Wydawało mi się, że kiedy opiszę historię niepełnosprawnego 60-letniego pana Władysława, ktoś powie: "To skandal!". Skandal, że komuś, kto żyje z 444 zł zasiłku stałego z pomocy społecznej, odbiera się prawie połowę pieniędzy, które przyznała mu gmina jako dodatek mieszkaniowy. Skandal, bo tak stanowi ustawa. Skandal, bo w Polsce jest ponad 139 tys. samotnych, starych i chorych osób mogących liczyć jedynie na zasiłek stały. Większość - na tak okrojony.
A moi rozmówcy - posłowie, urzędnicy Ministerstwa Pracy, samorządowcy i socjologowie - albo nie mieli pojęcia, że tak to wygląda, albo radzili: "Trzeba podwyższyć progi dochodowe, które uprawniają do zasiłku i zmienić system pomocy społecznej". Z odpowiedzią na pytanie "kiedy?" było najgorzej.
Reforma systemu potrwa lata. Zmiana progów dochodowych z 477 zł nastąpi od 1 października. Wzrosną o 18 proc. Tak zdecydowała Komisja Trójstronna, wstydząc się, że dotychczasowe były niższe niż próg egzystencji człowieka określony przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Ale to i tak nie wpłynie na sytuację pana Władysława i tysięcy najuboższych.
Przede wszystkim musimy inaczej patrzeć na polską biedę. A jak to wygląda teraz? Oto historia opisana przez internautę Mierwina: "Znam człowieka, któremu też odejmują dodatek mieszkaniowy od zasiłku stałego. Pewnego razu wyremontował dużym nakładem sił stary rower i sprzedał za 100 zł. Nieopatrznie przyznał się do tego pracownikowi socjalnemu. I tę stówkę też mu odliczyli od zasiłku! Huuurrrraaa! Złapali oszusta".
A na razie trzeba znowelizować ustawę o pomocy społecznej tak, by pieniądze na pomoc najuboższym z różnych źródeł dało się sumować.
Źródło: Gazeta Wyborcza