Od środy piszemy w "Gazecie" o Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie, w którym w weekendy nie było na dyżurze radiologa, choć być powinien. Nikt nie potrafił opisać zdjęć z tomografu, co jest potrzebne do postawienia diagnozy i rozpoczęcia właściwego leczenia.
Tomasz Trautman twierdzi, że przez brak specjalistycznej opieki zmarła jego żona Ewa - zakrzepy w mózgu rozpoznano u niej dopiero po pięciu dniach. Jego prawniczka złożyła doniesienie do prokuratury. Szpital Czerniakowski pozwała też kobieta, której mąż zasłabł w weekend.
Sprawdziliśmy dane kilku oddziałów
NFZ, które przeanalizowały przyjęcia do szpitali w 2009 r. pacjentów w stanie zagrożenia życia, np. z zapaleniem otrzewnej czy wymagających usunięcia tętniaka. Za takie przypadki NFZ płaci w pierwszej kolejności, co dla szpitali jest ważne.
- Chcieliśmy wiedzieć, ile procent pacjentów przyjmowanych do szpitali pilnie potrzebuje ratunku, i zarezerwować na to pieniądze - tłumaczy szef śląskiego NFZ Zygmunt Klosa, który jako pierwszy zlecił taką analizę. Urzędnicy nie liczyli zawałów serca, porodów i innych świadczeń, za które NFZ musi płacić szpitalom bez żadnych limitów. Brali pod uwagę tylko tych chorych, przy których lekarze w sprawozdaniach stawiali literę "R" oznaczającą leczenie ratujące życie.
We wtorek 1 grudnia w woj. śląskim przyjęto z powodu zagrożenia życia 360 chorych. W sylwestra tylko 10
Dziwnym zbiegiem okoliczności w weekendy spada w Polsce liczba osób potrzebujących natychmiastowej pomocy. Najwięcej jest ich w poniedziałki i we wtorki, w środy, czwartki i piątki ich liczba się zmniejsza, a w soboty i niedziele jest średnio aż dwu-, trzykrotnie niższa niż na początku tygodnia.
Przykłady: • Oddziały chorób płuc na Mazowszu przyjęły, by ratować życie, 150 chorych w soboty, 127 w niedziele, a w poniedziałki aż 331. • Oddziały urazowe w Małopolsce przyjęły 352 chorych w soboty, 299 w niedziele i 524 w poniedziałki. • Na Opolszczyźnie w soboty i niedziele tylko co 15. chory był przyjmowany ze względu na konieczność ratowania mu życia. Za to w poniedziałki już co piąty!
Klosa podkreśla: - To nie może być przypadek. Lekarze sterują przyjęciami chorych.
- W weekendy ogranicza się przyjęcia, by lekarzom było wygodnie i by zaoszczędzić. Specjalistów brakuje, więc trzeba by im bardzo dużo płacić za dyżury weekendowe. Dyżury są więc okrojone albo na telefon. Przecież dla samorządu dobry dyrektor to taki, który unika długów - mówi Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. - Ja mam pełną obsadę lekarską także na weekendowych dyżurach, ale długi też mam.
Dane NFZ pokazują również, że im bliżej końca roku, tym liczba chorych potrzebujących ratunku wzrasta. Przykład ze Śląska: oddziały chirurgii ogólnej na początku roku przyjmują w poniedziałki 15-20 pacjentów w stanie zagrożenia życia, latem - 25-30, a jesienią - już 30-40.
Roman Kolek, wicedyrektor opolskiego NFZ, twierdzi, że chodzi wyłącznie o nowy system wypełniania sprawozdań: - W szpitalach uczono się go stopniowo, dlatego na początku roku nie oznaczano tak dokładnie zabiegów ratujących życie.
Szef jednego ze śląskich szpitali, prosząc o anonimowość (by "nie narazić się kolegom"), mówi wprost: - Za zabiegi ratujące życie NFZ, przynajmniej teoretycznie, musi nam zapłacić. A szpitalom jesienią kończą się kontrakty. To dlatego nagle okazuje się, że aż co trzeci chory potrzebuje w tym czasie natychmiastowego ratunku.
Czy analiza NFZ coś w szpitalach zmieni? - Po tym, co się stało w Szpitalu Czerniakowskim, będziemy sprawdzać wszystkie takie sygnały - zapowiada rzecznik Ministerstwa Zdrowia Piotr Olechno.