To wywołało zdziwienie, czemu trudno się dziwić, bo od lat słyszymy o łupieniu podatników, rozdętych podatkach itp. Warto sięgnąć do raportu Eurostatu ("Taxation Trends in European Union 2010"), by sprawdzić, jak wyglądają fakty (dane pochodzą z 2008 r.).
Same podatki to w Unii średnio 26,8
PKB, a w Polsce 23,0 proc. Najwyższe podatki miała
Dania - 47,2 proc. Najniższe
Słowacja - 17,2. Siedem krajów miało niższe podatki niż my, a 19 wyższe. Te dane są jednak mylące, bo kraje w różnym stopniu finansują lub współfinansują z podatków ubezpieczenia społeczne. Bardziej miarodajne jest więc łączne liczenie podatków i obowiązkowych składek na zdrowie oraz emerytury. Tu średnia unijna wynosi 39,3, a w Polsce płacimy 34,3 PKB. Tym razem najmniej płacą Rumuni (28,0 proc.), a najwięcej ponownie Duńczycy (48,2). W ośmiu krajach daniny są niższe, a w 18 wyższe niż w Polsce.
Ciekawa jest też dynamika zmian. Nie zgadniecie państwo, kiedy podatki i składki były w Polsce najniższe w stosunku do PKB. Nie za rządów antypodatkowych tytanów - Gilowskiej czy Balcerowicza - ale w roku 2004, czyli u schyłku rządów
SLD, w których ministrami finansów byli Marek Belka, Grzegorz Kołodko i Andrzej Raczko. Udział podatków i składek w PKB wynosił wtedy 31,5 proc. przy średniej unijnej 38,9. Gdy w r. 2001 SLD obejmował władzę po rządzie Buzka i Balcerowicza, podatki były o 1 proc. PKB wyższe, a w budżecie zionęła dziura Bauca. To dobrze pokazuje jeszcze jeden fałsz liberalnych populistów wmawiających nam, że rządy lewicy to wysokie podatki i duży deficyt. Bo mimo najniższych podatków rząd Belki zostawił nadwyżkę budżetową, którą roztrwoniła ultraliberalna min. Gilowska.
Nie jest więc prawdą, że prawica oszczędza, a lewica trwoni. Fakty świadczą za tezą odwrotną. Natomiast wprowadzane przez prawicę zmiany przenoszą koszt utrzymania państwa na mniej zamożną część społeczeństwa. Stawka PIT dla najlepiej zarabiających, która początkowo wynosiła 45 proc., była obniżana do 44, 40 i wreszcie 32 proc. Dziś tylko w siedmiu krajach jest niższa niż w Polsce. Średnia unijna wynosi 37,5 proc., a w czterech krajach bogaci płacą 50 proc. lub więcej. Podobnie jest z podatkiem od zysków przedsiębiorstw (CIT), który w Polsce stopniowo obniżano z 40 do 19 proc. przy średniej unijnej wynoszącej dziś 23,2 proc. Tylko pięć krajów Unii ma CIT niższy niż Polska. Wyższy jest on w
USA (35 proc.), a nawet w Chinach (25 proc.). Natomiast opodatkowanie konsumpcji - VAT i akcyzy - które proporcjonalnie bardziej obciąża osoby mniej zamożne, jest w Polsce (21 proc.) wyższe od średniej europejskiej (19,5 proc.) i systematycznie rośnie od roku 2001, kiedy wynosiło 17,2 proc. Podwyżka VAT i akcyzy umocni ten trend.
Nie jest też prawdą, że podniesienie podatków jest czymś wyjątkowym. W latach 2009-10 CIT podniesiono w siedmiu krajach Unii, PIT w 15, składki na ubezpieczenie społeczne w 11, a VAT w 8. Często jakiś podatek najpierw obniżano, a potem podnoszono, lub na odwrót. W niektórych krajach podnoszono więcej niż jedną daninę lub jedną podnoszono, a inną obniżano (jak w Polsce, gdzie po obniżce PIT nastąpi podwyżka VAT).
Wysokość podatków nie należy do dogmatów wiary. Jest wypadkową doraźnych możliwości i potrzeb, sprawności i kompetencji państwa oraz taktyki i strategii rozwoju. Jest się więc o co spierać. Ale nie ma sensu karmić się mitami i spierać z faktami. Zwłaszcza gdy dają się łatwo sprawdzić.