Wieczorem w Stoczni Gdańsk przed widowiskiem na scenie pojawili się prezydent Bronisław Komorowski, pierwszy przywódca "S"
Lech Wałęsa i uczestnik strajku
Bogdan Borusewicz.
- Kochani, "Solidarność" to wolność. Wolność to radość z bycia człowiekiem wolnym, wolnym niepodległym państwem, wolnym narodem. "Solidarność" to Lech Wałęsa, to te 10 mln ludzi, którzy 30 lat temu stanęli po stronie wolności, po stronie "Solidarności", po stronie słusznej - mówił prezydent Bronisław Komorowski. - Mamy prawo się cieszyć i mamy z czego się cieszyć. Dzisiaj tu, w Gdańsku, wszyscy są po stronie radości, wszyscy są po stronie "Solidarności". Dlatego dziękuję za stworzenie możliwości okazania tego, że się razem cieszymy z tego, co razem udało nam się zdobyć wtedy przed 30 laty i poprawić w 1989 r. Mamy się z czego cieszyć, mamy z czego być dumni.
Gorącą owację zebrani zgotowali Lechowi Wałęsie, który zachęcał wszystkich do budowania i dobrego reformowania.
Przypomniał, że 30 lat temu podpisano porozumienie, jednak - jak zaznaczył - 10 lat wcześniej ci, którzy dążyli do zmian, ponieśli klęskę. - Przegrani, pokonani nie wierzyliśmy, że dożyjemy czasu, kiedy komuna odejdzie do historii, kiedy wyprowadzimy wojska sowieckie z naszego kraju - powiedział Wałęsa (całe przemówienie
tutaj).
Na koniec głos zabrał Bogdan Borusewicz. - To ważne, że jesteśmy razem, jesteśmy razem tak, jak byliśmy 30 lat temu - powiedział marszałek Senatu. - Nasza wspólnota Sierpnia trwa i będzie trwać.
Wymieniał nazwiska stoczniowców, którzy strajk zaczęli, a zebrani nagradzali każdego brawami. Największe zebrała Henryka Krzywonos-Strycharska. Borusewicz wspomniał też tych, którzy odeszli, m.in. swoją żonę Alinę Pienkowską i Annę Walentynowicz. - Przychodząc tutaj, czcimy ich pamięć. Będziemy o nich pamiętali! - zakończył.
Okrzyki pod bramą nr 2 Zaczęło się już o godz. 11 przed historyczną bramą nr 2. Konferencję prasową zorganizowali dawni przywódcy "S": marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, który wymyślił i zorganizował strajk w Stoczni Gdańskiej, Jerzy Borowczak, jeden z trzech robotników, którzy strajk rozpoczęli, oraz Bogdan Lis, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych.
Chcieli przeczytać swój list do prezydenta, premiera i parlamentarzystów podpisany także przez Zbigniewa Bujaka, Andrzeja Celińskiego, Władysława Frasyniuka, Zbigniewa Janasa, Henrykę Krzywonos, Jana Lityńskiego i Lecha Wałęsę.
W liście apelowali, aby to państwo wzięło odpowiedzialność za organizację rocznic „S”: „Od dwudziestu lat rocznice służą do zabijania tradycji i pamięci o tamtych czasach. Jedyna oficjalna uroczystość zorganizowana w 30. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych zakończyła się kompromitacją. Obecna » S «poza znakiem graficznym nie ma nic wspólnego z tradycjami Sierpnia i odwagą jego przywódców w stanie wojennym”.
Gdy Lis odczytywał list, grupa starszych osób oczekujących na mszę zaczęła wykrzykiwać: "Wszystko drożeje!", "Zdrajcy!".
Borusewicz powiedział, że żałuje, iż brał udział w poniedziałkowym zjeździe "Solidarności" w Gdyni, bo doszło tam do "gorszących scen". Związek w obecnym kształcie uznał za przybudówkę
PiS.
- Żadna refleksja do tych ludzi nie dociera. Refleksja podstawowa, że takie święta powinny być świętami wszystkich - dodał marszałek Senatu.
Chwalił Henrykę Krzywonos za jej wystąpienie, w którym skrytykowała Jarosława Kaczyńskiego za umniejszanie dokonań Bronisława Geremka oraz Tadeusza Mazowieckiego podczas strajku w 1980 r. - To była reakcja dobra i potrzebna - ocenił.
Czekający na nabożeństwo coraz bardziej się gorączkowali, ktoś do Borusewicza rzucił: "Idź pan stąd". Borusewicz podjął polemikę, ale po chwili chciał wracać do samochodu. Wtedy do akcji wkroczył Karol Guzikiewicz, wiceszef "S" Stoczni Gdańskiej, rzucając: - Co? Pan marszałek ucieka, boi się mnie?
Borusewicz na to: - Gdy strajkowaliśmy w 1988 r., ty byłeś w wojsku.
- U Jaruzelskiego - dodał Borowczak.
- Alina [Pienkowska, bohaterka Sierpnia, nieżyjąca żona Borusewicza] się przewraca w grobie, zdradziłeś nas - odpowiedział Guzikiewicz i pobiegł za marszałkiem. W tym czasie wierni krzyczeli m.in.: "Borusewicz, esbek", a do dziennikarki Katarzyny Kolendy-Zaleskiej: "Szmata z TVN".
Guzikiewicz wołał: - Byłem w rezerwie, jak mnie wypuścili, od razu przyszedłem do stoczni.
Dopadł Borusewicza przed drzwiami samochodu, po chwili rozmowy pożegnali się, podając sobie ręce.