Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Rozmowa z prof. Tomaszem Nałęczem, przyszłym doradcą prezydenta ds. polityki historycznej
AGNIESZKA KUBLIK: Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że tak jak prezydenturę Lecha Kaczyńskiego naznaczył meldunek złożony bratu w dniu wyborów, tak prezydenturę Bronisława Komorowskiego naznaczy krzyż na Krakowskim Przedmieściu. PROF. TOMASZ NAŁĘCZ: Rzeczywiście ten żart sytuacyjny, ten meldunek złożony przez prezydenta elekta szefowi partii politycznej zapowiedział prezydenturę bardzo uwikłaną w związek emocjonalny i polityczny z jednym obozem politycznym. Ale myślę, że awantura o krzyż nie będzie znakiem prezydentury Komorowskiego.
Tamta sytuacja była zaaranżowana przez prezydenta, więc dobrze pokazywała jego zamiary. Ta dzisiejsza nie - pokazuje zamiary opozycji, że będzie to prezydentura bardzo ostro zwalczana przez
PiS.
Ten kurs PiS się jednak załamie, ponieważ strategia walki z Komorowskim za wszelką cenę i w każdej sytuacji, także za pomocą krzyża, się nie powiedzie. Bo żeby taki konflikt był możliwy, muszą być do niego gotowe obie strony.
PiS chce się ostro konfrontować z prezydentem, ale prezydent nie ma zamiaru konfrontować się z PiS. Próba zwalczania Komorowskiego za pomocą krzyża jest pomysłem chybionym. Wmawianie, że Komorowski jest przeciwnikiem krzyża, tak ma się do rzeczywistości jak wmawianie misiowi polarnemu, że jest przeciwnikiem mrozu i śniegu.
Krzyż to pretekst dla grupy, która kontestuje tę prezydenturę, bo - jak można się domyślać - uważa za Jarosławem Kaczyńskim, że Komorowski wygrał przez "nieporozumienie". - Każde wybory prezydenckie rodzą napięcie i poczucie porażki u tych, którzy głosowali na konkurencję. Tak było w 1990 r., kiedy wygrał
Lech Wałęsa. Jego przeciwnicy polityczni utworzyli wtedy nowy obóz polityczny. Tak było w 1995 r., kiedy wygrał Aleksander Kwaśniewski. W obydwu przypadkach nowi prezydenci mieli niskie notowania społeczne.
A Komorowski, choć wybrany w atmosferze konfliktu, choć bardzo mocno zaatakowany przez PiS, jest liderem rankingu zaufania społecznego. Więc PiS nie uda się wmówić Polakom, że to jest prezydent dzielący Polskę. Udowodni to swoimi działaniami, np. budową monumentu upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej.
Jeśli PiS mimo to będzie kontynuował tę swoją dzisiejszą strategię, postąpi irracjonalnie, bo będzie uszczuplać w ten sposób swój elektorat.
Prezydent zaangażuje się w budowę monumentu? - Prezydent jest przekonany, że ofiary katastrofy smoleńskiej powinny być uczczone stosownym monumentem. Nie wyobraża sobie takiego monumentu przed Pałacem Prezydenckim, jednak nie dlatego, żeby on mu przeszkadzał, ale dlatego, że nie jest to pusta przestrzeń i konserwator zabytków nie zgadza się na nowy pomnik w tej przestrzeni.
Ostatni pomnik w tym miejscu - kardynała Wyszyńskiego - pochodzi sprzed 20 lat. Miasto nie zdecydowało się nawet na wybudowanie pomnika
Jana Pawła II przed kościołem św. Anny.
Czyli gdzie mógłby stanąć, jeśli nie na Krakowskim Przedmieściu? - Z tego, co wiem, prezydent opowiada się za tym, by taki monument stanął w znaczącym miejscu Warszawy, i jest gotów działać na tę rzecz. Ale to nie prezydent i nie Kancelaria Prezydenta decyduje o miejscu na budowę monumenty. To jest decyzja władz Warszawy.
Pojawiają się różne pomysły. Ja początkowo myślałem, że monument mógłby stanąć w okolicach Sejmu, bo to honorowe miejsce Warszawy i największa liczba ofiar była związana z tym miejscem.
Potem do innego miejsca przekonał mnie jednak Lech Królikowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. Jego zdaniem najwłaściwszym miejscem jest przestrzeń na tyłach ogrodu Ministerstwa Kultury. To jest jeszcze przestrzeń szeroko pojętego placu Piłsudskiego. Można by ją nazwać placem Pamięci.
W Warszawie mało jest tak godnych miejsc jak to. Przecież tu odbyła się msza upamiętniająca ofiary katastrofy. To miejsce wcale nie gorsze niż miejsce przed Pałacem Prezydenckim.
Na razie stoi tam krzyż otoczony mało godnymi barierkami. To błąd, że 3 sierpnia nie został przeniesiony do kościoła św. Anny? - Jako człowiek o lewicowych poglądach jestem przekonany, że państwo nie może wyładowywać swojej siły na Bogu ducha winnych ludziach. Bo tak właśnie postrzegam ludzi czuwających przy krzyżu.
To są ludzie skrajnie ideowi do granic fanatyzmu. Nie oni są problem dla Polski, ale problemem jest wsparcie PiS. Gołym okiem widać, że gdy jest szansa na rozwiązanie tego problemu, pojawia się ostra deklaracja prezesa PiS, komitetu politycznego PiS czy posłów PiS, która tę szansę unicestwia.
To jak długo krzyż może stać przed Pałacem? - Jak najszybciej powinna zapaść decyzja budowy pomnika. Trzeba podjąć kolejną próbę realizacji umowy zawartej między kurią warszawską, Kancelarią Prezydenta a harcerzami. Czyli przenieść krzyż w godne miejsce, do kościoła św. Anny. I uczynić go sacrum, bo przecież krzyż nadal nie jest poświęcony i z formalnego punktu widzenia
Kościół nie ma nic do tego krzyża.
Żeby to było możliwe, konieczna jest zapowiedź budowy pomnika. Ja na miejscu pani prezydent Warszawy powiedziałbym, że wprawdzie ustępujące władze miasta nie powinny podejmować takiej decyzji, ale już mogą zacząć konsultacje z architektami, historykami sztuki, gdzie najlepiej taki pomnik postawić.
Niech odbędzie się już teraz publiczna debata w tej sprawie, tak by nowe władze stolicy mogły bardzo szybko zacząć budowę pomnika. Monument powinien zostać wzniesiony ze społecznych składek. I jestem pewien, że listę ofiarodawców będzie otwierać prezydent Komorowski.
Jeśliby władze Warszawy wyraźnie zapowiedziały wzniesienie tego monumentu, a jestem pewien, że prezydent od razu by to poparł, to ten konflikt by się skończył. Bo obrońcy krzyża twierdzą, że walczą o pomnik. Ale z kim walczą? Gdzie są ci wrogowie pomnika? Ja takich wśród osób znaczących nie spotkałem.