http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dni Rozwoju za drogie dla Polski

Jacek Pawlicki
2010-08-31, ostatnia aktualizacja 2010-08-30 19:48

Polska Akcja Humanitarna spiera się z MSZ w sprawie konferencji poświęconej pomocy rozwojowej

Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej
SONDAŻ
Czy Polska poradzi sobie z przewodznictwem w UE?

Tak
Nie
Nie wiem
Nie interesuje mnie to

To największy zgrzyt w przygotowaniach polskiego przewodnictwa w UE. Polska obejmuje półroczną prezydencję w Unii 1 lipca 2011 r. Przygotowania są bardzo zaawansowane, lista polskich priorytetów gotowa, kalendarz imprez, które będą się odbywały w Polsce i Brukseli, dopinany.

Brakuje w nim Europejskich Dni Rozwoju, zgodnie z unijną tradycją organizowanych od czterech lat w drugiej połowie każdego roku przez kraj, który akurat wówczas dzierży stery UE.

Pomoc rozwojowa, czyli pochodzące z bogatych krajów i instytucji dotacje i tanie pożyczki na rozwój krajów biednych i potrzebujących, to jeden z najważniejszych instrumentów unijnej polityki zagranicznej. Co roku idzie na ten cel ponad 50 mld euro.

Europejskie Dni Rozwoju, na których spotykają się politycy, finansiści, eksperci oraz przywódcy krajów potrzebujących, są jednym z największych wydarzeń na świecie poświęconym takiej pomocy. Na konferencję do Sztokholmu rok temu przyjechało 6 tys. osób z całego świata, w tym szefowie Komisji Europejskiej, MFW, przywódcy Sierra Leone, Bangladeszu, Kenii czy Haiti.

Z naszych informacji wynika jednak, że już w czerwcu polski MSZ poinformował Komisję Europejską, że za polskiego przewodnictwa Europejskich Dni Rozwoju nie będzie. - Mamy wielkie ograniczenie budżetowe, trzeba było w czymś wybierać - tłumaczy "Gazecie" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

Polskie przewodnictwo kosztować będzie i tak ok. 430 mln zł, z czego 385 mln pójdzie z budżetu, a reszta z unijnych funduszy. Doświadczenie innych krajów uczy, że na organizację Dni trzeba by wyasygnować ok. 7 mln euro, czyli 27,8 mln zł.

- Europejskie Dni Rozwoju są bardzo ważną imprezą - mówi "Gazecie" Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. - Choćby dlatego, że świadomość polskiego społeczeństwa co do konieczności pomagania krajom rozwijających się jest żenująco niska.

Global Development Research Group (GDRG), think tank zajmujący się pomocą rozwojową, zwraca uwagę, że choć od kilku lat Polska zwiększa swoje zaangażowanie w pomoc rozwojową, to jest ono wciąż stosunkowo niskie. W 2008 r. na ten cel wydaliśmy 900 mln zł, czyli 0,08 proc. PKB. Plasuje to Polskę wśród najmniej hojnych krajów UE.

GDRG proponował, by za polskiego przewodnictwa Europejskie Dni Rozwoju zorganizować pod hasłem "Solidarność dla rozwoju". "Solidarność jest wizytówką Polski w świecie, marką budującą pozycję i wiarygodność" - napisali w raporcie analitycy tej instytucji.

- Chwalimy się, że wymyśliliśmy "Solidarność", i szczycimy się nią. Ale solidarność to nie tylko historia i związek zawodowy - mówi nam Ochojska. - Chodzi o związek między naszym losem a losem ludzi w krajach najbiedniejszych, w których brakuje domów, szkół, wody...

Na początku sierpnia wiceprezes PAH Grzegorz Gruca wysłał pismo do dyrektora departamentu współpracy rozwojowej MSZ z pytaniem, czy i kiedy odbędą się polskie Europejskie Dni Rozwoju.

Z informacji "Gazety" wynika, że w sprawę włączyć się chce też przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, oferując mediację i ewentualną pomoc finansową (część pieniędzy na konferencję mogłaby pochodzić z kasy UE).

Ani MSZ, ani PAH nie zależy na zaostrzaniu konfliktu. Według naszych źródeł minister Radosław Sikorski obiecał, że zaraz po mianowaniu ministra odpowiedzialnego za pomoc rozwojową (na razie takiego nie ma) spotka się z Ochojską, by znaleźć kompromisowe rozwiązanie.

Szefowa PAH jest przeciwna wydawaniu 7 mln euro na Europejskie Dni Rozwoju, nawet jeśliby część z tych pieniędzy pochodziła z UE. Jej zdaniem lepiej te pieniądze przeznaczyć bezpośrednio na pomoc rozwojową. - Można znaleźć inną, tańszą formułę imprezy - przekonuje.

Również w MSZ dojrzewa pomysł, by 27,8 mln zł, które pochłonęłaby konferencja, przeznaczyć na pomoc rozwojową albo humanitarną.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':