http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie wierzę w happy end

Paweł T. Felis
2010-09-04, ostatnia aktualizacja 2010-09-05 16:17

W naszym świecie słabość jest wadą, często kompromitującą. Ja słabość rozumiem - mówi Jan Hrebejk, reżyser "Czeskiego błędu", który właśnie trafia do polskich kin.

ZOBACZ TAKŻE
"Czeski błąd" - w oryginale zatytułowany "Róża Kawasakiego" - w Polsce będzie szczególnie aktualny. Wciąż jeszcze powraca u nas gorący lustracyjny spektakl. Czesi podchodzą do lustracji spokojniej?

- Ze zdumieniem śledziłem to, co dzieje się w Polsce, gdzie o działalność agenturalną oskarżano nawet Lecha Wałęsę. W Czechach nigdy oskarżenia nie dotyczyły tak ważnych postaci.

A Milan Kundera?

- To akurat przykład, że nawet w Czechach można zrobić agenturalną aferę na podstawie jednego dokumentu z lat 50. Kunderze przypięto łatkę donosiciela, bo uwierzono w jeden papier, rzekomy donos na Miroslava Dvorácka. Ale ludzie, którzy mogliby tę sprawę wyjaśnić, już nie żyją, a sam Kundera, którego nikt zresztą o to nie zapytał, w ogóle nie wypowiadał się publicznie. Podobnie było z malarzem Joską Skalnikiem, bliskim przyjacielem Václava Havla, którego na podstawie dokumentów tajnych służb nazwano agentem.

Oczywiście "Czeski błąd" nie jest dokumentem - razem z Petrem Jarchovskim, który napisał scenariusz, nie odwoływaliśmy się do żadnych konkretnych postaci, nawet jeśli niektóre z nich były dla nas inspiracją. Chcieliśmy zrobić film o tym, jak niebezpieczne jest zaglądanie w przeszłość z przekonaniem, że w dokumentach znajdziemy wszystko. Jak skomplikowane ludzkie historie i dramaty stoją za zbieranymi przez tajne służby teczkami.

Próbowałeś kiedyś zrobić różę Kawasakiego?

- Nie, za to Petr Jarchovský od dawna fascynuje się origami. Od razu spodobała mi się ta metafora: musisz naprawdę mocno się natrudzić, żeby kawałek papieru ułożył się w różę.

W twoim filmie złożenie skrawków w całość okazuje się jednak niemożliwe. Młodzi dziennikarze wchodzą w role śledczych, robią wywiady przypominające przesłuchania, zaglądają do teczek, ale prawda i tak okazuje się nieuchwytna.

- Czytałem rozmowę z czeskim historykiem, który napisał książkę o aksamitnej rewolucji: rozmawiał po latach z bohaterami tamtego czasu - szlachetnymi, pozytywnymi postaciami, które niczego nie musiały ukrywać. Ale okazało się, że czasem ich wspomnienia zaskakująco różnią się od tego, co zapisano w dokumentach, i od tego, co mówią ich koledzy. Nie można im zarzucić kłamstwa, co najwyżej złą pamięć. A może po prostu nie ma jednej prawdy?

Razem z Petrem chcieliśmy zrobić film o historii, w którym nie będzie żadnych retrospektyw, lecz jedynie wspomnienia ludzi opowiadających o przeszłości. Każda z postaci ma swoją własną historię i własną prawdę. Nie da się jej zignorować, nawet jeśli częścią tej prawdy jest np. wypieranie z przeszłości niektórych faktów.

Główną postacią jest Paweł, szanowany profesor psychiatrii, który kilkadziesiąt lat wcześniej rywalizował o kobietę, obecnie jego żonę, i składając donosy, doprowadził do emigracji jej narzeczonego. Z początku wydaje się, że próbujesz Pawła rozgrzeszyć, ale to on jest tu postacią najbardziej tragiczną.



- W naszym świecie słabość jest wadą, często kompromitującą - ci, którzy ferują wyroki, właś-nie z tego czerpią satysfakcję: chcą przyłapać kogoś innego na słabości. Ja słabość Pawła rozumiem. Rozumiem jego miłość do żony, rozumiem powody, dla których chciał o tym dawnym zdarzeniu zapomnieć. Co nie znaczy, że go tłumaczę.

Kto wie, czy nie najważniejsza jest w filmie scena rozmowy z wnuczką przyłapaną na drobnej kradzieży. Paweł tłumaczy jej: "Musisz zadzwonić do ojca i przyznać się", dziewczyna się wzbrania. Ale Paweł mówi wtedy tak naprawdę do samego siebie - nie chodzi o to, jak zareagują inni, czy ktoś zrozumie albo wybaczy. Liczy się to, czy jesteśmy w stanie przyznać się przed sobą i przed innymi do klęski.

Na początku Paweł myśli jak jego żona - przecież zbierane w złej wierze papiery nie mogą być ważniejsze niż uczciwe życie, które prowadzi od lat. Ale nawet jeśli jest fantastycznym ojcem i mężem, nawet jeśli kiedyś nie bał się podpisać Karty 77, jego wina - choć z zamierzchłej przeszłości - jest bezsporna. I jest to straszna wina.

Kiedy w końcu ją publicznie wyzna, będzie czekał na wybaczenie. Może jest w tym wyznaniu coś egoistycznego?

- Chcemy wybaczenia, bo chcemy spokoju ducha. Ale nie da się cofnąć czasu, wrócić zabranego życia. Kiedy na koniec Paweł publicznie przeprasza, jego przeprosiny trafiają w próżnię - Bor!ka, który miał mu wybaczyć, już przy tym nie ma.

Potem wszyscy zasiądą przy jednym stole. Ale pojednania nie będzie.

- Nie wierzę w hollywoodzkie happy endy. Wierzę za to w katharsis - oczyszczenie, które bywa bolesne, ale każe spojrzeć na siebie i swoje życie bez złudzeń.

Źródło: Duży Format
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów