http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cios w Wałęsę, triumf lustratorów

Wojciech Czuchnowski, Grzegorz Szaro
2010-09-02, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 13:06

Jerzy Stępień
Jerzy Stępień
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Czy po wyroku w sprawie Wałęsa kontra Wyszkowski można byłego prezydenta nazywać agentem? - To nadużycie - mówi sędzia Jerzy Stępień

ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy zgadzasz się z wyrokiem sądu w sprawie Wałęsa-Wyszkowski?

Tak
Nie
Nie wiem

- Lech bardzo przeżył ten wyrok, było mu tym bardziej przykro, że wydano go w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Wcześniej był taki zadowolony z przemówienia, które wygłosił w stoczni. Kiedy usłyszał, jakie jest stanowisko sądu, cała jego radość zniknęła - mówi osoba z otoczenia pierwszego przywódcy "Solidarności".

Chodzi o nieprawomocny wyrok, który we wtorek gdański sąd okręgowy wydał w procesie, jaki Wałęsa wytoczył Krzysztofowi Wyszkowskiemu, dawnemu opozycjoniście i działaczowi "S". Wałęsa uznał, że Wyszkowski pomówił go, gdy w listopadzie 2005 r. na antenie kilku telewizji powtórzył, że były prezydent "w latach 70. współpracował z SB i pobierał za to pieniądze".

Wcześniej ten sam sąd dwukrotnie przyznał rację Wałęsie i za każdym razem sprawa po apelacji wracała do pierwszej instancji.

Teraz jednak sąd oddalił pozew. Sędzia Urszula Malak uzasadniała m.in. tym, że postępowanie "w żadnym razie" nie przyniosło dowodów, że Lech Wałęsa był współpracownikiem SB. Zarazem stwierdziła, że mimo to "nie można zakazać szukania prawdy", a osobom badającym przeszłość - zabronić wypowiadania się na ten temat. Wyszkowskiego potraktowała jako "dziennikarza, który oparł się na informacjach z wiarygodnych źródeł".

Wyrok wywołał entuzjazm zwolenników tezy, że Wałęsa był agentem. „Rzeczpospolita” informację na ten temat zatytułowała: „Lecha Wałęsę można nazywać agentem SB”, i pochwaliła wyrok w komentarzu . Wyszkowski oświadczył w PAP, że wyrok jest „błogosławieństwem dla wolności badań naukowych i wolności słowa pod rządami reesbekizacyjnych rządów Donalda Tuska”.

Mec. Ewelina Wolańska, która reprezentuje w sądzie b. prezydenta, mówi, że przyjęła wyrok "z niedowierzaniem": - Żaden ze świadków nie dostarczył przekonującego dowodu na współpracę Lecha Wałęsy, co zresztą sąd przyznał. Będę pisała apelację. Zwrócę w niej uwagę, że poprzednie wyroki opierały się na orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., w którym wyraźnie mówi się o tym, że sądy powinny kierować się wyrokami w sprawach lustracyjnych. A Lech Wałęsa przed sądem lustracyjnym został oczyszczony w 2000 r. Przypomnę też, że w 2005 r. mój klient dostał w IPN status pokrzywdzonego.

Mec. Wolańska podkreśla, że gdy Wyszkowski wypowiadał zaskarżone słowa, nie była jeszcze znana publikacja IPN "SB a Lech Wałęsa", której autorzy próbowali dowieść, że jednak współpracował z bezpieką. - Sąd powinien odnosić się do stanu wiedzy pozwanego z 2005 r., a w tym wypadku nie można nawet powiedzieć, że pan Wyszkowski opierał się na tym, co było w tej książce. Gdyby pojawiły się nowe dowody, wznowiono by postępowanie lustracyjne wobec Wałęsy. Nic takiego się nie stało - mówi.

- Najważniejsze jednak jest dla mnie przekonanie - kończy Wolańska - że osoba publiczna ma takie samo prawo do ochrony dóbr osobistych jak każda inna i tak samo oskarżenia pod jej adresem muszą być udowodnione. Inaczej są pomówieniami.

