Dziś początek roku szkolnego, dlatego Katarzyna Piekarska, szefowa warszawskiego
SLD, chce na konferencji prasowej zwrócić uwagę na poważny problem: niewierzący w wielu szkołach nie mają możliwości chodzenia na lekcje etyki, bo ich po prostu nie ma.
To pierwszy krok w zapowiadanej podczas wakacji kampanii Sojuszu na rzecz rozdziału Kościoła od państwa. Po przegranej przez państwo walce o krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego szef Sojuszu
Grzegorz Napieralski wymyślił, że lewica musi się upomnieć o miejsce dla niewierzących.
- Sytuacja dojrzała, by po wakacjach odbyła się publiczna debata, dokąd może funkcjonować religia, a gdzie zaczyna się państwo, które powinno być dla wszystkich. Państwo, które nie promuje i nie stawia na pozycji uprzywilejowanej żadnej religii - mówił wtedy Napieralski.
Politycy Sojuszu rzucali pomysły, jak "rozwieść" państwo z Kościołem: wyprowadzić religię ze szkół, zlikwidować etaty kapelanów w publicznych instytucjach i kościelno-rządową Komisję Majątkową.
Teraz Sojusz ma zażądać od minister edukacji Katarzyny Hall informacji w Sejmie, gdzie i jak prowadzone są zajęcia z etyki. Potem chce dużej sejmowej debaty w tej sprawie. Dziś o nią u marszałka Sejmu będą zabiegać posłowie lewicy.
Sojusz już teraz - nie czekając na minister Hall - sam przyjrzał się nauce etyki w placówkach oświatowych. - I wyszło nam, że te lekcje to w szkołach fikcja. Chcemy, żeby pani minister się z tego wytłumaczyła - mówi nam Tomasz Kalita, rzecznik prasowy SLD.
Z analizy SLD wynika, że zajęcia z etyki wprowadzono do placówek oświatowych na odczepnego, tak aby tylko zamknąć usta przeciwnikom religii w szkole. Często te zajęcia prowadzą katecheci, historycy, a nawet nauczyciele WF!
Kalita mówi, że SLD na początku roku szkolnego przedstawi "pakiet postępowy w nauce". - Tak aby polska szkoła znalazła się w XXI wieku - tłumaczy rzecznik SLD.