam na polskiej ziemi zbudować chodnika dla dzieci.
Cyrk zaczął się, gdy rząd postanowił, że w Redzikowie powstanie baza USA, część globalnej tarczy antyrakietowej. Gmina zaprotestowała. - Tarcza będzie celem militarnym, powodując zagrożenie dla mieszkańców gminy i 100-tys. Słupska - mówił Chmiel. - Poza tym mamy plany co do tego terenu.
Dla 500 ha po dawnej jednostce gmina opracowała własny plan zagospodarowania. Lotnisko miało zostać przekształcone w cywilne. Na pozostałym terenie samorząd chciał zorganizować specjalną strefę ekonomiczną. Przez tarczę trzeba było zrezygnować z tych planów.
Wtedy do Redzikowa przyjechał ambasador USA Victor Ash i zapewnił, że baza będzie niewielka, resztę ziemi dostanie gmina. A polski premier obiecał inwestycje drogowe wokół Słupska. Ludzie przestali protestować, a rządy podpisały umowy.
I gdyby baza powstała, chodnik do szkoły byłby pewnie już od dawna. Ale wybory w USA wygrał Obama i zrezygnował z tarczy. Umowy jednak obowiązują. Hektary w Redzikowie i znajdujące się na nich budynki niszczeją, ale wciąż są zarezerwowane dla armii USA. Co na nich powstanie, nikt tak naprawdę nie wie. Teraz mówi się, że w 2018 r. będą tu stacjonować antyrakiety Patriot.
- Dramatu nie ma - uspokaja Elżbieta Domańska, dyrektorka szkoły w Redzikowie. - Gmina podsypała wojskową drogę żwirkiem i dzieci przychodzą nieubłocone. Najważniejsze, że droga jest bezpieczna, dzieci nie muszą chodzić szosą. A kiedyś i chodnik pewnie powstanie.
- To dzieci mają na chodnik czekać do 2018 r.? - denerwuje się Kotlicki.
- Uff, dowiem się, jak można rozwiązać ten problem - zapewnia Janusz Sejmej, rzecznik MON. - Bezwzględnie musimy im pomóc z tym chodnikiem.
PS Następnego dnia zadzwonił Piotr Pacholski, szef Biura Obrony Rakietowej MON: - Nie możemy przekazać tego gruntu gminie, bo złamalibyśmy umowy, ale ścieżka do szkoły przebiega poza realnymi granicami bazy. W ciągu kilku tygodni podpiszemy z gminą umowę bezterminowego użyczenia tej ziemi. W praktyce oznacza to, że zostanie jej właścicielem i będzie mogła zbudować chodnik.