http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przedszkole lubi wiedzieć

Alicja Katarzyńska, Katarzyna Włodkowska, Gdańsk
2010-09-02, ostatnia aktualizacja 2010-09-01 20:14

W Bydgoszczy podczas tegorocznej rekrutacji do publicznych przedszkoli rodzice musieli pokazać PIT, ale z zamazanymi
rubrykami - oprócz tej z adresem. Na zdjęciu: sześciolatki w publicznym przedszkolu nr 22 uczą się czytać i pisać
W Bydgoszczy podczas tegorocznej rekrutacji do publicznych przedszkoli rodzice musieli pokazać PIT, ale z zamazanymi rubrykami - oprócz tej z adresem. Na zdjęciu: sześciolatki w publicznym przedszkolu nr 22 uczą się czytać i pisać
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG

Od przyszłego roku rodzice nie będą musieli informować, ile zarabiają, gdzie pracują i czy są po ślubie - tak chce GIODO

ZOBACZ TAKŻE
Pani Anna mieszka pod Białymstokiem. Samotnie wychowuje Karolinkę. W kwietniu po wypełnieniu kwestionariusza rekrutacyjnego do przedszkola została wezwana przez dyrektorkę jedynej publicznej placówki w mieście.

- Kazano mi dostarczyć dowód na samotne wychowywanie dziecka, choć pani dyrektor mieszka w tym samym bloku co ja i zna historię mojego nieudanego małżeństwa - opowiada pani Anna. - Musiałam przynieść wyrok sądu o rozwodzie, w którym znajdowały się inne informacje, np. jak będzie wyglądać opieka nad córką. Strasznie krępująca sytuacja.



Można zawalczyć w sądzie

Na tyle krępująca, że pani Anna wysłała skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w Warszawie. Na biurku Wojciecha Wiewiórowskiego, szefa urzędu, leżało już kilkanaście takich pism. W każdym podobne zarzuty - żądanie przez dyrekcję przedszkoli PIT-ów, zaświadczeń z ZUS, orzeczeń rozwodowych, zaświadczeń o zatrudnieniu, orzeczeń o niepełnosprawności rodziców, a nawet wysokości alimentów czy dowodu o podziale majątku.

- Gdy zaczęliśmy interweniować, okazało się, że to powszechny problem - mówi Wiewiórowski. - Większość gmin wymaga dokumentów zawierających wrażliwe dane, a ludzie się na to godzą.

Dlaczego? Bo boją się, że odmowa wyeliminuje ich z procesu rekrutacji. Choć walczyć można.

- Zgodnie z ustawą o systemie oświaty przedszkole publiczne to takie, które przeprowadza rekrutację dzieci na podstawie zasady dostępności - mówi gdański mecenas Paweł Zieliński. - Ewentualne naruszenie tej zasady powinno być zaskarżone u dyrekcji przedszkola lub w gminie. Jeśli nie przyniesie skutku, sprawę można skierować do sądu administracyjnego. W najgorszym przypadku na wyrok przyjdzie czekać nawet rok. Jednak plusem jest to, że jeśli sąd stwierdzi nieważność decyzji o nieprzyjęciu do przedszkola, bo nie dostarczyliśmy jakichś wrażliwych danych, można potem domagać się odszkodowania za konieczność wynajęcia opiekunki czy skorzystania z przedszkola prywatnego.

Anna: - Tylko że w małym mieście strach się wychylać, a zanim wygram wszystkie procesy, dziecko zdąży pewnie pójść do szkoły.

Gminy sobie, prawo sobie

Szczegóły procesów rekrutacyjnych gminy opisują na swoich stronach internetowych.

- Wystarczyło na początek przejrzeć wymogi przedstawiane przez miasta, by zrozumieć skalę problemu - dodaje Wiewiórowski. - Uchwały rad gmin, zarządzenia prezydentów, wójtów czy burmistrzów wprost nakazywały dostarczanie PIT-ów, druków o zarobkach czy zaświadczeń ZUS.

