- Polska wraca na drogę pogłębiania integracji Unii Europejskiej - powtarzał wczoraj Komorowski, który właśnie Brukselę obrał za cel swej pierwszej prezydenckiej podróży zagranicznej. Podkreślał, że po wyborach w polskich władzach jest jednomyślność w sprawie Unii. To aluzja do polityki Lecha Kaczyńskiego, który wbrew rządowi Donalda Tuska wstrzymywał podpisanie traktatu lizbońskiego, a w Europie był traktowany jak hamulcowy integracji.
W Brukseli, do której dotarł prosto z porannych uroczyści wybuchu II wojny światowej na
Westerplatte, prezydent był przyjmowany bardzo ciepło. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso mówił, że Polska ma wspaniałych przywódców. Szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek złożył prezydentowi życzenia imieninowe, a na bankiecie pojawili się niemal wszyscy przywódcy frakcji w europarlamencie. Zabrakło tylko Michała Kamińskiego (
PiS), szefa eurosceptycznej frakcji Konserwatystów i Reformatorów.
Według prezydenta Polska będzie uczestniczyć we wszelkich działaniach służących pogłębianiu integracji. Chodzi także o strefę euro, do której wprawdzie nie należymy, ale chcielibyśmy mieć wpływ na jej politykę wobec unijnej gospodarki. To wyraźne nawiązanie do dyskusji dotyczącej ratowania finansów niektórych państw strefy euro, przede wszystkim Grecji. Deklaracja prezydenta jest istotna po zgrzycie, jakim była słowacka odmowa dołożenia się do pakietu ratunkowego dla Aten.
Prezydent dużo mówi o solidarności w UE i jako przykład wskazał fundusz spójności służący wyrównywaniu szans nowych państw. Zmniejszenia tego funduszu w przyszłym unijnym budżecie domagają się niektóre państwa. Komorowski mówił też, że rolnicy z nowych państw powinni dostawać takie same dopłaty bezpośrednie jak ci ze starej Unii.
Barroso odparł, że solidarność jest bardzo ważna, a Polska jest jej promotorem. Odnosząc się do funduszu spójności, przewodniczący Komisji zapewnił, że jest jego zwolennikiem. - Trzeba do tego jeszcze przekonać inne państwa UE.
Mówiąc o przyszłorocznej prezydencji Polski w Unii, Komorowski podkreślał, że bardzo ważne będzie dla nas Partnerstwo Wschodnie oraz zwiększenie możliwości obronnych Unii, ale nie kosztem relacji z
USA.
Wraz z szefem Parlamentu Europejskiego prezydent poruszył sprawę tworzonej służby dyplomatycznej Unii. Dziś wygląda na to, że nie będzie w niej wielu dyplomatów z nowych państw. Dlatego Buzek mówił, iż skład unijnego korpusu dyplomatycznego będzie bardziej odpowiadał geografii Unii.
Na spotkaniu z europosłami zabrakło europosłów PiS związanych z twardym skrzydłem partii - nie było m.in. Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobry.
Natomiast podczas spotkania z sekretarzem generalnym NATO Andersem Foghiem Rasmussenem nie było już takiej zgodności poglądów jak podczas rozmów z Barroso i Buzkiem. Komorowski zapowiadał, że Polska wycofa wojska z Afganistanu do 2012 r. i argumentował, że wydatki na misje powodują zmniejszanie nakładów na modernizację polskiej armii. Rasmussen przytaczał słowa władz afgańskich, że będą w stanie przejąć odpowiedzialność za kraj dopiero w 2014 r.
Dziś Bronisław Komorowski jest w Paryżu, gdzie spotka się m.in. z prezydentem Nicolasem Sarkozym. Polski prezydent będzie dążył do reanimowania Trójkąta Weimarskiego - w tym roku zamierza zwołać w Polsce pierwszy od czterech lat szczyt polsko-francusko-niemiecki. Jak przekonywał, Trójkąt to dobre forum wymiany opinii i tłumaczenia stanowisk na przykład w polityce wschodniej Unii, na której Polsce tak zależy.