http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Będzie nas więcej, pójdziemy pod krzyż

Joanna Nasierowska
2010-09-01, ostatnia aktualizacja 2010-08-31 19:16

Rozesłaliśmy do parafii w całej Polsce wezwania do pielgrzymek. To święte miejsce - mówią "obrońcy" krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Na razie karnie usuwają się sprzed Pałacu na czas sprzątania

SONDAŻ
Czy interesuje Cię jeszcze spór o krzyż pod Pałacem?

Tak
Nie, przestał
Nigdy nie był interesujący

- Przyszli o piątej rano, właśnie zmówiliśmy różaniec. Było nas cztery strażniczki i jeden mężczyzna. Strażników miejskich dwudziestu. Kazali nam odsunąć się od barierek. Zdzierali plakaty, wyrzucali palące się znicze, zabrali wszystkie krzyże - opowiada jedna z kobiet.

Straż miejska asystowała firmie, która oczyszczała chodnik przed bramą Ministerstwa Kultury na Krakowskim Przedmieściu. Z barierek oddzielających "obrońców" od jezdni znikły obrazki religijne, plakaty i zdjęcia niektórych ofiar katastrofy smoleńskiej. Całość tworzyła osobliwy ołtarz, przed którym "obrońcy" zbierali się na modlitwie.

- To rutynowe działania. Nie pierwsze i nie ostatnie. Krakowskie Przedmieście jest miejscem odwiedzanym przez gości z zagranicy i trzeba mu zapewnić odpowiedni standard - mówi Monika Niżniak, rzeczniczka warszawskiej straży miejskiej. - Nasi funkcjonariusze nie konfiskują żadnych rzeczy, bo nie mają do tego prawa. Firma sprzątająca zabiera jedynie śmieci, czyli zeschnięte kwiaty, znicze albo plakaty. Do tej pory nikt się nie skarżył na te działania.

- Nie zostały zabrane żadne inne rzeczy? Np. krzyże? - pytamy.

- Jeśli ktoś je zabrał, to na pewno nie byli to strażnicy - odpowiada rzeczniczka.

"Obrońcy" krzyża twierdzili jednak, że zabrano ich ołtarz. Kilka godzin po zakończeniu sprzątania wrócili. - Każą się nam zabrać, to się zabieramy. Odchodzą, wracamy. Właśnie kupujemy nowe krzyże - mówią dwie starsze panie.

Strażnicy powracającym na pikietę przypominali, że na barierkach rozstawionych wzdłuż ulicy nie wolno rozwieszać plakatów, a na chodniku ustawiać zniczy. Można jedynie trzymać w dłoniach transparenty. Wczoraj "obrońcy" mieli flagę: "Solidarności".

Po południu na chodniku znów płonęły znicze ułożone w znak krzyża oraz obraz z Matką Boską.

- Nas stąd nie wygonią. Komorowski codziennie będzie przymusowo na mszy - odgrażali się dyżurujący "obrońcy". Dodawali, że konstruują już ołtarzyki na kółkach, co ułatwi ich ochronę przed sprzątającymi. Od wczoraj sprzedają też wydawnictwo "Zeszyty smoleńskie". - Za 40 zł można poznać całą prawdę o morderstwie prezydenta i połowy państwa polskiego - mówili. - 10 września, w kolejną miesięcznicę tragedii smoleńskiej, przejdzie procesja z archikatedry św. Jana pod krzyż. Będzie nas dwa tysiące. Rozesłaliśmy do parafii w całej Polsce wezwania do pielgrzymek pod krzyż, bo to miejsce święte. Chcemy dostać się znów bezpośrednio pod krzyż. Jak będzie nas więcej, pójdziemy prosto przez barierki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':