To paradoksalny epilog medialnej koalicji
SLD-
PiS. Tym razem związanych z lewicą członków rady nadzorczej wsparł w głosowaniu przedstawiciel skarbu państwa Grzegorz Borowiec.
Już w ubiegłym tygodniu pojawiły się informacje, że pisowscy członkowie zarządu mają być odwołani na piątkowym posiedzeniu rady nadzorczej. Orzeł i Tejkowski według nieoficjalnych informacji już pożegnali się z dyrektorami w
TVP.
Wniosek o nadzwyczajne posiedzenie rady złożyła Małgorzata Wiśnicka-Hińcza (w radzie z rekomendacji lewicy). Zarzuciła w nim zarządowi TVP upolitycznienie. Dowód? Konferencja prasowa trzech członków zarządu z 3 lipca, na której krytykowano założenia nowej ustawy medialnej i mówiono o "wyrzucaniu PiS z telewizji".
"Zarząd TVP SA w oczywisty sposób wpisał się w walkę polityczną głównej partii opozycyjnej z koalicją rządową" - napisała Wiśnicka-Hińcza. Skrytykowała też zarząd za opóźnianie powstania dokumentu o strategii spółki.
Przewodniczącemu rady Bogusławowi Szwedzie (z rekomendacji PiS) Wiśnicka-Hińcza zarzuciła, że bez uzgodnienia z resztą rady spotykał się ze związkami zawodowymi i dyrektorami TVP w sprawie planowanych zwolnień grupowych.
Do wczoraj nie była jasna postawa przedstawiciela skarbu państwa Grzegorza Borowca. Okazało się, że w głosowaniach poparł stanowisko związanych z lewicą członków rady. Minister skarbu Aleksander Grad (PO) wielokrotnie krytykował władze TVP.
Wiadomo, że po znowelizowaniu ustawy o RTV kadencja zarządów wygasa 4 września. Dotychczasowe zarządy mają jednak kierować spółką do wyłonienia nowych władz. A to nie będzie proste.
- Według procedur, jakie wprowadza znowelizowana ustawa, ten proces może trwać nawet parę miesięcy - powiedział "Gazecie" członek
KRRiT Krzysztof Luft.
Jeden z posłów PO tłumaczył nam: - Dla nas pytaniem było, czy media publiczne mają być nadal pisowską redutą, choć rzeczywistość w Polsce się zmieniła, czy też nie.
Jednak PiS nie poddał się łatwo. Na początku jego przedstawiciele próbowali zablokować rozpoczęcie obrad. Tomasz Szatkowski (rekomendowany przez PiS) poinformował telefonicznie, że nie został prawidłowo zawiadomiony o posiedzeniu. PiS kwestionuje też ważność całego posiedzenia, bo jego zdaniem nie został dotrzymany termin jego zwołania. - Szatkowski ostrzegł też, że w związku z tym posiedzenie bez niego będzie nieważne. To klasyczny wybieg mający odsunąć termin odwołania zarządu i zmian w radzie - relacjonował nasz informator z biura zarządu TVP. - Nie wiem, na czym ma polegać to nieprawidłowe zawiadomienie, bo wysłano mu informację e-mailem, a 24 sierpnia dostał ją też pocztą kurierską. W czwartek przyleciał do Warszawy z Brukseli właśnie w związku z tym posiedzeniem, na koszt telewizji.
Co ciekawe, Szatkowski był wczoraj na Woronicza. O godz. 10.18 wszedł do budynku TVP. Nie skorzystał z przepustki, co rejestrowałoby jego wejście w systemie. Wpuścił go wejściem dla VIP-ów jeden z dyrektorów biura zarządu. Szatkowski skierował się od razu do gabinetu prezesa TVP Romualda Orła.
"Gazeta" dostała zdjęcie z kamery, na którym widać wejście Szatkowskiego.
Przez kilka godzin rada nie zajmowała się wnioskami, nad którymi miała obradować, ale roztrząsaniem, czy jej posiedzenie bez Szatkowskiego jest ważne. Ostatecznie jej członkowie doszli do wniosku, że mogą pracować. Innego zdania byli ci, którzy są związani z PiS - według naszych informacji nie wzięli udziału w głosowaniu. Przemysław Tejkowski, zawieszony członek zarządu, wychodząc z gmachu, rzucił, że w sprawie legalności posiedzenia wypowie się Krajowy Rejestr Sądowy.
Rada jednak najpierw odwołała związanego z PiS przewodniczącego Bogusława Szwedę, a na jego miejsce powołała Grzegorza Borowca, przedstawiciela Ministerstwa Skarbu. Potem zawiesiła pisowskich członków zarządu. Ostatecznie dalsza część posiedzenia została odroczona do 10 września.
Telewizją pokieruje teraz związany z SLD Włodzimierz Ławniczak, w dwuosobowym zarządzie pozostaje też Paweł Paluch. Nową radę nadzorczą powoła
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, a w niej wszelkie decyzje mogą zablokować dwaj członkowie związani z SLD.
Wieczorem w wyludnionym gmachu TVP nowy prezes odczytał oświadczenie, że przejął to stanowisko w poczuciu odpowiedzialności za telewizję, a w swoich działaniach będzie się kierował bezstronnością i wartościami mediów publicznych. Podziękował swojemu poprzednikowi, za to "co zrobił albo usiłował zrobić dobrego". - Co zrobił dobrego? - pytali dziennikarze. - Przede wszystkim był skromny - odparł jeden z dyrektorów TVP Jacek Snopkiewicz, który prowadził konferencję.
W komunikacie nowe władze TVP określiły się jako tymczasowe, na czas do rozstrzygnięcia konkursów przez KRRiT. Znalazł się w nim zapis o ocenie jakości programów i rozpatrzeniu "spraw pracowników, którzy naruszyli zasady etyczne obowiązujące w TVP".
Snopkiewicz uściślił, że chodzi o dziennikarzy i współpracowników, którzy naruszali zasadę bezstronności w czasie kampanii wyborczej, oraz tych, którzy pracę w TVP łączyli z działalnością reklamową.