W czwartek córka Władysława Grzybowskiego po raz pierwszy odwiedziła miejsce, gdzie leży ojciec. O tym, że spoczywa w Miednoje, dowiedziała się na początku lat 90. po przekazaniu przez Rosję list 22 tys. Polaków zabitych wiosną 1940 r. w ramach zbrodni katyńskiej.
- Starsza siostra nie była w stanie tu przyjechać - opowiada kobieta ze łzami. - Ja bałam się, ale czułam, że muszę. Może dlatego, że w przeciwieństwie do siostry nie pamiętam ojca. Czuję się, jakbym była na jego pogrzebie.
Gdy jej ojciec został aresztowany jesienią 1939 r., miała kilka miesięcy. - Dlatego mówiono o mnie, że jestem niemowlęciem katyńskim - opowiada kobieta. Nie chce, by w prasie znalazły się jej personalia.
Władysław Grzybowski był policjantem w Jędrzejowie na Kielecczyźnie. Podczas kampanii wrześniowej wraz z rodziną był ewakuowany na wschód. Ostatni raz widział rodzinę w Brześciu nad Bugiem, gdzie przebiegała granica niemiecko-radziecka wytyczona po 17 września 1939 r.
- Próbowaliśmy wrócić na niemiecką stronę, ale drogę zagrodził nam czerwonoarmista - mówi córka policjanta. Ojca aresztowano i osadzono w twierdzy brzeskiej. - Chodziłyśmy tam z mamą i siostrą. W pewnym momencie strażnik powiedział mamie, by zabrała dzieci i uciekała stąd, bo ją też zamkną [Polaków masowo wywożono potem na Syberię czy do Kazachstanu]. Modlę się za tego Rosjanina do dziś.
Wczoraj polski cmentarz w Miednoje obchodził dziesięciolecie. Podobnie jak w Katyniu tu też NKWD zabijało w latach 30. obywateli radzieckich. Leży ich tu ok. 5 tys. - Rozstrzeliwali w piwnicach budynku NKWD w Twerze, a tu ich grzebano w masowych grobach - opowiada "Gazecie" Nikita Pietrow ze stowarzyszenia Memoriał.
Jednym z katów Polaków był Wasilij Błochin, który osobiście zabił kilkadziesiąt tysięcy osób i w 1940 r. przyjechał do Tweru z Moskwy.
Każdego dnia Błochin i jego ludzie mordowali po 250 Polaków, których przewożono do Tweru z oddalonego o blisko 100 km klasztoru w Ostaszkowie nad jeziorem Wałdaj. Po egzekucji w piwnicach NKWD grzebano ich w lesie w Miednoje na brzegu rzeki Twiercy. Wśród ofiar najwięcej było policjantów, oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza, straży więziennej, żandarmerii, pracowników wymiaru sprawiedliwości. Dlatego cmentarz w Miednoje jest pod szczególną opieką polskiej policji i
MSWiA.
- Krew pochowanych tutaj woła nie o zemstę, ale o przebaczenie między naszymi narodami. Musimy uwolnić nasze serca od nienawiści - apelował w homilii ks. płk Sławomir Żarski, naczelny kapelan policji.
Wcześniej na rosyjskiej części cmentarza modlono się za sowieckie i polskie ofiary represji. - Bez prawdy o zbrodniach stalinowskich przyszłe pokolenia nie zbudują społeczeństwa obywatelskiego - mówił Jewgienij Artiomow, dyrektor generalny Muzeum Historii Politycznej Rosji. - Nie można usprawiedliwiać tej odrażającej zbrodni. Dokonaliśmy jej jasnej oceny moralnej - zapewniał wicegubernator obwodu twerskiego Jurij Cyberjanow.