- Jeżdżę z Krakowa do Warszawy nawet pięć razy w miesiącu. Od pół roku ani razu nie dojechałem na czas - opowiada Zbigniew Szurkowski, młody informatyk.
W pierwszej połowie tego roku z ponad 715 tys. uruchomionych pociągów pasażerskich niemal co trzeci był spóźniony. Problemy z dojechaniem na czas mają przede wszystkim ekspresy, InterCity czy EuroCity, czyli pociągi, które teoretycznie oferują wyższy standard podróży, a bilety są w nich droższe. Spośród nich spóźniło się w pierwszym półroczu aż trzy czwarte! Średnie spóźnienie sięgnęło 17 min. Nieco lepiej jest z pociągami międzywojewódzkimi, gdzie średnie spóźnienie to niecałe 8 min.
Dla porównania w Wielkiej Brytanii 91,5 proc. pociągów jest punktualnych (choć oba kraje nieco różnią się metodologią liczenia).
- Kilka miesięcy temu było sporo opóźnień pociągów z winy InterCity - przyznaje Grzegorz Mędza, prezes
PKP InterCity, który na stanowisko przyszedł wiosną tego roku.
Ale teraz jego zdaniem winę za to ponoszą głównie remonty torów. To samo mówią Przewozy Regionalne. PKP Polskie Linie Kolejowe - spółka, która zajmuje się utrzymaniem kolejowej infrastruktury - broni się, że w ubiegłym roku (świeższych danych brak) aż 4 na 10 spóźnień były z winy przewoźników kolejowych. Niecałe 30 proc. spóźnień to wina zdarzeń losowych, np. burzy. Z winy PKP
PLK spóźniło się 24 proc. pociągów.
Kto ma rację? Według naszych informacji spóźnienia pociągów InterCity to w dużej mierze wina zbyt dużych ambicji poprzednich władz spółki. Rozkłady jazdy układały tak, by maksymalnie skrócić czasy przejazdów - przewoźnik niemal całkowicie zrezygnował z pozostawienia sobie tzw. czasowego buforu bezpieczeństwa.
- To prawda. Pociągi powinny mieć rezerwę około 3 min na każde 100 km. InterCity często jej nie mają - mówi Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK.
Przewoźników do punktualności mogłyby zmobilizować nowe regulacje unijne przyznające pasażerowi spóźnionego pociągu rekompensatę finansową (w Polsce wejdą w życie w połowie przyszłego roku). Tyle że odszkodowanie będzie się należało, gdy pociąg spóźni się z winy przewoźnika o co najmniej godzinę.
Spóźnienia pociągów to tylko jeden z symptomów choroby, która od lat zżera polskie koleje: liczba pasażerów spada, jakość usług nie polepsza się, a kolejowa infrastruktura się sypie. By doprowadzić tory kolejowe do stanu sprzed ćwierćwiecza, potrzeba - bagatela - 47 mld zł! Miliardy euro, które Unia dała nam na remont torów, wciąż są słabo wykorzystywane. Każdego roku państwo dopłaca olbrzymie pieniądze do utrzymania połączeń pasażerskich (ponad 2,2 mld zł w 2007 i 2008 r.), ale nikt nie sprawdza, czy te pieniądze zostały wydane sensownie. Inaczej niż w transporcie drogowym, na rynku kolejowym - zwłaszcza pasażerskim - wciąż nie ma wystarczającej konkurencji.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przygotował szczegółową propozycję, jak wydobyć polskie koleje z zapaści. UOKiK chce m.in. odebrać ministrowi infrastruktury nadzór nad Urzędem Transportu Kolejowego i znacząco zwiększyć konkurencję na rynku.
- Jesteśmy przekonani, że gdyby wprowadzić nasze propozycje, to wówczas przewozy pasażerskie wymagałyby mniejszych dotacji z kasy publicznej. W Polsce istnieje wiele tras, na których przewozy mogłyby się odbywać na zasadach komercyjnych - mówi "Gazecie" prezes UOKiK Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.