http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Irytujący Waszczykowski

Dominika Wielowieyska
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-03 11:10

Witold Waszczykowski oskarża prezydenta Komorowskiego o radykalną zmianę polityki w stosunku do Gruzji. Nie wiadomo tylko na jakiej podstawie.

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
Witold Waszczykowski
Fot. Wojciech Olkuonik / AG
Witold Waszczykowski
Witold Waszczykowski opowiada w "Rzeczpospolitej" o swoim odejściu z Biura Bezpieczeństwa Narodowego i MSZ. "Miałem odwagę skrytykować działania rządu, wytknąć błędy. Teraz ponoszę konsekwencje" - skarży się Waszczykowski. Tymczasem temperament polityczny byłego wiceszefa MSZ wykracza daleko poza urzędnicze ramy. To wiadomo od dawna, i dlatego ekipa PO uznała, że Waszczykowski nie jest lojalny wobec rządu. Wywiad dla "Rzcezpospolitej" jasno pokazuje, że

ma on kompeltnie inne zdanie w sprawie polityki zagranicznej. Trudno zrozumieć, dlaczego teraz skarży się, że nikt nie traktuje go już jako apolitycznego urzędnika. Naturalnym miejscem dla niego jest Prawo i Sprawiedliwość, z którego poglądami się identyfikuje.

Zirytował mnie także inny fragment wywiadu w "Rzeczpospolitej". A oto on:

„Wojciech Wybranowski: W wywiadzie dla „Rz” Bronisław Komorowski zadeklarował, że za jego prezydentury Gruzja na tak duże wsparcie nie będzie mogła liczyć.

Witold Waszczykowski: - To jeden z przykładów odejścia rządu Tuska i - jak widać - również prezydenta Bronisława Komorowskiego nie tylko od polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale również od polityki prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Od kilkunastu lat kanonem polskiej dyplomacji było dobijanie się o istotny status dla Polski w tej części Europy, starania, by Polska była rzecznikiem interesów państw mniejszych wobec Rosji, by była promotorem rozszerzania na Wschód instytucji NATO i Unii Europejskiej. Obaj prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński taką politykę stosowali, bo oczywiste jest, że taką będziemy mieli pozycję wobec USA czy krajów UE, jaką będziemy zajmować w naszym regionie."



Bardzo daleko idące wnioski wyciągnął Witold Waszczykowski. Podobnie zresztą jak i rosyjscy dziennikarze, którzy komentowali wywiad Komorowskiego dla "Rz". Tymczasem jest to nadinterpretacja. Prezydent Bronisław Komorowski powiedział bowiem we wspomnianej rozmowie:

"Rz: A czy Gruzini mogą liczyć na pana, tak jak mogli na prezydenta Kaczyńskiego?

Bronisław Komorowski: - Aż tak na pewno nie. Bo ja nie pojadę na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji. Natomiast oczywiście Polska powinna w sposób jednoznaczny opowiadać się za prawem wszystkich narodów do samostanowienia i własnej niepodległości. A w przypadku Gruzji Polska nie powinna rezygnować z tego, co jest jednym z pryncypiów: stoimy na stanowisku niepodzielności terytorium Gruzji. Za to na pewno nie zastąpimy Stanów Zjednoczonych w tej roli, którą - jak się wydawało - chcą odegrać. I być może na tych przekonaniach po stronie polskiej budowano troszkę zbyt daleko idące nadzieje."



Wniosek jest jeden: stanowisko Polski nie ulega zmianie. Owszem, Komorowski nie jest osobiście zaprzyjaźniony z prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwilim tak jak Lech Kaczyński. I słusznie zauważa, że nie będzie angażował się w różne szalone przedsięwzięcia prezydenta Gruzji. Przecież Gruzini Lecha Kaczyńskiego wywieźli w niespokojne rejony przygraniczne. A w chwili, gdy doszło tam do strzelaniny, ochrona naszego prezydenta nie była w stanie wypełniać swoich powinności. Narażono wtedy Kaczyńskiego na niebezpieczeństwo, czego zwolennicy PiS zdają się nie zauważać. I do tego odnosił się Komorowski.



Na szczęście sami Gruzini wydają się dobrze rozumieć intencje polskiego prezydenta.

- Prezydent chciał podkreślić, że nie jest Lechem Kaczyńskim - mówi "Rz" gruziński politolog Aleksander Rondeli. Podobnie wypowiada się Lewan Ramszili, szef Instytutu Wolności w Tibilisi. Uważa, że stosunki polsko-gruzińskie będą chłodniejsze, ale Polska nie zmieni radykalnie swojej polityki wobec Gruzji.

Może wiec lepiej słuchać gruzińskich analityków niż polskiej opozycji?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    83 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':