Po środowym przedstawieniu dla mediów, jakim była
kolacja w Białym Domu z udziałem prezydenta Baracka Obamy, premiera Izraela Benjamina Netanjahu, palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa oraz prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka i króla Jordanii Abdullaha, w czwartek przyszedł czas na prawdziwe rozpoczęcie negocjacji.
Pierwszy raz spotkali się Netanjahu i Abbas. Prezydent Obama, który zmusił obu przywódców do rozmów, ma nadzieję, że za rok podpiszą oni układ, który Izraelowi przyniesie pokój i bezpieczeństwo, a Palestyńczykom niepodległość.
Wielu komentatorów, szczególnie arabskich, podejrzewa, że intencje Netanjahu są nieszczere i przystępuje on do rozmów tylko pod naciskiem
USA. A nawet jeśli Netanjahu chce pokoju, to ma bardzo ograniczone pole manewru. Jego partnerzy w prawicowej koalicji rządowej patrzą mu na ręce i jeśli pójdzie na zbyt duże ustępstwa wobec Palestyńczyków, wycofają poparcie i gabinet upadnie.
Tradycyjnie kością niezgody jest Jerozolima, którą izraelska prawica uznaje za niepodzielną stolicę, a Palestyńczycy żądają zwrotu jej wschodniej części okupowanej przez Izrael od 1967 roku.
Ale negocjacje - lub izraelski rząd - mogą się wywrócić już 26 września, kiedy kończy się 10-miesięczne izraelskie moratorium na rozbudowę osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu. Netanjahu nie powiedział dotąd, że je przedłuży, za to niektórzy jego ministrowie mówią, że to wykluczone.
Sondaż przeprowadzony przez 10. kanał izraelskiej telewizji pokazał, że dwie trzecie Izraelczyków popiera zniesienie moratorium. Delegacja palestyńska grozi, że koniec moratorium oznaczać będzie koniec rozmów.
Kilka godzin przed pierwszym spotkaniem Netanjahu z Abbasem rada żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu ogłosiła, że rozpoczyna nowe budowy w 80 osiedlach. Już wczoraj w kilku osiedlach ciężarówki zaczęły dowozić piasek, a betoniarki mieszały cement. - Koniec z zamrożeniem - oświadczył szef rady Naftali Bennett. - Nadchodzi prawdziwy test między palestyńskimi radykałami i Izraelem. Kto będzie silniejszy, ten zostanie na tej ziemi. Jeśli Palestyńczycy zobaczą, że Izrael tu zostanie i jest coraz mocniejszy, poddadzą się.
Nic z tych rozmów nie będzie Mariusz Zawadzki: Czy dziewiąte rozmowy pokojowe Izraela z Palestyńczykami mają szansę skończyć się inaczej niż osiem poprzednich? Dr Omar Szaban, dyrektor ośrodka Pal-Think for Strategic Studies w Gazie: Nie wierzę w to. Myślę, że za miesiąc zapomnimy o tej wystawnej kolacji przywódców pięciu narodów w Białym Domu i o tych negocjacjach.
Dlaczego? - Bo premier Netanjahu nie chce pokoju z Palestyńczykami. Przystępuje do rozmów przymuszony przez Obamę, ponieważ potrzebuje poparcia Ameryki przeciwko Iranowi. Zrobi wszystko, żeby negocjacje zostały storpedowane w ten sposób, aby można było oskarżyć o ich zerwanie Palestyńczyków.
Może więc nie należało siadać do stołu? - To byłoby dla Izraela najwygodniejsze, Netanjahu mógłby powiedzieć: chcieliśmy, ale Palestyńczycy nie chcieli. Niestety, prezydent Abbas jest w sytuacji bez wyjścia, musi podjąć negocjacje, choć wiadomo niemal na pewno, że druga strona nie ma szczerych intencji. I choć jest pewne, że skończą się fiaskiem, musi je wykorzystać do umacniania swojej pozycji w USA, budowania dobrego wizerunku Palestyńczyków. W tym sensie negocjacje są naszą szansą na malutki krok w stronę niepodległości. Ale do mety jest jeszcze wiele lat.
Czy ewentualny układ pokojowy między Abbasem a Netanjahu będzie miał jakiś wpływ na Strefę Gazy, czyli część Autonomii Palestyńskiej kontrolowaną przez radykalny Hamas? - Jak już mówiłem, nie wierzę w układ pokojowy, ale gdyby jakoś udało się go wynegocjować, miałby ogromny wpływ na Gazę i na Hamas. Jeśli układ zadowoli Palestyńczyków, da im naprawdę niepodległe państwo ze stolicą we wschodniej Jerozolimie, Hamas i inne radykalne grupy natychmiast zaczną tracić wpływy i poparcie. Natomiast jeśli Abbas zgodzi się na jakieś kadłubowe quasi-państwo palestyńskie, to podpisze wyrok na siebie i na wszystkie umiarkowane partie palestyńskie. Wtedy radykałowie wezmą całą władzę.
A co, jeśli Izrael po 26 września wznowi rozbudowę osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu? - Wtedy Abbas musi zerwać rozmowy, jeśli chce zachować resztki wiarygodności wśród Palestyńczyków. Można negocjować ze złodziejem, który już przestał kraść, ale nie ze złodziejem, który rozmawiając z nami, ciągle nas okrada. Abbas i tak już dawno powinien odejść razem z całą swoją ekipą. Niestety, ze względu na konflikt z Hamasem nie można w Autonomii zorganizować wyborów prezydenckich, więc Abbas trwa siłą inercji. Ale powinien przynajmniej zmienić całą drużynę negocjatorów, którzy negocjują już kilkanaście lat, ale nic nie wynegocjowali.
Pokój teraz to zarzewie wojny