Rozmowa z Jerzym Stępniem, b. prezesem Trybunału Konstytucyjnego

Wojciech Czuchnowski: Jak pan przyjmuje wyrok w sprawie Wałęsa - Wyszkowski?

Sędzia Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego: Wyroku tego nie rozumiem, zwłaszcza w świetle poprzednich wykładni Trybunału Konstytucyjnego. Argumentacja sądu mnie nie przekonuje. Nie chcę formułować dalej idących opinii, bo słyszałem tylko omówienia uzasadnienia.

Czy teraz Lecha Wałęsę można nazywać agentem?

- Taki wniosek to duże nadużycie, na pewno nie wypływa on nawet z tego wyroku.

Sąd mówi, że nie można uznać Wałęsy za współpracownika SB, ale zaraz przyznaje, że Wyszkowski miał prawo tak o Wałęsie powiedzieć. Jak to interpretować?

- Właśnie tego nie rozumiem. W prawie poruszamy się w sferze faktów, więc musimy mieć pewność, że fakt miał miejsce. Nie możemy w życiu publicznym poruszać się w sferze domysłów i dowolnych interpretacji. Musimy opierać się na prawdzie. Ona jest jedna dla badań naukowych, publicystyki, dziennikarstwa. I dojście do niej jest obowiązkiem sądu. A tu sąd przyznaje, że tej prawdy nie ustalono, a jednocześnie pozwala głosić opinie takie, jakby ten fakt był bezsporny.

Sąd opowiedział się za swobodą głoszenia poglądów przez Wyszkowskiego, bo to jego prawo jako badacza i dziennikarza.

- To kolejne zaskoczenie. Wydaje się, że pominięto zupełnie kwestię tego, że pan Wyszkowski jest działaczem politycznym będącym od lat w ostrym sporze z Lechem Wałęsą. Działacz polityczny nie może - gdy jest mu wygodnie - nazywać się dziennikarzem czy naukowcem. Badanie naukowe czy praca dziennikarska polegają na zdystansowaniu się wobec przedmiotu badania. Strona je prowadząca nie może być zainteresowana określonym wynikiem, jej zaangażowanie podważa wartość badania.



Perypetie sądowe

Pierwszy, korzystny dla Wałęsy wyrok zapadł w 2006 r. po jednej rozprawie. Wyszkowski odwołał się, uzasadniając, że nie miał możliwości przedstawienia swoich racji. Gdański sąd apelacyjny nakazał sądowi okręgowemu przeprowadzić postępowanie od początku.

Drugi wyrok zapadł w marcu 2007 r. I tym razem sąd odrzucił wszystkie wnioski dowodowe Wyszkowskiego (chciał m.in. przesłuchania stu świadków, w tym Lecha i Jarosława Kaczyńskich) i nie zgodził się o odroczenie rozprawy do czasu znalezienia przez niego adwokata. Wyszkowski odwołał się ponownie. Sąd apelacyjny przyznał mu rację, uznając, że pozbawiono go prawa do profesjonalnej obrony.

Trzeci proces toczył się od maja 2008 r. Wyszkowskiego reprezentowało dwóch obrońców, na świadków powołali m.in. emerytowanego funkcjonariusza SB, który twierdzi, że w latach 70. prowadził teczkę personalną Wałęsy, i Sławomira Cenckiewicza, współautora książki IPN "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii".



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Hollywoodzki Oscar kontra Oskar Ludowy

Prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych, był zaskoczony, kiedy otrzymał list od prawników Akademii Filmowej z USA.

Tańsze leki wracają. I po co nam to było?

Ustawa refundacyjna niesłusznie odebrała prawo do leków ze zniżką tysiącom chorych. Jeśli minister posłucha ekspertów, od 1 marca leki znowu będą tańsze dla większej grupy chorych

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Emerytury w Europie - informator
  • Gazeta Telewizyjna