W liście otwartym do prezesa
PiS Jarosława Kaczyńskiego opublikowanym w niedzielę na blogu Migalskiego europoseł obarcza szefa PiS m.in. winą za niskie notowania partii. Ocenia, że strategia PiS po wyborach prezydenckich "prowadzi prostą drogą do klęski wyborczej" w wyborach samorządowych i parlamentarnych.
List został ostro skrytykowany przez część polityków PiS, którzy oceniali, że szkodzi on partii, a Migalski zachowuje się jak komentator polityczny, a nie polityk.
- Sięganie po ludzi spoza partii, spoza polityki kończy się różnie. Bardzo boleśnie odczuła to PO, kiedy na listy ściągnęła celebrytów, śpiewaków operowych, Radosława Majdana. Boleśnie przekonujemy się o tym dzisiaj my - mówił szef Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński: - Doktor Migalski, którego bardzo ceniłem jako komentatora politycznego zaczyna przypominać właśnie takiego Radka Majdana. Jest to forma pewnej aktywności medialnej - chęć zaistnienia za wszelką cenę przeważa nad treścią - oceniał.
Majdan przed ponad rokiem zrezygnował z mandatu radnego sejmiku zachodniopomorskiego, gdzie dostał się z list PO. Jako radny, piłkarz był obecny zaledwie na kilku sesjach Sejmiku. W czerwcu tego roku koszaliński sąd rejonowy skazał go na karę grzywny w wysokości 4,5 tys. zł. Majdan, obok dwóch innych piłkarzy, był oskarżony o napaść na policjantów i ich znieważenie.
- List Migalskiego, służy promocji jego osoby, ewidentnie osłabia partię polityczną, dzięki której pan Migalski znalazł na pięć lat atrakcyjną przystań w Brukseli - mówił Brudziński.
Również szef klubu PiS Mariusz Błaszczak jest zdania, że Marek Migalski "jako polityk popełnia zasadniczy błąd". - Mam wrażenie, że chodzi mu o popularność jego blogu, a nie o dobro partii, którą w końcu reprezentuje. Niewątpliwie przez swój list odciągnął uwagę opinii publicznej od nieudolności rządu Donalda Tuska - oceniał.
Poseł PiS Jarosław Zieliński mówił z kolei PAP, że list otwarty Migalskiego "to nie jest odpowiedzialny sposób prowadzenia debaty publicznej". Zapowiedział, że będzie proponował kierownictwu partii, by w przyszłości na listy wyborcze do PE i polskiego parlamentu nie trafiały osoby "nieprzygotowane politycznie": - Będę lansował pogląd, by do tak ważnych ról jak parlamentarzyści polscy i europejscy zapraszać jednak sprawdzonych polityków, a nie robić eksperymentów związanych z osobami, które mogą mieć duże walory, ale nie są przygotowane do odpowiedzialnej działalności politycznej - zapowiedział.