Jeszcze rok temu wpływowe rosyjskie media i niektórzy politycy robili propagandę, że to Warszawa rozpętała II wojnę światową, nie ustępując przed w gruncie rzeczy skromnymi żądaniami Hitlera. A prezydenci Polski i Rosji w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Teraz, zapowiadając trwającą właśnie wizytę szefa rosyjskiego
MSZ Siergieja Ławrowa w Warszawie, wczorajszy dziennik "Wriemia Nowostiej" pisał o "nowej erze w stosunkach". "Kto mógł przypuszczać, że wypadek rządowej maszyny zmieni stosunki między naszymi krajami, pojawi się zrozumienie i zaufanie" - dodawały wtorkowe "Izwiestia".
Polska z jednego z dyżurnych chłopców do bicia przez rosyjskie media przekształciła się w "przyjaciela", "przewidywalnego partnera", "ważny kraj UE i NATO". Specjalnie używam cudzysłowu, bo takie dokładnie słowa padają ostatnio zarówno w oficjalnych mediach rosyjskich, jak i z ust tutejszych polityków. Sam prezydent
Dmitrij Miedwiediew na ostatniej naradzie ambasadorów rosyjskich wskazywał poprawę stosunków z Polską za przykład do naśladowania.
Jeszcze niedawno wydawało się nierealne, by szef rosyjskiej dyplomacji kiedykolwiek wystąpił na naradzie polskich ambasadorów w Warszawie - a tak będzie podczas dzisiejszej wizyty Ławrowa. Wcześniej honorowymi gośćmi takich narad byli jedynie ministrowie z Zachodu. To symboliczny znak, a symbole - mimo zapewnień o pragmatyzmie i nacisku na rozwój stosunków gospodarczych - w polityce mają znaczenie.
Ławrow będzie też rozmawiał z szefem naszej dyplomacji Radosławem Sikorskim, być może spotka się z premierem Donaldem Tuskiem.
Nie ulegajmy złudzeniom, że wszystko jest już dobrze.
Polska musi wykorzystać wizytę Ławrowa, by przypomnieć o problemach w stosunkach z Rosją. Wystarczy wspomnieć Katyń, Smoleńsk i sprawy gospodarcze.
Rosyjska biurokracja i sądy nie są w stanie spełnić obietnic politycznych złożonych na najwyższym szczeblu. 116 utajnionych tomów akt rosyjskiego śledztwa w sprawie Katynia jest nadal tajnych. Nie możemy się doczekać rehabilitacji zamordowanych polskich oficerów.
Powinniśmy domagać się sprawniejszego prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, szybszego przekazywania nam dokumentów i większej przejrzystości. Moskwa deklaruje dobrą wolę, ale minister Ławrow powinien słyszeć, że to za mało, że jakiekolwiek próby ukrywania niewygodnych szczegółów katastrofy popsują stosunki polsko-rosyjskie.
Od szefa rosyjskiej dyplomacji powinniśmy się też domagać jasnych deklaracji w sprawie kluczowych umów gospodarczych. Polska bezskutecznie domaga się zmian w wynegocjowanej pod groźbą zakręcenia kurka umowie gazowej z Rosją. Zgodziliśmy się zagwarantować rosyjskiemu Gazpromowi specjalne przywileje, nieprzewidziane w prawie UE. Bruksela teraz zażądała ich renegocjacji.
Wciąż nierozwiązana jest kwestia dostaw rosyjskiej ropy do litewskiej rafinerii w Możejkach należącej do Orlenu.
Rosja nie spieszy się z remontem rurociągu, bez którego rafineria staje się nierentowna.
Dziś nasza pozycja przetargowa jest niezła. W drugiej połowie przyszłego roku Polska obejmie prezydencję w UE. Rosja obawia się, że przewodnicząc Unii, moglibyśmy zablokować jej dostęp do zachodniego rynku, kapitału i technologii. Bez współpracy gospodarczej z Zachodem modernizacja rosyjskiej gospodarki jest niemożliwa.
Rosja zrobiła ostatnio sporo przyjaznych gestów wobec Polski, ale żaden nie ma mocy prawnej, nic ją nie kosztował. W czasie rozmów z Rosjanami - dziękując im za to, co zrobili dotąd - należy twardo domagać się spełnienia danych obietnic. "Rozwijajmy pragmatyczną współpracę bez ideologizacji" - zaproponował w tekście dla "Gazety" minister Ławrow. Pomysł znakomity. Sposób załatwienia spornych spraw pokaże, jak bardzo Moskwa jest zainteresowana partnerskimi stosunkami z Polską.