Pani Anna mieszka pod Białymstokiem. Samotnie wychowuje Karolinkę. W kwietniu po wypełnieniu kwestionariusza rekrutacyjnego do przedszkola została wezwana przez dyrektorkę jedynej publicznej placówki w mieście.
- Kazano mi dostarczyć dowód na samotne wychowywanie dziecka, choć pani dyrektor mieszka w tym samym bloku co ja i zna historię mojego nieudanego małżeństwa - opowiada pani Anna. - Musiałam przynieść wyrok sądu o rozwodzie, w którym znajdowały się inne informacje, np. jak będzie wyglądać opieka nad córką. Strasznie krępująca sytuacja.
Można zawalczyć w sądzie Na tyle krępująca, że pani Anna wysłała skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w Warszawie. Na biurku Wojciecha Wiewiórowskiego, szefa urzędu, leżało już kilkanaście takich pism. W każdym podobne zarzuty - żądanie przez dyrekcję przedszkoli
PIT-ów, zaświadczeń z
ZUS, orzeczeń rozwodowych, zaświadczeń o zatrudnieniu, orzeczeń o niepełnosprawności rodziców, a nawet wysokości alimentów czy dowodu o podziale majątku.
- Gdy zaczęliśmy interweniować, okazało się, że to powszechny problem - mówi Wiewiórowski. - Większość gmin wymaga dokumentów zawierających wrażliwe dane, a ludzie się na to godzą.
Dlaczego? Bo boją się, że odmowa wyeliminuje ich z procesu rekrutacji. Choć walczyć można.
- Zgodnie z ustawą o systemie oświaty przedszkole publiczne to takie, które przeprowadza rekrutację dzieci na podstawie zasady dostępności - mówi gdański mecenas Paweł Zieliński. - Ewentualne naruszenie tej zasady powinno być zaskarżone u dyrekcji przedszkola lub w gminie. Jeśli nie przyniesie skutku, sprawę można skierować do sądu administracyjnego. W najgorszym przypadku na wyrok przyjdzie czekać nawet rok. Jednak plusem jest to, że jeśli sąd stwierdzi nieważność decyzji o nieprzyjęciu do przedszkola, bo nie dostarczyliśmy jakichś wrażliwych danych, można potem domagać się odszkodowania za konieczność wynajęcia opiekunki czy skorzystania z przedszkola prywatnego.
Anna: - Tylko że w małym mieście strach się wychylać, a zanim wygram wszystkie procesy, dziecko zdąży pewnie pójść do szkoły.
Gminy sobie, prawo sobie Szczegóły procesów rekrutacyjnych gminy opisują na swoich stronach internetowych.
- Wystarczyło na początek przejrzeć wymogi przedstawiane przez miasta, by zrozumieć skalę problemu - dodaje Wiewiórowski. - Uchwały rad gmin, zarządzenia prezydentów, wójtów czy burmistrzów wprost nakazywały dostarczanie PIT-ów, druków o zarobkach czy zaświadczeń ZUS.
Marek z Gdańska: - Staraliśmy się o miejsce dla Asi w przedszkolu w jednej gdańskich dzielnic. Wypełniliśmy arkusz rekrutacyjny dostępny na stronie internetowej miasta, ale przed decyzją o przyjęciu córeczki musieliśmy donieść druk z zarobkami z zakładu pracy. Miałem wrażenie, że nie chodziło tylko o potwierdzenie zatrudnienia. Wyglądało to, jakby dyrekcja badała nas pod kątem potencjalnych korzyści. Pytano nas, co możemy zrobić dla przedszkola, i informowano, że przydałby się remont.
Wydział edukacji gdańskiego magistratu zaprzecza. - Nie wymagamy takich danych, nigdy nie otrzymaliśmy informacji od rodzica o jakichkolwiek nieprawidłowościach - zapewnia Jerzy Jasiński, wiceszef wydziału. - Prawdą jest, że przedszkola wymagają np. potwierdzenia samotnego wychowywania dziecka, bo zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji m.in. dzieci matek czy ojców samotnie wychowujących mają pierwszeństwo. Jak mamy to weryfikować, jeśli nie poprzez żądania wyroków? Nas interesuje tylko potwierdzenie tej sytuacji; jeśli w orzeczeniu znajdują się inne informacje, których rodzic nie chce ujawniać, może je zamazać.
Szefowa przedszkola nr 283 na warszawskim Ursynowie przyznaje, że też wymaga od samotnych rodziców orzeczeń o rozwodzie. - Ale jeśli nie mogą tego udokumentować, wystarcza nam oświadczenie - zapewnia.
W 17-tys. Radzionkowie k. Bytomia dyrekcja przedszkola jest jeszcze bardziej wymagająca.
- W karcie zgłoszeniowej oprócz danych podstawowych wymagamy pieczątki z zakładu pracy poświadczającej zatrudnienie - mówi Anna Gajkiewicz, dyrektorka przedszkola Bajka. - Bo pierwszeństwo też mają m.in. dzieci rodziców pracujących. Innych dokumentów nie potrzebujemy.
Tego problemu nie ma np. w Łodzi, która elektroniczny nabór prowadzi od 2007 r. - Od razu mieliśmy kontrolę Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych - mówi Wiesława Zewald, wiceprezydent Łodzi m.in. ds. edukacji. - Wytknięto nam, że nie mamy prawa żądać np. informacji o zakładzie pracy rodziców. Od tej pory nie gromadzimy żadnych danych.
"Gazeta": - A jak weryfikujecie, czy ojciec lub matka samotnie wychowuje dziecko?
- Zadowalamy się oświadczeniami rodziców - odpowiada Zewald. - Żyjemy w państwie prawa i każdego rodzica pouczamy, że poświadczenie nieprawdy jest karalne. Dotąd nikt nas nie oszukał.
Wojciech Wiewiórowski nie ma wątpliwości, że żądanie tego typu zaświadczeń jest wyłudzaniem danych i łamaniem prawa dotyczącego ochrony danych osobowych. - To oczywiste, że te dane mają charakter wrażliwych i gminy nie mają prawa żądać orzeczeń sądowych czy PIT-ów.
Wszystko ma się zmienić Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem do przedszkola i oddziału przedszkolnego organizowanego w szkole podstawowej pierwszeństwo mają dzieci w wieku sześciu lat odbywające roczne przygotowanie przedszkolne. W następnej kolejności przyjmowane są dzieci matek lub ojców samotnie je wychowujących, a także matek lub ojców, wobec których orzeczono znaczny lub umiarkowany stopień niepełnosprawności bądź całkowitą niezdolność do pracy. Ale brak informacji, jak gminy mają te dane pozyskiwać czy przechowywać.
- Chciałbym, by rekrutacja do przedszkoli na rok 2011/2012 odbywała się już na podstawie nowych przepisów - zapowiada Wiewiórowski. - Zwróciłem się do ministra edukacji oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji. W ustawie o systemie oświaty muszą się znaleźć precyzyjne informacje o tym, jakie prawo ma gmina do zbierania danych o rodzicach, tak by uniknąć dowolności.