Jedna z bardziej pozytywnych niespodzianek tego roku. Limboski to tak naprawdę Michał Augustyniak, gitarzysta i wokalista do tej pory poruszający się głównie w bluesowo-jazzowej estetyce. Ale "Cafe Bruma" jest inne. Słucham tej płyty i mam wrażenie, że siedzę w małej, zadymionej knajpce, a na scenie kilku facetów snuje męskie opowieści o życiu, kobietach i przemijającym uczuciu. Z tych historii na przemian przebijają gorycz, ironia i humor. Sekcja gra latynoskie rytmy, gitara swobodnie to jazzuje, to wygrywa bluesowe nuty, gdzieś tam pojawiają się echa miejskiego folku ("Nie rozumiesz mnie"), rosyjskiej ballady w stylu Wysockiego ("Piosenka dla mężatki") czy gospel ("Miłość, przyjaźń, muzyka"). Nad wszystkim góruje głos wokalisty - Augustyniak nieodparcie kojarzy się z Maćkiem Maleńczukiem. Ale Limboski to nie kopia, tylko pełnowymiarowy oryginał.