- W piątek skierujemy akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu i innym osobom. Taki jest plan rzeszowskiej prokuratury okręgowej - wcześniejsze informacje "Gazety" potwierdziła już wczoraj szefowa Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie Hanna Habało.
Inne oskarżone osoby to Maciej Wąsik zastępca Kamińskiego i dwaj dyrektorzy tzw. Zośki, czyli zarządu operacyjno-śledczego CBA za jego czasów. Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia. Dziś wszyscy są poza Biurem. Zarzuty wiążą się z tzw. aferą gruntową, operacją CBA, która miała odkryć korupcję w Ministerstwie Rolnictwa kierowanym przez Andrzeja Leppera, wicepremiera w rządzie
PiS.
Akcja skończyła się fiaskiem - na zarzutach powoływania się na wpływy w ministerstwie dla dwóch "załatwiaczy". Nie wiadomo, jak zakończy się ich proces, bo stawiając zarzuty Kamińskiemu, prokuratura uznała, że operacja także przeciwko nim była nielegalna. Według prokuratury - wynikało z ujawnionych w październiku 2009 r. zarzutów dla Kamińskiego - CBA stworzyło fikcyjną sprawę odrolniania ziemi za łapówki. Złamano prawo, bo rozpoczęto tajne działania bez wiarygodnej informacji o przestępstwie. Łamiąc kolejne przepisy, CBA wytworzyło i puściło w obieg sfałszowane dokumenty gminy Mrągowo i urzędu marszałkowskiego w Olsztynie. Za zgodą Kamińskiego i jego zastępcy Wąsika. Przed rokiem prokuratura informowała, że w tej sprawie wykryła "kilka przypadków zastosowania kontroli operacyjnej bez zgody prokuratora i sądu", czyli nielegalnych podsłuchów.
Kamiński nie przyznał się. - CBA nie pęka - ogłosił przed rokiem. Po przedstawieniu zarzutów zaatakował prokuraturę i rząd. Sugerował, że zarzuty to zemsta PO za ujawnienie tzw. afery hazardowej. Uderzył w Donalda Tuska, zarzucając, że to z kancelarii premiera po jego spotkaniu z premierem wyszedł przeciek palący tę operację. - Jeśli szef CBA kłamie, podważając wiarygodność premiera, to mamy do wyboru dwa warianty - albo premier zmienia szefa służb, albo szef służb zmienia premiera - komentował wtedy Tusk. I zdymisjonował Kamińskiego.