Inicjatorem pomysłu wyrycia hasła jest Wojciech Grzeszek, szef małopolskiej "S". Po raz pierwszy publicznie zaproponował takie uhonorowanie ofiar katastrofy podczas majowego zjazdu delegatów "Solidarności" z całego kraju na Wawelu.
- Na Krzyżu Katyńskim należy wyryć datę 2010! - przemawiał wtedy, stojąc obok przewodniczącego związku Janusza Śniadka.
Teraz Wojciech Grzeszek zamierza wprowadzić swój pomysł w życie.
- W 1990 roku to działacze "Solidarności" ustawili Krzyż Katyński pod Wawelem. Mamy więc moralne prawo, by inicjować upamiętnienie ofiar Smoleńska w tym miejscu. Rozmawiałem z wieloma działaczami związku i ta inicjatywa im się podoba. Można by obok istniejących już na krzyżu napisów, czyli nazwy "Katyń", daty tej zbrodni "1940" i daty ustawienia krzyża "1990" - wyryć hasło "Smoleńsk 2010". Myślimy też o tablicy w tym miejscu, która upamiętniałaby katastrofę smoleńską. Zamierzam w najbliższą sobotę, podczas krakowskich obchodów powstania związku, oficjalnie zwrócić się do rady miejskiej o wsparcie tej inicjatywy - zapowiada Grzeszek.
Pomysł budzi sprzeciw Federacji Rodzin Katyńskich w Krakowie.
- Mam nadzieję, że to tylko ponury żart. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś mógł wpaść na taki pomysł - mówi Izabella Sariusz-Skąpska, sekretarz Rady Federacji Rodzin Katyńskich w Krakowie. - Dla Rodzin Katyńskich to jest święte miejsce. Nie można zbrodni w Katyniu w żaden sposób porównywać z katastrofą w Smoleńsku. Dodanie na krzyżu hasła "Smoleńsk 2010" byłoby zakłamywaniem historii. W Katyniu zginął mój dziadek, a w Smoleńsku ojciec, to są dwie zupełnie różne sprawy - argumentuje.
Źródło: Gazeta Wyborcza