Skąd ta kolejność? Przecież jeszcze przed wyborami Komorowski deklarował, że za całość polityki unijnej odpowiada rząd. Z jego wypowiedzi po wyborach nie wynika jednak, że zmienił zdanie. Przez kolejne pięć lat nie będzie sporów o krzesła na szczytach UE - bo prezydent po prostu nie ma powodów, by na nie jeździć.
Ale to dobrze, że odwiedzi najpierw stolicę Unii Europejskiej. Chce symbolicznie podkreślić, jak mocno Polska i Polacy są do Unii przywiązani. Nie ma nic do wynegocjowania z Komisją Europejską, europarlamentem czy Radą - chce po prostu pokazać, że to właśnie w okolicy ronda Schumana rozgrywają się najważniejsze sprawy dla polskiej gospodarki (i nie tylko).
Jedzie do Brukseli także dlatego, że gestu tego oczekiwali wyborcy. Przed kilkoma dniami Komisja Europejska opublikowała najnowszy Eurobarometr - sondaż przeprowadzany regularnie w całej UE na imponującej próbie kilkudziesięciu tysięcy osób. Czarno na białym wskazuje on, że Polacy wciąż należą do największych euroentuzjastów. 62 proc. Polaków (o 13 pkt więcej niż unijna średnia!) jest przekonanych, że członkostwo w Unii to dla Polski "dobra rzecz". Podobnie odpowiada tylko 38 proc. Węgrów i 50 proc. Niemców.
Aż 77 proc. Polaków (o 23 pkt więcej niż unijna średnia!) jest przekonanych, że skorzystaliśmy na członkostwie w Unii. 52 proc. z nas ufa unijnym instytucjom (dla porównania, tylko 28 proc. ma zaufanie do rządu, a 24 proc. - do Sejmu i Senatu).
Wreszcie 35 proc. Polaków (średnia europejska - 26 proc.) jest przekonanych, że to właśnie unijne instytucje są w stanie najlepiej przeciwdziałać kryzysowi gospodarczemu. Tylko 13 proc. Polaków wierzy, że do walki z kryzysem najlepszy byłby nasz rząd narodowy. A tylko 7 proc. wierzy, że z opresji wyciągną nas
Stany Zjednoczone.
Nie Waszyngton więc, lecz Bruksela, Paryż i Berlin. W relacjach z tymi ostatnimi dwiema stolicami (Trójkąt Weimarski) prezydent Komorowski będzie chciał wziąć już czynny udział. Z wielu wspólnych interesów dwa są najbardziej strategiczne - z Paryżem musimy współpracować, by utrzymać wspólną politykę rolną w kształcie dla nas najbardziej korzystnym, Berlin zaś to główny rozmówca w sprawie siedmioletniego budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-20.