A jednak o krzyżu pod Pałacem - czy raczej awanturze wokół krzyża - można jeszcze powiedzieć coś niesztampowego. W
"Tygodniku Powszechnym" socjolog prof. Mirosława Marody na pytanie dziennikarza, "czy przed Pałacem Prezydenckim zobaczyliśmy starcie Polski klerykalnej z Polską antyklerykalną", odpowiada: "To generalizacja, ponieważ ani obrońców krzyża nie można uznać za przedstawicieli Polski klerykalnej (biorąc pod uwagę lekceważący sposób, w jaki potraktowali przedstawicieli kleru podczas próby przeniesienia krzyża), ani strona druga nie zgromadziła wyłącznie osób niewierzących czy będących w kontrze do Kościoła. Byli tam przecież także ludzie, którzy po prostu mieli inne opinie na temat obecności TEGO krzyża w TYM miejscu".
A co sądzić o stylu nocnej manifestacji zwolenników przeniesienia krzyża? Reaguję alergicznie na utyskiwania katolickich publicystów i księży, że oto na ulicę wyszli cyniczni lewacy, ale nie zachwycam się jak niektórzy tą rzekomą eksplozją świeckości i nowoczesności. Dlatego podoba mi się opinia prof. Marody, że to, co zobaczyliśmy pod krzyżem, to jeszcze nie społeczeństwo obywatelskie: „Raczej tłum, i to po obu stronach. Krokiem do przodu jest to, że dała o sobie znać ta część społeczeństwa, która była zepchnięta w cień przez dyskurs zdominowany głosami polityków walczących o przywrócenie » prawdziwej tożsamości «Polaków, dla większości z nich - związanej z zinstytucjonalizowanym katolicyzmem. Na Krakowskim Przedmieściu zgromadził się przecież także tłum opowiadający się za inną wizją Polski, która dopuszcza indywidualne zróżnicowanie, zezwala na wolność ekspresji. Jednakże dla mnie to był - z obu stron - festiwal, jeśli nie nienawiści, to (co najmniej) pogardy. I trudno mi się do końca identyfikować z postawą » nowoczesnej «części demonstrantów, która zawierała sporą domieszkę lekceważenia dla ludzi pod krzyżem”.
Ja mam też dylemat z okolicznościami demonstracji. Nie mogłam powstrzymać śmiechu na widok znaku drogowego z doczepioną tabliczką "Uwaga, obrońcy krzyża", ale gdyby nad tym wszystkim nie wisiał cień soboty 10 kwietnia, bawiłoby mnie to znacznie bardziej.