W komunikacie Komitetu Politycznego
PiS napisano, że "postawa Migalskiego jest niezgodna z zasadami obowiązującymi w Prawie i Sprawiedliwości":
"Zachowanie deputowanego Marka Migalskiego wskazywało wyraźnie, że jego priorytetem jest działalność na rzecz własnej kariery, a nie dobro Prawa i Sprawiedliwości. Podstawowym celem działań polityków PiS nie może być własny interes i popularność, zwłaszcza kiedy odbywa się to kosztem całej formacji politycznej". Wniosek o wyrzucenie Migalskiego złożyli europosłowie PiS. - Wczoraj go złożyliśmy w związku z posiedzeniem komitetu politycznego, który go rozpatrzył - mówi Tomasz Poręba. I uzasadnia: - W związku z wypowiedziami Marka Migalskiego kwestionującymi strategię PiS, rolę lidera Jarosława Kaczyńskiego, z jego szkodliwymi dla partii wypowiedziami. Zamiast merytorycznie punktować błędy PO w polityce zagranicznej i krajowej, Marek Migalski skoncentrował się na publicznym atakowaniu lidera i PiS, nie mając wiedzy na temat zamierzeń partii. A w zamierzeniach jest merytoryczna debata oraz pokazywanie błędów i zaniechań Platformy.
Czyli o PiS nie można rozmawiać? - Można. Ale dziwna jest sytuacja, gdy Migalski mówi, że ceni i podziwia Jarosława Kaczyńskiego, ale nie stać go na to, by porozmawiać z prezesem czy napisać list do niego. Lepiej by było, gdyby to prezes pierwszy dowiadywał się o jego rozterkach a nie cała Polska - mówi Poręba.
- Nie jest łatwo dostać się do prezesa.
- Można napisać list i nie publikować go od razu na blogu. Od zakończenia kampanii wyborczej wypowiedzi Migalskiego były dla mnie taką próba przeciągania liny. Na ile może sobie pozwolić w publicznej krytyce lidera - ocenia.
Pod koniec sierpnia Migalski opublikował na swoim blogu list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, w którym obarczał szefa PiS m.in. winą za niskie notowania partii. "To, w dużej mierze, pana wina" - podkreślał. Oceniał, że strategia PiS po wyborach prezydenckich "prowadzi prostą drogą do klęski wyborczej" w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Dodał, że list otwarty to "dramatyczna próba podjęcia debaty nad możliwością uniknięcia obu tych przegranych, które byłyby już piątą i szóstą z rzędu przegraną naszej formacji w konfrontacji z PO".
List Migalskiego został ostro skrytykowany przez część polityków PiS, którzy oceniali, że szkodzi on partii, a Migalski zachowuje się jak komentator polityczny, a nie polityk. Eurodeputowany jest doktorem politologii, zanim zdecydował się na kandydowanie z list PiS do PE często występował w mediach jako komentator polityczny.
Błaszczak: Robił karierę, a nie działał zespołowo Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego PiS i członek komitetu politycznego tłumaczył w Sejmie decyzję o wykluczeniu Marka Migalskiego. - Działał na rzecz własnej kariery, a nie na rzecz własnego środowiska politycznego. Uważamy, że działanie polityczne jest działaniem zespołowym, a działanie na własną rzecz nie może być ważniejsze niż funkcjonowanie partii politycznej - mówił. I dodał: - W ocenie komitetu politycznego Marek Migalski działał w większym stopniu na własną rzecz, na rzecz własnej kariery, popularności własnego blogu niż na rzecz zespołu, w którym powinien pracować. Błaszczak skrytykował też strategię PiS przyjętą na czas wyborów prezydenckiej. - To nie jest tak, że linia kampanii wyborczej, która została przyjęta podczas ostatnich wyborów prezydenckich była doskonała, ja bym oczekiwał od ludzi, którzy tworzyli kampanię wyborczą odpowiedzi na zasadnicze pytanie: dlaczego jednak w tej kampanii wygrał Bronisław Komorowski - pytał.
Przypomnijmy, że Marek Migalski był jedną z osób zaangażowanych w kampanię Jarosława Kaczyńskiego.
Piechociński: Dyscyplinowanie w PiS się zaczęło Janusz Piechociński, poseł
PSL pisze na swoim blogu o decyzji komitetu politycznego PiS; - Zamiast demokratycznego otwartego na krytykę pobłażania mamy pierwszy krok dyscyplinowania. Migalski do roli skarconego nadaje się najlepiej: nie jest członkiem PiS, słabo zapuścił w nim korzenie. Zawsze można oskarżyć go, że dla europejskich apanaży pojechał na chwilkę pis-owskim pociągiem na tzw. jeden raz w połowie na gapę. "Muzealnicy i liberałowie" to trochę inna para kaloszy. Mają silniejszą pozycję, solidarnie trzymają się razem, a do tego jeszcze na duże miasta są jedynym szyldem wersji łagodniejszego PiS. Migalski ukarany problem linii strategicznej pozostaje.