Marek z Gdańska: - Staraliśmy się o miejsce dla Asi w przedszkolu w jednej gdańskich dzielnic. Wypełniliśmy arkusz rekrutacyjny dostępny na stronie internetowej miasta, ale przed decyzją o przyjęciu córeczki musieliśmy donieść druk z zarobkami z zakładu pracy. Miałem wrażenie, że nie chodziło tylko o potwierdzenie zatrudnienia. Wyglądało to, jakby dyrekcja badała nas pod kątem potencjalnych korzyści. Pytano nas, co możemy zrobić dla przedszkola, i informowano, że przydałby się remont.

Wydział edukacji gdańskiego magistratu zaprzecza. - Nie wymagamy takich danych, nigdy nie otrzymaliśmy informacji od rodzica o jakichkolwiek nieprawidłowościach - zapewnia Jerzy Jasiński, wiceszef wydziału. - Prawdą jest, że przedszkola wymagają np. potwierdzenia samotnego wychowywania dziecka, bo zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji m.in. dzieci matek czy ojców samotnie wychowujących mają pierwszeństwo. Jak mamy to weryfikować, jeśli nie poprzez żądania wyroków? Nas interesuje tylko potwierdzenie tej sytuacji; jeśli w orzeczeniu znajdują się inne informacje, których rodzic nie chce ujawniać, może je zamazać.

Szefowa przedszkola nr 283 na warszawskim Ursynowie przyznaje, że też wymaga od samotnych rodziców orzeczeń o rozwodzie. - Ale jeśli nie mogą tego udokumentować, wystarcza nam oświadczenie - zapewnia.

W 17-tys. Radzionkowie k. Bytomia dyrekcja przedszkola jest jeszcze bardziej wymagająca.

- W karcie zgłoszeniowej oprócz danych podstawowych wymagamy pieczątki z zakładu pracy poświadczającej zatrudnienie - mówi Anna Gajkiewicz, dyrektorka przedszkola Bajka. - Bo pierwszeństwo też mają m.in. dzieci rodziców pracujących. Innych dokumentów nie potrzebujemy.

Tego problemu nie ma np. w Łodzi, która elektroniczny nabór prowadzi od 2007 r. - Od razu mieliśmy kontrolę Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych - mówi Wiesława Zewald, wiceprezydent Łodzi m.in. ds. edukacji. - Wytknięto nam, że nie mamy prawa żądać np. informacji o zakładzie pracy rodziców. Od tej pory nie gromadzimy żadnych danych.

"Gazeta": - A jak weryfikujecie, czy ojciec lub matka samotnie wychowuje dziecko?

- Zadowalamy się oświadczeniami rodziców - odpowiada Zewald. - Żyjemy w państwie prawa i każdego rodzica pouczamy, że poświadczenie nieprawdy jest karalne. Dotąd nikt nas nie oszukał.

Wojciech Wiewiórowski nie ma wątpliwości, że żądanie tego typu zaświadczeń jest wyłudzaniem danych i łamaniem prawa dotyczącego ochrony danych osobowych. - To oczywiste, że te dane mają charakter wrażliwych i gminy nie mają prawa żądać orzeczeń sądowych czy PIT-ów.

Wszystko ma się zmienić

Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem do przedszkola i oddziału przedszkolnego organizowanego w szkole podstawowej pierwszeństwo mają dzieci w wieku sześciu lat odbywające roczne przygotowanie przedszkolne. W następnej kolejności przyjmowane są dzieci matek lub ojców samotnie je wychowujących, a także matek lub ojców, wobec których orzeczono znaczny lub umiarkowany stopień niepełnosprawności bądź całkowitą niezdolność do pracy. Ale brak informacji, jak gminy mają te dane pozyskiwać czy przechowywać.

- Chciałbym, by rekrutacja do przedszkoli na rok 2011/2012 odbywała się już na podstawie nowych przepisów - zapowiada Wiewiórowski. - Zwróciłem się do ministra edukacji oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji. W ustawie o systemie oświaty muszą się znaleźć precyzyjne informacje o tym, jakie prawo ma gmina do zbierania danych o rodzicach, tak by uniknąć dowolności.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy