Jak ujawniliśmy we wczorajszej "Gazecie", oficerowie
Centralnego Biura Śledczego wstrzymali budowę bytomskiego odcinka autostrady A1, kiedy zatrzymali ośmiu drogowców, którzy na budowie drogi wykopywali dolomit wykorzystywany do jej utwardzania i wywozili go ciężarówkami. W puste miejsce wsypywali ziemię z pokopalnianych hałd. Za kilka dni skradzione kruszywo miało być ponownie wykorzystane przy budowie kolejnego odcinka A1.
Policja szacuje, że zyski złodziei szły w miliony. Tona dolomitu kosztuje 200-300 zł, a jedna ciężarówka zabiera aż 30 ton kruszywa. Zdaniem prokuratury tylko w ciągu jednej nocy z budowy wyjeżdżało nawet kilkadziesiąt samochodów wyładowanych dolomitem. Proceder trwał podobno od kilku miesięcy.
Zatrzymani przez
CBŚ mężczyźni to dwaj właściciele firmy, która jest podwykonawcą inwestycji, dwóch operatorów koparek oraz czterej kierowcy. Mieli oni
policyjny skaner ustawiony na częstotliwość wykorzystywaną przez radiowozy. Kierowcy podczas przesłuchania zarzekali się, że nie wiedzieli, iż kruszywo jest kradzione. Jak udało nam się ustalić, wskazali nawet cztery nowe miejsca na gotowych do wyasfaltowania odcinkach A1, z których kilka tygodni wcześniej także wybierano dolomit. Głębokie na kilkadziesiąt metrów wypełnione ziemią wykopy znajdują się w pasie jezdni autostrady.
- Będziemy musieli zrobić tam odwierty, aby pobrać próbki podłoża - potwierdza prokurator Artur Ott, szef Prokuratury Rejonowej w Bytomiu.
Nieoficjalnie wiadomo, że kilka dni przed nocną operacją oficerowie CBŚ ściągnęli na budowę drogi geologa, który także wskazał kilka odcinków, z których wybrano dolomit. Niektóre pokrywają się z tymi, które pokazali zatrzymani kierowcy. Jeśli biegli potwierdzą, że nie ma tam dolomitu, drogowcy będą musieli ponownie rozkopywać autostradę i uzupełniać ubytki. - To już jednak będzie rola Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która odpowiada za bezpieczeństwo inwestycji - mówi prokurator Ott.
Przesłuchania zatrzymanych drogowców zakończono wczoraj. Kierowców zwolniono do domów, bo śledczy uznali, że w autostradowej aferze będą tylko świadkami. Sąd otrzymał wniosek o areszt szefów firmy podwykonawcy oraz operatorów koparek. Na poczet grożącej im kary prokuratura zajęła należące do nich samochody oraz maszyny budowlane.
Marcin Hadaj, rzecznik prasowy GDDKiA, zapowiedział wczoraj, że na miejscu budowy bytomskiego odcinka A1 rozpocznie się kompleksowa kontrola. - Jeśli okaże się, że w sprawę zamieszani są nasi pracownicy, wobec winnych zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje służbowe - zapowiedział Hadaj. Ten wątek sprawdza też prokuratura, która chce ustalić, kto z ramienia GDDKiA i w jaki sposób nadzorował budowę autostrady.
Hadaj zapewnił wczoraj, że operacja CBŚ nie wstrzyma budowy autostrady A1 i planowany na
Euro 2012 termin jej otwarcia jest niezagrożony. - Drogowcy nie zaczną pracy, dopóki nie zrobimy wszystkich odwiertów i nie pobierzemy próbek. To jest absolutnie niemożliwe - zapowiedziała jednak
policja.
Na razie nie wiadomo, kto na budowie przejmie roboty po firmie, której szefowie zostali zatrzymani. - To jest już problem Dragados SA, która jest głównym wykonawcą tej inwestycji - mówi Hadaj.
Nikt z firmy Dragados SA nie chce się wypowiedzieć w sprawie akcji CBŚ.
Jak ustaliliśmy, policja sprawdza też, czy do podobnych nadużyć dochodziło na budowie autostrady A4 Kraków - Rzeszów, gdzie podwykonawcą była firma, której szefów zatrzymano w Bytomiu.